niedziela, 13 listopada 2016

Smerfowy Tag Książkowy

Witam wszystkich cieplutko :)


Dawno nie było tutaj żadnego książkowego tagu, więc dziś, nie uwierzycie, będzie książkowy tag. Takie zaskoczenie. A że ostatnio myślałam o smerfach (czy wspominałam już, że często hasam myślami nie wiadomo gdzie i nie wiadomo jak daleko? :) ) to mój wybór padł na Smerfowy Tag Książkowy. Zapraszam :)




1. Smerf Śpioch (Wybierz książkę, podczas której czytania prawie zasnąłeś)


Gdy książka mnie nuży lub gdy czuję że zasypiam, to odkładam książkę i...idę spać :) Dlatego może odpowiem nieco inaczej na pytanie i powiem, jaką książkę odkładałam, bo była dla mnie nudna. Więc odpowiedzią jest Przynieście mi głowę wiedźmy Kim Harrison. Zanim ją skończyłam, odkładałam ją trzy razy. Może gdybym była młodsza to może by mi się spodobała. A tak to niestety, nie.

2. Smerf Laluś (Wybierz postać, która dba o swój wygląd)


Tu bez żadnego problemu mogę wskazać Caelinę ze Szklanego Tronu Sarah J. Maas. Zwłaszcza w nowelkach jest to widoczne, dba o swoje paznokcie, ładne włosy i sukienki. A poza tym, to cholernie mnie ta postać irytowała. (Nie hejtujcie mnie, przeczytałam pierwszą część tylko, ale planuję jeszcze dać jej szansę)

3. Smerf Zgrywus (Wybierz postać, która robi kawały i ciągle się wygłupia)


Tu miałam mały problem z odpowiedzią, ale leżałam i dumałam, i wymyśliłam. I mowa tu będzie o Simonie z książki Simon oraz inni homo sapiens. Co prawda, nie wygłupia się on cały czas, jednak żarty są dosyć ważnym elementem w rodzinie Simona.
Recenzja jest tutaj (jeśli ktoś jest ciekawy...).

4. Smerf Ważniak (Wybierz postać, która kocha książki)


Liesel która jest Złodziejką książek, o której napisał Markus Zusak. To jest odpowiedź na to pytanie. Liesel kochała książki tak bardzo, że zaczęła je kraść. No cóż zrobić. Ważne, że czytała, a czasy w jakich dorastała nie należały do łatwych.

5. Smerf Harmoniusz (Wybierz postać, która lubi śpiewać lub dobrze śpiewa)


Bez wątpienia mogę tutaj wytypować postać Cecile z Porwanej Pieśniarki. Od dziecka ma nauczycielkę śpiewu, z którą ćwiczy codziennie. Talent oczywiście odziedziczyła po matce, która jest znaną i szanowaną sopranistką, i śpiewa na największych scenach. Aby Cecile mogła do niej dołączyć, trenuje, choć w wyniku pewnych komplikacji, dziewczyna nie występuje z matką. Jednak nadal oczarowuje swoim przepięknym śpiewem tych wszystkich, którzy ten śpiew słyszą.
Recenzja Porwanej Pieśniarki znajdziecie na blogu tutaj, o ile jesteście jej ciekawi.

6. Smerfetka (Wybierz swoją ulubioną postać żeńską)


Tutaj, naprawdę ciężko było mi dobrać ulubioną postać. Jednak chyba wybiorę Lisbeth Salander z trylogii Millenium stworzonej przez Stiega Larssona. Jest ona kobietą silną, z drobnymi problemami, ale kto ich nie ma? ;) Lis jest bardzo zdolna, potrafi sobie radzić z przeciwnościami losu, a do tego jest niezmiernie zdolną hakerką, inteligentną jednak los jej nie sprzyjał.

7. Jeśli byłbyś Smerfem, jakie byłoby Twoje imię i osobowość?


Tu też bez żadnych wątpliwości mogę odpowiedzieć, że zdecydowanie byłabym połączeniem Ciamajdy i Marudy. Taka mieszanka już sama w sobie jest niesamowicie niebezpieczna dla mnie. Dlaczego tak mówię? Jakiego innego smerfa można wybrać, kiedy z lekcji wychowania fizycznego wychodziłam ze zbitymi palcami, a raz nawet ze stłuczoną stopą. Stąd moje paluchy są teraz takie powykrzywiane :) A Maruda? Nie oszukujmy się, Polacy są maruderami a ja jestem jedną z nich. Lecz bliżej mi do Ciamajdy. Jednak nie wiem, jak mogłabym się nazywać. Jakieś sugestie? :D


To już wszystkie pytania. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście przy czytaniu, tak jak ja bawiłam się odpowiadając na te pytania. Jeśli macie chęć, to odpowiedzcie na te pytania w komentarzu, lub jeśli chcecie - na swoich blogach. Jestem niezmiernie ciekawa waszych odpowiedzi. Nominuję wszystkich tych, którzy mają ochotę na ten tag odpowiedzieć.

Zaczytanego Tygodnia życzę :D


9

piątek, 11 listopada 2016

Miłość od pierwszej książki czyli o...ulubionych autorach

Witam was bardzo cieplutko :)


Za oknami śnieg, lekki mrozek i grające gdzieś w tle piosenki Mariah Carey All I want for Christmas, myśli o świętach gdzieś kołaczące się w głowie...Do świąt zostało jeszcze troszkę czasu, ale ja tu nie o tym. Mamy całkiem miłą pogodę (bo bardzo lubię śnieg i zimę, a w Suwałkach są same niedźwiedzie), więc czemu by nie porozmawiać dzisiaj o całkiem miłych tematach? Porozmawiajmy dziś o ulubionych autorach.

Dokładnie tak. Opowiem wam dziś o kilku autorach, którzy urzekli mnie swoim piórem. Pytanie o ulubionych autorów pojawia się dosyć często przy nominacjach do LBA, a tam nie można się zanadto rozpisywać, bo zwyczajnie zniechęcilibyście się do czytania moich wypocin. Dlatego też postanowiłam poświęcić pisarzom i paniom pisarkom bliskim memu serduszku trochę więcej czasu, więc o nich będzie dzisiejszy post. Oto przed wami lista 10 moich ulubionych autorów książek.

Podkreślam, że kolejność podawania przeze mnie autorów jest zupełnie przypadkowa i w żaden sposób nie związana z tym, że kogoś wolę bardziej, a kogoś mniej. Więc do dzieła!

1. John Green


Tak, wiem, że wiele osób nie lubi książek pisanych przez Pana Zielonego. Jednak ja uwielbiam się w nich zaczytywać. Dlaczego? Bo są typowymi młodzieżówkami, gdzie nastolatkowie przeżywają swoje pierwsze miłości i rozczarowania światem w jakim żyją. Są lekkie i trafiają do mnie. Dziś przeczytałabym z chęcią wszystkie jego dzieła "razem z listą zakupów". Chociaż tak naprawdę zaczęło się od filmu Gwiazd naszych wina. Bo nie zdążyłam przeczytać książki zanim wybrałam się do kina. Bo kino było nagrodą dla całej mojej klasy za świetną frekwencję. Film pokochałam i od razu stwierdziłam, że muszę zapoznać się z jego pierwowzorem. Nie ważne, że w głowie Isaac był tym filmowym i ciemnowłosym, kiedy w książce on był blondynem. Później przeczytałam Szukając Alaski. I wzruszyłam się przy czytaniu, a to aż tak często się nie zdarza. I chyba ta właśnie powieść jest moją ulubioną. Później naciągnęłam mamę, by kupiła mi 19 razy Katherine, które było po prostu okay (jestem w stanie wybaczyć to Green'owi, bo to chyba jego debiut). A później przyszedł czas na Papierowe miasta. A całkiem niedawno, bo jakoś w styczniu zaczytywałam się w Will Grayson, Will Grayson. I było to mniej więcej w czasie, kiedy ścinałam włosy. Dość drastycznie. Jednak chyba tę książkę uważam za najsłabszą w dorobku Green'a, bo w sumie pisana w duecie z Davidem Levithan'em. Jedyna książka jaka jest jeszcze przede mną to W śnieżną noc, jednak mam nadzieję, że całkiem niedługo uda mi się po nią sięgnąć.

2. Cassandra Clare


Przygoda z książkami pani Clare zaczęłam od Mechanicznego anioła, którą to książkę pożyczyła mi moja koleżanka z klasy. To była miłość. Pierwszą część pochłonęłam jednego dnia. Dosłownie. Siedziałam od rana z nosem w książce i nie mogłam się od niej zupełnie oderwać. Czytanie skończyłam chyba jakieś kilka minut przed północą. A później pożyczyłam od tej samej koleżanki drugą część czyli Mechanicznego księcia, którego przeczytałam chyba w trzy dni, bo nie miałam aż tyle czasu. A gdy dowiedziałam się, że kolejnego tomu mogę się spodziewać dopiero za rok, to moje serce stanęło. Jak tak długo mam wysiedzieć w napięciu i oczekiwaniu? A na lato pożyczyłam Miasto kości, pierwszą część Darów Anioła. Jednak jakoś nieszczególnie przypadła mi do serca ta historia. Męczyłam się z nią dość długo. Dopiero w połowie książki coś 'zaiskrzyło', lecz nie było to to samo iskrzenie jak między mną a Diabelskimi Maszynami. A potem z tomu na tom było lepiej. I chociaż nie darzę DA wielką miłością, to jednak zżyłam się z postaciami.
A w marcu ukazała się Pani Noc, którą przeczytałam. I mój entuzjazm i te gorące uczucie uwielbienia dla niej nieco już stygną, to jeszcze przeczytam tę serię, a potem się okaże, czy będę kontynuowała czytanie książek tej autorki.

3. Stieg Larsson


Ten autor wywołał największe zamieszanie w moim życiu. Dlaczego? Bo jak już wielokrotnie wam opowiadałam, to od jego książek rozpoczęłam takie nałogowe czytanie. I gdy się wkręciłam się w świat i bohaterów jakich wykreował, ośmielił się umrzeć, zanim zdążyłam przekonać się, jak świetne książki napisał. Bo byłam wtedy całkiem radosną 9-letnią wiecznie chorą i zasmarkaną dziewczynką.
Bo ja czytać w hurtowej ilości zaczęłam właśnie dzięki Larssonowi. Pamiętam, jak namówiłam mamę w biedronce, aby kupiła mi tę książkę. No i mama się zgodziła. Niesamowicie spodobała mi się ta historia i jej bohaterowie. A jakieś dwa lata później w matrasie zobaczyłam drugą część serii Millenium, więc trochę środków miałam własnych, trochę pożyczyłam od przyjaciółki (Kasia, pozdrawiam Cię gorąco, bo wiem, że od czasu do czasu tutaj jesteś) i weszłam w posiadanie drugiej części, czyli Dziewczyna, która igrała z ogniem. I niedługo potem od koleżanek w prezencie urodzinowym dostałam Zamek z piasku, który runął. Millenium zdecydowanie zajmuje bardzo ważne miejsce w moim serduszku.

4. Suzanne Collins


Tej pani nie muszę wam chyba specjalnie przedstawiać, bo z pewnością o niej słyszeliście. Ta pani stworzyła Igrzyska Śmierci, którymi tak bardzo się jarałam. Mam nawet igrzyskowy wisior. Byłam w trzeciej klasie technikum, kiedy w moje rączki wpadły Igrzyska. Wypożyczyłam pierwszą część z biblioteki szkolnej. I postanowiłam zacząć ją czytać przed snem. I to był błąd. Po po przeczytaniu pierwszego rozdziału, przeczytałam drugi, a potem z ciężkim bólem serca musiałam odłożyć czytanie tej książki i iść spać, bo szkoła, lekcje i inne takie. Nie pamiętam, jak szybko poszła mi lektura tej książki. Wiem jednak jedno: niesamowicie trudno było mi się od niej oderwać, a z lektury cieszyłam się jak dziecko. Zakończenie drugiej części zaspojlerował mi chłopak, otworzył książkę na ostatniej stronie i pokazał, i przeczytał mi ostatnie zdanie.
Pokochałam całą trylogię. Jednak moja miłość nieco osłabła, to nadal mam do niej sentyment i będę ją bardzo miło wspominać, jako książki, które zaczęły moją przygodę w zaczytywaniu się w dystopiach.



5. Brandon Sanderson



Moja nowa miłość od całkiem niedawna. Nie mogąc już dłużej wysłuchiwać, jak bardzo polski booktube wychwala Sandersona (a konkretniej P42 i lilacwix), postanowiłam sama sprawdzić czym się oni tak zachwycają. I niesiona pewną euforią i desperacją przetrząsnęłam dyskonty książkowe internetowe, gdzie nie mogłam znaleźć Z mgły zrodzonego, zamówiłam książkę na stronie empik.com. Jak się później okazało, zapomniałam sprawdzić jednej strony w sieci. Było mi przykro, ale cóż... Mówi się trudno i płynie się dalej. No i sprawdziłam. I odpłynęłam. Dlaczego? Bo Sanderson stworzył wspaniały świat, od podstaw stworzył magiczny system, a w książkach znajduje się słowniczek. Bohaterzy są wiarygodni, nie są płascy, możemy obserwować zmiany, jakie zachodzą w ich zachowaniach, a wszystko to okraszone humorem. A przyjaźń jest najważniejszą wartością, jaką kierują się główni bohaterowie.
Przeczytałam Z mgły zrodzonego, którego recenzję znajdziecie na blogu tutaj, a teraz jestem w trakcie czytania Studni wstąpienia, i tak, wciąż jestem zachwycona i wiem, że tu raczej nie będzie 'klątwy drugiej części'. Zobaczcie, jak pięknie razem prezentują się te książki. A w planach mam jeszcze do przeczytania całe mnóstwo jego powieści.


6. Richelle Mead


Książkami napisanymi przez tę panią zaczęłam zachwycać się dopiero od niedawna. A właściwie odkąd sięgnęłam po Akademię Wampirów. Pierwszą część przeczytałam praktycznie jednego dnia, tak samo z drugą. Przy czytaniu trzeciej miałam trochę mało czasu, a jej lekturę zakończyłam w sumie niedawno. Książki te są dobre na odmóżdżenie, czyta się je bardzo szybko i wciągają. Tak, wiem, że to kolejna młodzieżówka, jednak lubię się też rozerwać przy takiej mało wymagającej lekturze. Czytałam też Córkę Burzy, która jakoś nieszczególnie przypadła mi do gustu, ale AW jest świetna. Jeśli szukacie czegoś lekkiego do czytania to jak najbardziej polecam.
Recenzowałam dwie pierwsze części Akademię Wampirów oraz W szponach mrozu, jeśli ich nie widzieliście to tutaj jest recenzja pierwszej części a tu recenzja drugiej. Zrobię jeszcze wpis podsumowujący całą serię, ale nie wiem, kiedy to nastąpi, bo nie mam jeszcze zakupionej czwartej części, czyli Przysięga krwi.


7. Charles Dickens


Jest to w sumie zauroczenie od niedawna. Bo ciężko mi nawet sobie dziś przypomnieć, jakie wrażenia miałam po przeczytaniu Opowieści wigilijnej. Pamiętam, że na pewno było to dość dawno. A i na pewno z fabuły nie wyciągnęłam zbyt wiele. Tak to już bywa. Jednak ostatnio sięgnęłam po Wielkie nadzieje napisane właśnie przez Dickensa i bardzo mi przypadła do gustu ta książka, język i nawet dało się wyczuć lekkie poczucie humoru. Więc postanowiłam, że przeczytam te książki, które są dostępne w najbliższej bibliotece i je wypożyczę, by po raz kolejny napawać się stylem Charlesa Dickensa. A klasyki zawsze są warte przeczytania ;)


8. Samantha Shannon


O tej pani już też dość często wam wspominałam. Niejednokrotnie już tu rozpływałam się nad tym, jak cudowną była dla mnie lektura Czasu żniw. Pamiętam dokładnie, jak poszłam do empiku i postanowiłam, że wrócę z tą książką do domu. Sprawdziłam w sklepie na tym czytniku, czy ta książka jest w sklepie - jest. Postanowiłam więc pochodzić między półkami i poszukać tej książki. Ale tak chodzę i chodzę, i nie widać. Więc postanowiłam poprosić o pomoc panią, która tam pracowała. I chyba sama miała drobny problem ze znalezieniem, ale udało się.
A czytałam ją jakoś w trakcie trwania świąt Bożego Narodzenia - tak wiem, wtedy powinno się spędzać czas z rodziną, a nie, w zamknięciu w swoim pokoju. Ale lektura tak mnie zafascynowała, że tak cudownie mi się to czytało. Tak wielkie wrażenie zrobiła na mnie ta powieść. To było coś niesamowitego.

9. Guillaume Musso


Źródło: stylowi.pl
Jest to autor romansów. I może nie zaczytuję się w romansach non stop, to jednak po te napisane przez Guillaume Musso są bliższe mojemu sercu. Ciężko w sumie powiedzieć, co on takiego wyczynia, że sięgam po te romanse, a nie po te napisane np. przez Ewansa czy Sparksa. U Musso nie wszystko jest oczywiste i zawsze odnajdzie się pewien element zaskoczenia jakby autor dawał nam 'pstryczka w nos'. Jednocześnie pomysły na fabułę może nie są szczególnie oryginalne, bo ciężko o oryginalność w romansach, jednak zawsze się znajdzie pewien klimat wyjątkowości. Może i gadam od rzeczy, myślcie, co chcecie.

10. Colleen Houck


Teraz jest moment, w którym możecie się śmiać, że jestem okładkową sroką. I choć może nie do końca postanowiłam przeczytać serię Klątwa Tygrysa tylko i wyłącznie ze względu na okładkę, a głównie przez to, że została mi polecona przez jedną z tych stron na Facebooku o książkach. Jednak te piękne okładki przeważyły. I sięgnęłam po pierwszą część Klątwy tygrysa. Bardzo mi się spodobała pierwsza część. Druga podobała mi się nieco mniej. A później byłam i zła, przeżywałam razem z główną bohaterką (która mnie nieco irytowała czasami). Jednak mam dobre wspomnienia związane z tą serią. Mamy tam opisy różnych świątyń bogini Durgi, różne indyjskie obyczaje, święta, a nawet i zwroty. Są opisy tych przepięknych kolorowych strojów i mnóstwo podróży, i niebezpieczeństw. I można tam nawet spotkać smoki. A te okładki są przepiękne. Tylko szkoda, że widać na nich wszystkie ślady palców.



I to już koniec tego długaśnego posta. Opowiedzcie w komentarzach o co najmniej 3 waszych ulubionych autorach z krótkim uzasadnieniem. A może mamy wspólnych ulubionych autorów? Dajcie znać :) Wiem, że się rozgadałam baardzo, dlatego teraz oddaję wam głos, a raczej klawiaturę.

A teraz trzymajcie się cieplutko :) Życzę zaczytanego długiego weekendu ;)


3

środa, 9 listopada 2016

O miłości, biedzie i wielkich nadziejach - Charles Dickens "Wielkie nadzieje" | recenzja

Witam was bardzo cieplutko :)


Dzisiaj przybywam do was z recenzją. Bo dlaczego by nie? Dawno nie było recenzji. Lecz nie ocenię tej książki, jak zazwyczaj. Dlaczego? Bo to klasyka, a ja chyba nie mam w zwyczaju oceniać takich dzieł. A dziś opowiem wam o Wielkich nadziejach autorstwa Charlesa Dickensa.

Jak zapewne wiecie, w miesiącu październiku postanowiłam realizować Wyzwanie Czytelnicze Rory Gilmore. I wybrałam tę powieść zupełnie nie wiedząc o czym jest. Nie mówi się o tej książce zbyt wiele, przynajmniej ja do tej pory nie słyszałam, aby ktoś się na jej temat wypowiadał. Więc pozwólcie, że sama to uczynię. I jeżeli nie będę pierwszą osobą, to mam nadzieję, że będę jedną z pierwszych. A nawet jeśli to nie, to nie wyprowadzajcie mnie z tego (mylnego) przekonania. Czasem dobrze jest się nieco pooszukiwać.

O czym są Wielkie nadzieje? Pozwólcie, że przytoczę wam opis tej powieści:

Młody Pip, sierota mieszkający z siostrą i jej mężem kowalem, znajduje na cmentarzu zbiegłego więźnia. Niedługo później ma okazję poznać życie całkiem inne niż w kuźni, zostaje zatrudniony do zabawiania ekscentrycznej panny Havisham i jej ślicznej podopiecznej Estelle. Po latach ciężkiej pracy kowala Pip niespodziewanie otrzymuje sporą sumę pieniędzy, pod warunkiem, że wyjedzie do Londynu i stanie się prawdziwym dżentelmenem. Zakochany w Estelle, będzie musiał radzić sobie w wielkim świecie, zdobywając przyjaciół i wrogów, aż w końcu odkryje, kto był jego dobroczyńcą...

I w sumie wiele do tego opisu nie muszę dodawać. Możecie się śmiać, że główny bohater nazywa się Pip, tak naprawdę to nazywa się Philip Pirrip, jednak dziecko nie potrafi wymówić tak długiego i trudnego nazwiska i został po prostu... Pip. Chłopiec jest sierotą, wychowuje go siostra wraz z mężem. Siostra wychowała go własnoręcznie (cokolwiek to oznacza, bo te właśnie sformułowanie jest stale przez jego siostrę powtarzane). I będąc właśnie na grobie rodziców, Pip spotkał pewnego niegodziwca, który go straszy i każe przynieść nieco zapasów ze spiżarni.
Pewien czas później, jako 8-letni chłopiec Pip ma okazję przychodzić do dość ekscentrycznej kobiety, aby się bawić. Kobietą tą jest Miss Havisham, która stroni od świata, po pewnym wydarzeniu. W willi Satis poznaje też adoptowaną córkę Miss Havisham, Estellę, która jest poniekąd narzędziem zemsty na całym męskim rodzie. Miłość ta jest nieco bolesnym doświadczeniem, młody chłopak zdaje sobie z tego doskonale sprawę, że nigdy nie byłby u boku pięknej Estelli szczęśliwy. Jednak serce nie sługa.
Po ukończeniu przez Pipa pewnego wieku, chłopak zaprzestał już odwiedzin w willi Miss Havisham, i przyucza się do zawodu kowala u swojego szwagra, męża jego siostry, Joego. Lecz nie udało mu się zakończyć tej nauki, gdyż Pip okazuje się być właścicielem wielkich nadziei, otrzymuje majątek od nieznanego mu dobroczyńcy i nie może on nawet czynić przypuszczeń co do tego, kim owy ofiarodawca jest.
Więcej wam nie zdradzę już. Pozostawiam was z pytaniami i domysłami na temat dobroczyńcy Pipa?, Czy Estella i Pip będą razem?, Jak potoczą się dalsze losy młodzieńca z wielkimi nadziejami?

Czymże mogłem się stać, wzrastając w takim otoczeniu? Jaki musiał być wpływ tego środowiska na mój charakter? I czy można się dziwić, że kiedy wychodziłem z mrocznych pokoi na blask dnia, to myśli moje były tak samo mętne jak moje oczy?

Jak można określić powieść Charlesa Dickensa? O czym jest? Przede wszystkim opisuje życie głównego bohatera Pipa, osieroconego, którego życie obserwujemy odkąd był dzieckiem przez okres nastoletni, mniej więcej do wieku, w którym nasz główny bohater kończy 40 lat. Nie powiem, żeby te życie było jakieś super-szalone, ale nie jest pozbawione drobnych radości czy smutków i bólu. Książka jest podzielona na trzy części. Jeśli chodzi o akcję, to rozwija się ona w umiarkowany sposób, nie pędzi 'na łeb, na szyję'. Ale jednak dzieje się.

Narracja poprowadzona jest w pierwszej osobie l.pojedynczej, czyli mamy do czynienia z opisami uczuć Pipa, wszystkie zdarzenia widzimy z jego perspektywy. Wiemy, kogo uważa za wroga, za osobę fałszywą, jakie uczucia i myśli towarzyszą mu, gdy widzi daną osobę.


Tak oto nieprzerwanie dążymy naprzód - pod prąd, który nieubłaganie spycha nas z powrotem i każe dryfować w przeszłość.

A teraz nieco przyliżę wam sylwetki kilku bohaterów. Pozwólcie, że na początku opowiem o głównym bohaterze, którego losy śledzimy przez cały czas trwania powieści, czyli Pip. Poznajemy go jako chłopca około 6-7 -letniego (wybaczcie, dokładnie nie pamiętam). Jest on narratorem opowieści i jej głównym bohaterem. Od zawsze był ciekawy wiedzy, uczył się literek i nawet usiłował nauczyć sztuki pisania i czytania męża swojej siostry. Możemy obserwować jak zmieniał się przez lata. Będąc chłopcem, zakochuje się w Estelli i od początku ma świadomość tego, że nawet gdyby był z nią w bliższej relacji, to nigdy nie byłby szczęśliwy. Po pierwszym spotkaniu z dziewczyną zdaje sobie sprawę, jak bardzo jest pospolity, niezbyt dobrze wychowany i słabo wykształcony. I z tego powodu czuje się później nieszczęśliwym chłopcem. Jednak później otrzymuje od losu szansę - staje się właścicielem dużego majątku. To, co wcześniej było tylko marzeniem, z którego zwierzał się kuzynce, która nauczyła go liter, stało się rzeczywistością. Otworzyły się przed nim nowe możliwości. Jednak były pewne warunki, jakie musiał spełnić, aby mógł zostać właścicielem 'wielkich nadziei'. Przede wszystkim musiał dalej się kształcić, a podstawowym warunkiem było, aby już na zawsze pozostał Pipem. Do momentu osiągnięcia przez niego pełnoletności (21 lat) zarządcą jego majątku jest najlepszy adwokat, pan Jaggers. A później otrzymuje rocznie pewną sumę na swoje utrzymanie, którą zarządza. Pip jako młody mężczyzna dba o swego przyjaciela i pomaga mu potajemnie zrealizować jego marzenia. Jest przyjacielski.

A teraz opowiem wam co nieco o Estelli. Otóż jest ona adoptowaną córką Miss Havisham, która wychowała ją w taki sposób, aby uniknęła podobnego losu jak ona. Otóż Miss Havisham została oszukana przez mężczyznę, którego bardzo kochała, a który porzucił ją w dniu ich ślubu. Aby uchronić młodą Estelle przed podobnym losem, kobieta nie nauczyła jej kochać. Estella jest piękną dziewczyną, później młodą, wciąż piękną kobietą. Jednak jest ona zimna, jej serce nie potrafi kochać, nie wie, co to czułość. Adoratorów wodzi za nos, ostrzega Pipa, że nigdy nie odwzajemni jego uczuć, bo ich nie zna. Nie wie, jak kochać. Jest wykształcona, podróżuje.


Raz na zawsze wiedziałem, ku memu zmartwieniu, i świadomość ta wciąż powracała, jeżeli nie towarzyszyła bez przerwy, że kocham ją wbrew rozsądkowi, wbrew temu, co sobie przyrzekłem, wbrew własnemu spokojowi, wbrew nadziei, wbrew szczęściu i mimo wszystkich rozczarowań, jakie mogą mnie spotkać.

Raz na zawsze kochałem ją, choć wiedziałem to wszystko, i miłość moja dla niej nie mogłaby być większa, gdybym wierzył w jej doskonałość.

Mamy tutaj do czynienia z zakończeniem otwartym, możemy jedynie snuć domysły, jak potoczyło się dalsze życie Pipa. Myślę jednak, że to było dobre rozwiązanie dla tego dzieła i nawet nie wiem, jak inaczej mogłoby się to wszystko zakończyć.

Język tej powieści jest dosyć specyficzny. Jak wiadomo, powieść pochodzi z drugiej połowy XIX wieku. Jednak przyjemnie czytało mi się Wielkie nadzieje. I muszę to podkreślić, w niektórych momentach można było się nawet uśmiechnąć. Spodobał mi się styl Dickensa i na pewno spróbuję przeczytać wszystkie jego powieści.


Stałem, wciąż patrząc na dom, myślałem, jaki byłbym szczęśliwy, gdybym mógł z nią tam mieszkać. Wiedziałem jednocześnie, że nigdy nie czułbym się z nią szczęśliwy, ale na zawsze zrozpaczony.
Niewątpliwie podobał mi się język, jakim została napisana powieść. Bardzo polubiłam głównego bohatera, odczuwałam podobną niechęć do części przedstawionych bohaterów, których Pip nie lubił. Jednak domyśliłam się tego, kto był dobroczyńcą. Może to przez to, że już wiele książek przeczytałam, a może nieświadomie dedukowałam na podstawie pewnych faktów niż odczuć serca, jak bohater miał nadzieję. Z niekrytą radością obserwowałam przemiany w bohaterach.

Czy polecam? Oczywiście, że tak. Zwłaszcza tym, którzy lubią sięgać po klasyki i którzy znają tylko Opowieść Wigilijną. Bo warto poznać kilka dzieł danego autora. Mimo, że akcja nie pędziła, to jednak były pewne zwroty akcji, nie wszystko kończyło się 'happy endem'. Dickens mnie zauroczył. Może Ciebie też? Zachęcam do spróbowania. Bo warto.


A wy czytaliście Wielkie nadzieje? Jak się wam podobały? A może dopiero planujecie to przeczytać? Opowiedzcie o tym w komentarzach. A może czytaliście inne powieści Dickensa? Napiszcie o tym. Możecie też w komentarzu polecić mi jakąś książkę uważaną za klasyk literatury.

A teraz życzę wam Zaczytanego Tygodnia :)



0

niedziela, 6 listopada 2016

Liebster Blog Award #5

Witam was wszystkich niezmiernie ciepło :D


Dziś po raz kolejny będę szczycić się tym, że ktoś docenił moje starania tutaj, na blogu i postanowił mnie nominować do Liebster Blog Award. Tymi ktosiami są dziewczyny z bloga Biblioteka tajemnic, czyli Sassy Girl i Koala. Dziewczyny od niedawna zaczęły przygodę z blogowaniem i dobrze sobie radzą, a żebyście i wy mogli się o tym przekonać zostawiam wam link do ich bloga [tutaj].



Więc, aby nie przedłużać odpowiem na pytanka. Jeśli jesteście ciekawi - nie krępujcie się i czytajcie dalej ;) Zachęcam wręcz ;)

1. Jaką książkową historię chciałabyś przeżyć?

Chciałabym przeżyć dziką fantastyczną przygodę (jakkolwiek dziwnie to nie brzmi). Jeśli chodzi o historię już napisaną, to chciałabym chyba przeżyć tak fantastyczne przygody jak Kelsey z Klątwy Tygrysa Colleen Houck. Poznałabym Indie, kulturę i przeżywała niesamowite przygody, niekiedy ocierając się o śmierć. A jeśli taka historia ma się jeszcze napisać, to chciałabym aby było to coś w podobnej stylistyce - podróże, walka ze złem, niebezpieczeństwo, lecz raczej bez romansów.

2. Bohater, który najbardziej cię zdenerwował?


Jak już niektórzy wiecie, odpowiedzią na te pytanie byłaby Vanessa Sands z trylogii Syrena Tricii Rayburn. Lecz ile razy można odpowiadać tak samo na te pytanie :) Więc opowiem wam nieco o innej postaci, bo dlaczego by nie? ;) 

3. Jaki jest twój książkowy ideał chłopaka?

Książkowy ideał chłopaka... Podkreślmy to :p Książkowy (nigdy nie wiadomo, kiedy ten 'prawdziwy' chłopak czyta twoje posty na blogu ;) ) ideał chłopaka to na pewno blondyn. Taką mam dziwną słabość, całkiem prawdopodobne że to dlatego, że sama mam ciemniejsze włosy. A charakterek? Ważne, by był zaradny i szczery.

Jeśli chodzi o konkretną książkową postać, to chyba nie wiem. Nie jest możliwe wybranie tylko jednego książkowego męża. ;)

4. Ulubiona autor/autorka i dlaczego akurat on/ona?

Błagam, nie spodziewajcie się, że udzielę jednoznacznej odpowiedzi :D Ciężko się zdecydować na jedną książkę i tak samo ciężko wybrać tylko jednego autora czy autorkę, spod którego /-ej ręki dana książka wyszła.

A więc, jedną z moich ulubionych autorek jest Samantha Shannon, autorka Czasu żniw i Zakonu Mimów. I oczekuję na kolejną część z tej serii, a mianowicie na The Song Rising, które ma się ukazać w przyszłym roku. Dlaczego ją uwielbiam mimo, że znam tylko dwa jej dzieła? Bo mnie zachwyciła tym, jak rozbudowany świat wykreowała... Po prostu kocham. A jak skończyłam czytać, to moja szczęka była całkiem długi czas otwarta.

Moim ulubionym autorem, od całkiem niedługiego czasu jest Brandon Sanderson, nad którego kunsztem pisarskim w Z mgły zrodzonym rozpływałam się w tej recenzji. Dlaczego on? Fanom Sandersona nie muszę tego tłumaczyć. Tworzy on całkiem nowe, rozbudowane światy, w którym mamy do czynienia z magią, pozwala nam odkrywać wiedzę o niej razem z bohaterami. A postacie są wyraziste, możemy ujrzeć zmiany postaw u bohaterów, a ich przyjaźnie są silniejsze niż wszystko inne. Jak tu się nie zakochać? :)

5. Jak lubisz spędzać jesienne wieczory?


Wyjdzie na to, że jestem osobą baardzo leniwą, i tak jest, ale takie wieczorki lubię spędzać w łóżku. Książka w dłoniach, w ulubionym kubku ciepła kawka lub kakao (jakoś nie lubię herbaty), ewentualnie przygotowana przeze mnie w słoiku z uchem owsianka. Albo film zamiast książki. Bo tak, w końcu zaczynam oglądać filmy. Jeśli chcielibyście poczytać o moich wrażeniach dotyczących filmów, to dajcie znać, może od czasu do czasu pojawi się tu jakiś filmowy post.

6. Jaka ekranizacja książki podobała ci się najbardziej?


Jak już wiadomo, kocham wręcz jeden film. I jest to ekranizacja książki Johna Greena Gwiazd naszych wina. Lecz aby wciąż nie powtarzać tego samego, opowiem wam też o innej ekranizacji, która mi się bardzo podobała. A mowa tu o Zanim się pojawiłeś, który mogliśmy oglądać w czerwcu tego roku na wielkim ekranie. Tak, czytałam książkę i nawet jest to moja pierwsza recenzja (o ile się nie mylę), więc jeśli postanowicie do niej właśnie wrócić, to nie śmiejcie się z jej nieudolności :) A recenzja jest tutaj.

Chyba nie muszę tłumaczyć mojej natychmiastowej niemal sympatii dla tego filmu. Albo jednak wytłumaczę i powiem, że uwielbiam Sama Claflina. Nie ważne, że widziałam tylko trzy filmy z jego udziałem, bo W pierścieniu ognia i dwie części Kosogłosa. Jednak jeśli tylko znajdę czas, to nadrobię filmy z jego udziałem i szczerze, nie mogę się już doczekać, kiedy znajdę tę odrobinę (a nawet więcej) czasu na pooglądanie. Do tego, panna Clarke, znana z serialu Gra o tron (który obejrzę dopiero po przeczytaniu książki), w roli Louisy wypadła świetnie. Energia i mimika tej kobiety. Ja chcę jeszcze raz :D

7. Masz piosenkę, która kojarzy ci się z twoją ulubioną książką?


Nie jednokrotnie zdarza mi się, że gdy myślę o książce, czytając ją, w głowie leci mi jakaś piosenka, bo przeczytane słowa skojarzą mi się, ot tak, po prostu z jakąś melodią. Często do książek, które nie koniecznie mi się spodobały przypisywałam jakieś piosenki (np. do Dotyku Julii autorstwa Tahereh Mafi kojarzyłam utwór Lindsey Stirling i Lzzy Hale Shatter me).

Jednak jeżeli chodzi o te ulubione książki, to musiałam się nad tym nieco bardziej i nieco dłużej zastanowić. Zapewne znacie te uczucie pustki, gdy czasem ktoś was zapyta, a sprawa jest błaha. Tak ja właśnie czuję się w tej chwili. Jednak po nieco dłuższym zastanowieniu przypomniałam. Otóż Mechaniczna Księżniczka Cassandry Clare kojarzy mi się z piosenką...Toma Odella Another love. Dlaczego? Bo kiedyś jak szperałam w sieci informacji o wydaniu trzeciej części Diabelskich Maszyn znalazłam jakieś nagrane przez fana wideo, z tą piosenką, głównymi postaciami i ... tak to już pozostało w mojej głowie.

8. Jaki gatunek literacki preferujesz?


Zdecydowanie kocham fantastykę. Wszystkie książki, jakie czytam są głównie z tego gatunku. Jednak od czasu do czasu odpoczywam od fantastyki i zanurzam się w innych gatunkach, w zależności od tego, co wpadnie w moje rączki. Ostatnio przez cały miesiąc czytałam klasykę, ale i nie pogardzę romansami - tymi powieściami, co oni tak pięknie się kochają i żyć bez siebie nie mogą, tylko po to, abym ja mogła powzdychać i ponarzekać, że to nie jest tak jak w książce, by się nieco podołować. I lubię też powieści historyczne - kocham listy, wspomnienia i ubranie opowieści w pewne ramy historyczne ( czytając Gambita hetmańskiego Roberta Forysia wręcz się jarałam takimi klimatami). Uwielbiam też kryminały, chociaż ostatnio nie czytam ich zbyt wiele. A wszystko dlatego, że w moim sercu mieszka fantastyka.

9. Masz jakiś cytat, który zapadł ci głęboko w pamięć?


Ciężko powiedzieć. Bo z jednej strony to zapamiętuję dosyć sporo mądrościowych cytatów i założyłam zeszyt, aby móc je wszystkie spisać. I pozwolę sobie wam zaprezentować tutaj kilka, które w tym zeszyciku zapisałam :)

Ludzie nie lubią stawać twarzą w twarz z czymś, czego nie rozumieją. ~ John Corey Whaley, Chłopak, który stracił głowę

Pokora to dobra cecha, kiedy myślisz o odpowiedzialności i obowiązkach, lecz gdy nadchodzi czas, by podjąć decyzję, nie wolno ci w siebie zwątpić. ~ Brandon Sanderson, Studnia wstąpienia

Miała nieskończenie wielu adoratorów i jeżeli nawet odrzucić tych, których pod wpływem mojej zazdrości wytwarzała moja wyobraźnia, to i tak zostałoby ich jeszcze sporo. ~ Charles Dickens, Wielkie nadzieje

10. Książka od której zaczęła się twoja przygoda?


I tutaj odpowiem tak jak zwykle. Bo tu już innej odpowiedzi nie da się udzielić. Gdy uczęszczałam do podstawówki, gimnazjum oraz technikum, byłam jedną z nielicznych osób czytających szkolne lektury. I pamiętam, jak 'ścigałam się' z kolegą z ławki, kto więcej przeczytał Przygód Tomka Sawyera czy Tego obcego. Jednak książką, która zaważyła na tym, że książki stały się moim nałogiem to Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet z trylogii Millenium Stiega Larssona. I to zaważyło.
A tak poza tematem, to wydanie tej trylogii w twardej oprawie jest przepiękne, szyte i ma wstążeczkę jako zakładkę.

11. Dlaczego założyłaś bloga?


Szczerze, to sama tego nie ogarniam. Pewnego pięknego dnia po prostu stało się. Nie przemyślałam tego, stwierdziłam, że nie zaszkodzi spróbować. I te moje 'spróbowanie' trwa już kilka miesięcy. Mam nadzieję, że jakoś mi to wychodzi, a jeśli nie - to możecie się skarżyć w komentarzach jak złą osobą jestem ;) 



Tym razem również nikogo nie nominuję. Jeżeli macie ochotę, to możecie czuć się nominowani przeze mnie odpowiadając na te pytania. A jeśli nie, to wybierzcie sobie jedno z tych pytań i odpowiedzcie na jedno z nich w komentarzu, bardzo na to liczę ;) Jeszcze raz dziękuję za nominację dziewczynom z Biblioteki Tajemnic. A wam życzę...

Zaczytanego Tygodnia :D


4

środa, 2 listopada 2016

Czytelnicze podsumowanie października :) + TBR na listopad

Witam was bardzo ciepło :)


Mamy już listopad. Jest to szczególny miesiąc, kojarzący się głównie ze smutkiem i z wydarzeniami historycznymi. Już niedługo w sklepach na miejscach zniczy pojawią się w sprzedaży czekoladowe Mikołaje, kalendarze adwentowe i reklama Coca Coli. No i prześciganie się stacji radiowych w tym, kto pierwszy zagra Last Christmas zespołu Wham!

Chyba zbyt daleko odpłynęłam myślami, więc powracam. Listopad to miesiąc po październiku, a z racji tego, że już listopad nastał, czas podsumować czytelniczy październik. Więc do dzieła.

Przy okazji podsumuję też Czytelnicze Wyzwanie Rory Gilmore, którego postanowiłam się podjąć. Bo w sumie przeczytałam głównie książki związane z tym wyzwaniem.

Moje czytelnicze podsumowanie października + Czytelnicze Wyzwanie Rory Gilmore


Pierwszą książką, jaką przeczytałam w tym miesiącu był Wielki Gatsby Francisa Scotta Fitzgeralda. Nie ma się czemu dziwić, w końcu książka ta nie miała nawet 200 stron. Lektura bardzo cienka, lecz przyjemna, opowiadająca o społeczeństwie w latach 20. XX wieku. Opowiadana jest przez Nicka, uczestnika wszystkich wydarzeń, tak jakby zapisując swoje refleksje i wydarzenia jakie miały miejsce. Miałam ją wam zrecenzować, ale to się jeszcze okaże.

Następnie zaczytywałam się w dramatach Williama Shakespear'a, a mianowicie w Hamlecie oraz miałam okazję przeczytać ponownie Romea i Julię. Lubię twórczość Shakespear'a i niezmiernie miło było mi się zanurzyć w niej ponownie. Zwłaszcza, że nie ma tu miejsca na ' i żyli długo i szczęśliwie, i było im zielono".

A później przywędrowała do mnie książka z Book Toura organizowanego przez Magdę z bloga Jeszcze tylko rozdział, do której odwiedzenia was zachęcam, a mowa tu o książce Miłość i aspiryna Małgorzaty J. Kursy. Na blogu znajduje się również recenzja tej książki, więc jeśli jej nie widzieliście, a jesteście ciekawi, to zapraszam was TUTAJ.

I ostatnią książką, w której się zaczytywałam to Wielkie nadzieje Charlesa Dickensa. Jeśli chodzi o książki tego autora, to miałam przyjemność czytać tylko Opowieść wigilijną. W bibliotece tych książeczek było całe mnóstwo, ale i znalazła się ta, którą chciałam przeczytać. Powieść ta jest dosyć gruba, bo ma ponad 560, o wieeele więcej niż wcześniej wspomniana przeze mnie Opowieść wigilijna. Mam nadzieję, że niebawem opowiem wam o Wielkich nadziejach. Muszę podkreślić, że przyjemnie się czytało tę książkę. I już teraz mogę ją wam z czystym sumieniem polecić.

Wraz ze mną w Wyznaniu Rory Gilmore wzięło udział 11 osób, a 13 obserwowało te wydarzenie. Dziękuję wszystkim za udział :)


A teraz czas na plany czytelnicze na listopad :)


W tym miesiącu moje plany czytelnicze są pewnie i tak ponad moje możliwości, ale co mi tam. Warto spróbować, bo może akurat się uda. Chociaż moją normą jest czytanie 4-5 książek miesięcznie, to akurat w listopadzie planuję przeczytać 8 książek. Chociaż prawdopodobnie źle się wyraziłam. Po prostu już pora zakończyć czytanie tych książek, które już od dość długiego czasu leżą sobie niedoczytane na mojej półeczce, a właściwie na parapecie. I mam szczerą nadzieję, że uda mi się przeczytać te książki tym samym zmniejszając moje zbiory 'do przeczytania'. Może być ciężko, bo studia, bo wracając do domu po zajęciach będzie już ciemno...A poza tym mam jeszcze sporo rzeczy do zrobienia - różne projekty i sprawozdania do Koła Naukowego, którego jestem sekretarzem.

Moje plany przedstawiają się tak:

1. Wyścig śmierci Maggie Stiefvater
2. Atramentowe serce Cornelia Funke
3. Korona w mroku Sarah J. Maas
4. Król kruków Maggie Stiefvater
5. Cmętarz zwieżąt Stephen King
6. Studnia wstąpienia Brandon Sanderson
7. Prawdodziejka Susan Dennard
8. Pocałunek cienia Richelle Mead

Jak widzicie, zaczęłam już Sandersona. Te trzy książki z lewej to te napoczęte, nie skończone. I mam nadzieję, że uda mi się je w końcu skończyć :)

A jak wasze wyniki czytelnicze w tym miesiącu? Ile książek przeczytaliście? Chwalcie się w komentarzach. A może robicie TBR-y miesięczne? Pochwalcie się, co planujecie przeczytać w listopadzie. Jeśli zrobiliście na ten temat oddzielne wpisy na waszych blogach, to zostawcie linki, na pewno do was zajrzę. A tym czasem wracam do łóżka, gdyż grypa mnie zmogła :)

Zaczytanego tygodnia wam życzę :D


7
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.