piątek, 24 lutego 2017

Drzewa mówią po łacinie - Maggie Stiefvater "Król kruków" | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie :)


Dziś przychodzę do was z recenzją książki i to nie byle jakiej. Skąd tak odważne słowa? Bo to ona zakończyła mój czytelniczy rok. I zaprawdę powiadam wam (brzmi tak jak z kościoła z deczka), że lepszego zakończenia roku książkowego nie mogłam sobie wymarzyć. W końcu to książka numer 2 z zestawienia moich lektur 2016. A teraz w końcu możecie poznać moją pełną opinię ( i wszystkie zachwyty) dotyczące tej opowieści. Ale od początku. Panie i Panowie, Lejdis i Dżentelmen, zapraszam na recenzję Króla kruków Maggie Stiefvater 😍

O czym jest Król kruków? Historia traktuje o młodych ludziach. Jest Blue Sargent, w której domu mieszkają same wróżki, a jednak ona sama nie ma talentu. Lecz jest medium, co oznacza, że pomaga wróżkom 'lepiej słyszeć'. Jest też czwórka przyjaciół, dość różnorodnych chłopaków, którzy poszukują linii mocy i chcą sprawdzić, czy magia istnieje, oraz szukają śpiącego legendarnego Króla Kruków - Glendowera. I w pewnym momencie losy dziewczyny i chłopców w swetrach z krukami na piersi się łączą. Nie powiem wam w jaki sposób, ani jakie dziwne i podejrzane rzeczy się dzieją. Musicie sami się o tym przekonać. Co mogę zrobić, abyście sięgnęli po tę książkę? Może moja rekomendacja wystarczy? ;) Na wszelki wypadek opowiem wam nieco więcej, bo może ktoś się akurat teraz waha.

Muszę was na wstępie ostrzec, zanim sięgniecie po książkę popełnioną przez Maggie Stiefvater. Przed czytaniem upewnijcie się, czy wyłączyliście żelazko, czy woda jest zakręcona i czy przypadkiem nic nie gotujecie (by się nie przypaliło), a jeżeli tak, to dogotujcie, zjedzcie i dopiero wtedy zaczynajcie czytanie. Bo jest to książka, która wciąga i od której nie chce się oderwać. A skoro mówię tu o przypalonych garnkach, to wiem, o czym mówię 😉 Książkę tę chce się czytać, i czytać i czytać...aż do końca. Ja ledwie się odrywałam, Maggie Stiefvater ma lekkie pióro.

Blue kierowała się w życiu dwiema zasadami: po pierwsze, trzymać się z dala od chłopców, bo to oznacza kłopoty. Po drugie, trzymać się z dala od chłopców w swetrach z krukami, bo to łajdacy.

Tak, to pierwsza książka, jaką przeczytałam napisaną przez tę autorkę i z pewnością nie ostatnia. Bo Króla Kruków czyta się lekko, miło i przyjemnie, ale to nie jedyny powód. Na przeczytanie w moich prywatnych zbiorach oczekuje nie do końca zebrana trylogia Wilkołaki z Mercy Falls czyli Drżenie i Niepokój (brakuje mi Ukojenia). Lecz mam też napisany przez nią Wyścig śmierci. Jestem równie ciekawa tych powieści, co serii z kruczymi chłopcami. Mam nadzieję, że uda mi się je wszystkie przeczytać i dokupić Ukojenie (pod warunkiem, że spodoba mi się pierwsza część). Już wracam na ziemię i do tej recenzji.

- Muszę być w domu przed ... - zaczęła Blue, ale się zacięła - ... nie wiem którą. W granicach rozsądku...
- A co to jest rozsądek? - zapytał Adam?
Ronan parsknął śmiechem.
- Odwieziemy cię, zanim zamienisz się w dynię.

Sam pomysł poszukiwania magii, budzenia śpiącego pod górami Glendowera wydaje się być oryginalny. Nie spotkałam się dotąd z podobnym motywem. Jednak może nie wszystko jest tak oryginalne. Wiadomo, książka jest skierowana do nastolatków, 14+, taką notkę możemy znaleźć na tyle książki. Jasnym jest, że w książce możecie znaleźć jakieś delikatne romantyczne wątki, trójkąty czy też inne figury geometryczne, bo serio nie wiem, jak to określić. Ale, nie myślcie sobie, że wszystko tak od razu. Tu z tymi zauroczeniami ostrożnie. Nie ma żadnej wielkiej miłości, aż po grób, przynajmniej w tej części - odnośnie pozostałych nie wiem, jednak nie omieszkam was powiadomić. Powiem wam jedno - relacje między bohaterami są przepełnione przyjaźnią i to taką piękną. Jeszcze do tego wrócę.

Akcja rozgrywa się dość powoli. Lecz nie nudzimy się. Mamy czas, aby poznać naszych bohaterów - ich życie, to, jak spędzają wolny czas, jak wyglądają ich relacje no i co nieco o ich przeszłości czy problemach. Autorka daje nam szansę, aby nieco przyzwyczaić się do bohaterów, może polubić. A gdy chłopcy poznają Blue, zaczyna się nieco więcej dziać. A to, co się dzieje, myślę, że się może wam spodobać. Jedno wydarzenie wynika z drugiego.
Jeżeli chodzi o sposób prowadzenia narracji, to mamy tu do czynienia z narracją w trzeciej osobie. Jednak mamy wgląd w to, co bohaterowie czują, co myślą.

- Czy Blue to przezwisko?
Brwi dziewczyny nagle się ściągnęły.
- Nie chodzi mi o to, że twoje imię nie jest fajne - szybko dodał chłopak - Tylko jest takie ... niespotykane.
- Dziwaczne - mruknął Ronan, ale ponieważ powiedział to z nieobecną miną, żując jeden z rzemyków na nadgarstku, można było to puścić mimo uszu.
- Cóż, nie jest zbyt popularne. Nie to co "Gansey" - odparła Blue. (...)
- Zawsze podobało mi się imię "Jane" - rzucił od niechcenia.
Blue otworzyła szeroko oczy.
- Że ... co?! Och! Nie, nie! Nie możesz tak po prostu zmieniać ludziom imion, tylko dlatego, że Ci się nie podobają!
- Podoba mi się imię "Blue". Jest bardzo fajne (...) Niektóre moje ulubione koszule są niebieskie. Ale podoba mi się również imię "Jane".

A teraz opowiem wam pokrótce o bohaterach. W skrócie - bo przez moje gadulstwo mogłabym powiedzieć zbyt wiele, a nie chcę wam psuć przyjemności z czytania. Bez cenzury. Przygotujcie się :D (Nie wiem, co te moje paluchy wypisują, i tak staram się być kulturalna, bez obaw, nie będę przeklinać ;)) Pozwólcie, że najpierw opowiem o Jane...wróć! Blue :) A później o chłopakach. Uwaga, zaczynam.

Blue Sargent jest nastolatką chodzącą do publicznej szkoły (tak, to ważne, aby to tutaj podkreślić). No i w domu, w którym mieszka jest mnóstwo wróżek. Blue nie potrafi wróżyć, jednak jest medium, dzięki niej wróżki 'lepiej słyszą'. A także potrafi udzielić swojej mocy duchom. Jest dziewczyną zaradną, uczy się i pracuje. Uważana jest za osobę dość specyficzną no i nie do końca taką, no wiecie, normalną. No bo jak możesz uchodzić za osobę normalną, skoro w twoim domu wszystkie kobiety zajmują się wróżeniem? ;) A poza tym jest bardzo sympatyczną dziewczyną. Jakoś szczególnie mocno jej nie polubiłam, ale też nie czuję w stosunku do niej większej awersji. A i jeszcze przepowiednia, o której Blue ciągle słyszy i musi mieć się na baczności.

Dobrze, teraz opowiem wam o chłopakach, o trójce przyjaciół, którzy razem uczęszczają do elitarnej szkoły dla chłopców w Aglionby, do której chodzą głównie te bogate dzieciaki. Każdy z nich, Adam, Ronan i Gansey, są od siebie różni, na swój sposób wyjątkowi i mimo to, potrafią się porozumieć. Jednak w skrócie, bo ten tekst odstraszy każdego, kto ośmielił się go odtworzyć :P

Adam Parrish jest chłopcem niezmiernie uprzejmym i sympatycznym. W jego domu się nie przelewa. Pracuje po szkole, a w grupce chłopaków, to właśnie ten, który nie chce nikogo urazić, Jednak jest też chłopakiem dumnym, który bardzo walczy o swą niezależność - nie chce pomocy od swoich przyjaciół z lepszą sytuacją finansową.

Ronan Lynch jest dość nietypową osobą, choć zbyt wiele nie odzywa się w książce, to jest mimo wszystko intrygujący. W jego przeszłości miało miejsce pewne wydarzenie, które go zmieniło. Stał się wycofany, nieco milczący i agresywny chwilami w stosunku do swojego brata. Niezmiernie podoba mi się szczerość tego chłopaka.

-Wyrwałaś niezłego gościa, Ashley - powiedział. - Spędzisz z nim upojną noc, a jutro to samo będzie mogła zrobić jakaś inna dziewczyna.

Gansey jest tym idealnym chłopakiem, tym, który wygląda jak prezydent. Zawsze czarujący, inteligentny i takie tam. Jednak osobiście nie jestem do niego jeszcze przekonana. No cóż, nie wszystkich kręcą tacy idealni ;) Nieważne, przecież nie zebraliśmy się tu, by dyskutować o moich preferencjach :) Gansey jest tą osobą, która spaja całą paczkę przyjaciół. To on jest głównym koordynatorem poszukiwania Glendowera, tego śpiącego gdzieś w górach rycerza. To osoba, która czasem pomimo dobrych intencji wypowie coś, co zabrzmi zupełnie inaczej.

- Widzisz ten fartuch? - zapytała. - To znaczy, że pracuję. Zarabiam na swoje utrzymanie.
Jego oblicze pozostało beztroskie.
- Zajmę się tym - powiedział.
- Zajmiesz się tym? - powtórzyła.
- Tak. Ile ci płacą za godzinę? Porozmawiam z kierownikiem.(...)
- Nie jestem prostytutką.
Chłopak z Aglionby przez dłuższą chwilę wydawał się lekko zdezorientowany. Wreszcie zrozumiał, co ona ma na myśli.
- Och, nie o to mi chodziło. Nie powiedziałem tego.
- Oczywiście, że to właśnie powiedziałeś! Wydaje ci się, że możesz mi zapłacić za rozmowę z twoim przyjacielem? Widocznie kobiety dotrzymują ci towarzystwa za pieniądze i nie wiesz, jak to wygląda w prawdziwym życiu, ale... ale... - (...) Większość dziewczyn, kiedy interesuje je jakiś chłopak, spędza z nim czas za darmo.

Jest też Noah, cichy, blady, który ma zawsze zimne dłonie. Musicie go koniecznie poznać sami :)

Przyjaźń między chłopakami jest tak braterska. To nawet urocze i piękne, bo ścierają się tu tak różne osobowości, a jednak wszyscy potrafią się dogadać. Udzielają sobie wsparcia, pomagają i interesują się tym, co się dzieje w życiu każdego z nich. Jednak, żeby nie było tak cukierkowo, to i kłótnie też od czasu do czasu występują. Myślę, że może dla tego chociaż można by sięgnąć po tę powieść.

Podsumowując mój już i tak nieco przydługi wywód, książkę czyta się szybko i lekko. Sam pomysł obudzenia śniącego Króla kruków jest dość oryginalny, bohaterowie są różni, jest też zły bohater, (którego imienia wam nie zdradzę), walka ze złem, piękna przyjaźń i niekoniecznie dobrze wykreowaną bohaterkę (no cóż, jakieś drobne wady muszą się przytrafić).

Czy polecam? Tak :) A komu?


- szukającym lekkiej powieści, którą czyta się szybko,

- tym, którzy lubią walkę dobra ze złem,

- poszukującym magii w opowieściach,

- miłującym różnorodnych bohaterów

- lubiącym czytać o przyjaźni, takiej braterskiej

- wszystkim śmieszkom, można się pośmiać ;)


Moja ocena: ★★★★★★★★☆☆ - świetnie spędziłam z nią czas


A wy czytaliście już książkę Maggie Stiefvater? Jak wrażenia? A może macie w planach? Podzielcie się w komentarzach ;) I jeśli dotrwaliście do końca tego wpisu - przyjmijcie moje gratulacje :)
W końcu skończyło się moje gadanie, możecie odetchnąć ;)

A teraz przesyłam buziaczki i życzę miłego dnia :D



9

niedziela, 5 lutego 2017

"Inność to cecha pozytywna. Ale inność jest również trudna" - Matthew Quick "Wybacz mi, Leonardzie" | recenzja

Witajcie Moi Mili :D


Dzisiaj przywędrowałam do was z recenzją książki - zaskoczenie i szok wymalowany na waszych twarzyczkach (brak) - tak jak już zaiste zauważyliście w tytule :) Mam dobry humor, bo przeczytałam książkę. Drugą, dopiero, w tym roku. Jednak nie liczy się ilość (no, może troszeczkę), ale jakość opowieści i to, czy przypadną do gustu, czy nie. A tak się akurat złożyło, że ta spodobała mi się bardzo. Tak bardzo, że pomimo natłoku obowiązków i nauki postanowiłam czytać.

Miałam czytać tylko po pół godziny, a skończyło się na tym, że czytałam dziennie po 100 stron. Przez dwa dni. A trzeciego przeczytałam prawie 200. (Zapraszam was na historię z cyklu O tym, jak Liśka zawaliła kolokwium z analizy projektów inwestycyjnych, filozofii, statystyki, makroekonomii i egzamin z makroekonomii.) Moi Drodzy, zapraszam na recenzję jednej z książek autora, którego miałam poznać w tym roku. Książkę inną niż pierwotnie zakładałam, ale to była dobra decyzja. Panie i Panowie, przed wami recenzja książki Wybacz mi, Leonardzie autorstwa Matthew Quicka. Zapraszam.


Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet... Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!
Wybacz mi, Leonardzie - jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka - to książka o szukaniu zrozumienia i buncie przeciwko zasadom, którymi kierują się dorośli.

Jak już wcześniej wspomniałam, pierwotnie miałam zamiar przeczytać inną książkę tego autora, a konkretniej Niezbędnik obserwatorów gwiazd, jednak:
a) nie było już jej na promocji na Znaku (inaczej mówiąc w mojej ukochanej internetowej księgarni)
b) Snowflake z bloga Sunny Snowflake ( pozdrawiam, tak przy okazji 😃) w komentarzu pod tym postem poleciła mi Wybacz mi, Leonardzie,
c) koniecznie chciałam przeczytać w tym roku jedną z książek Quicka,
d) była promocja -60% na tę książkę, no i darmowa dostawa.
Nie mogłam się oprzeć i zamówiłam. I otrzymałam. I mam. A za książkę zapłaciłam niecałe 15 zł (przepraszam, nie pamiętam już). Odbiegając jeszcze od recenzji (której jeszcze część właściwa nawet się nie zaczęła) to powiem wam, że jeśli chcecie kupić książkę Quicka (Wybacz mi, Leonardzie, Niezbędnik obserwatorów gwiazd - którego ostatnio nie ma; Prawie jak gwiazda rocka) to bardzo opłaca się właśnie na stronie znak.com.pl bo często są na nie te promocje. Zwłaszcza, że ich cena okładkowa wynosi 36,90 zł. Więc bardzo warto. A najbardziej polecam tę, której recenzja dotyczy (nieważne, że tylko tę książkę przeczytałam).

Co jednak myślę o książce Matthew Quicka? No cóż, pora właśnie wam o tym opowiedzieć.

Zastanawiam się, w jakim wieku wypada dać sobie spokój z pamiętaniem o urodzinach znajomych. Kiedy zanika w nas potrzeba, aby wszyscy dokoła potwierdzali oficjalnie, że się starzejemy, zmieniamy i przybliżamy do śmierci? O tych aspektach akurat nikt nie wspomina. Najpierw wszyscy pamiętają rok w rok o twoich urodzinach, a potem nagle nie możesz sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz ktoś zaśpiewał ci "Sto lat". A przecież powinieneś to pamiętać, prawda?

Tak jak już wcześniej wam wspomniałam, przeczytałam tę książkę w trzy dni, choć równie dobrze, mogłam to zrobić w dwa dni lub jeden - gdyby nie to, że mam w ciągu trzech dni cztery kolokwia i egzamin zerowy na uczelni. No i plan był taki, aby czytać pół godziny dziennie. Po to, aby się odstresować, by czytać, tak po prostu, bo ostatnio jakoś nie bardzo mi te czytanie idzie. A tu, jak się wciągnęłam, to połykałam kolejne strony, rozdział za rozdziałem, a książki nie chciało się odkładać.

Jak już wiecie, bohaterem jest Leonard, chłopak samotny i być może nieco nienormalny. Kończy osiemnaste urodziny, jednak nie obchodzi ich tak, jak swoje osiemnastki przeżywali moi koledzy i koleżanki z klasy - huczną imprezą. Ani tym bardziej tak jak ja - czyli niemalże wcale (i przyznam się, że jestem lekko sobą zawiedziona, jak widać, też nie należę do grupy 'normalnych' ludzi). Leo robi pakuje prezenty dla kilku osób, przyjaciół, ludzi bliskich. Nie wiem, co mogę wam więcej powiedzieć o tym niezupełnie normalnym człowieku. Może to, że zastanawia się nad wieloma sprawami, nad dorosłością, przyszłością i innymi sprawami, które teraz go dotyczą.

Tamtej nocy dookoła nas setki dorosłych piły alkohol, grały w kasynach i paliły skręty, ale idę o zakład, że ani jeden nie był na takim haju jak Asher i ja.Być może właśnie dlatego dorośli piją, uprawiają hazard i zażywają narkotyki - nie potrafią się dłużej podjarać w naturalny sposób. Być może z wiekiem tracimy tę zdolność. 

Mamy tutaj do czynienia z narracją pierwszoosobową, sam główny bohater opowiada nam o swoich przeżyciach, myślach czy uczuciach. Sam nawet w większości jest autorem przypisów, gdzie snuje krótsze i dłuższe (nawet na całą stronę) dygresje. Wydarzenia obecne przeplatają się z opowieściami z przeszłości, kiedy to Leo wspomina np jak zapoznał daną osobę. A także listy. Jednak nie opowiem wam, o co z nimi chodzi - sami musicie się o tym przekonać.

I choć sam pomysł nie jest tak oryginalny, bo szczerze, natknąć się na książkę dotyczącą motywu samobójstwa jest już trochę na naszym rynku (przykładem może być chociażby Trzynaście powodów, gdzie główna bohaterka snuje opowieść nagraną na kasety, albo Wszystkie jasne miejsca, które teraz czytam). Lecz jest to historia na swój sposób wyjątkowa. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Matthew Quick szybko mnie do siebie przekonał. Zapewne za sprawą dość nietypowego bohatera.

Jestem tylko głupim dzieciakiem. Raz na jakiś czas zakładam garnitur, idę na wagary i badam, jak wygląda życie dorosłego człowieka. Rozumie pani? Po prostu chcę wiedzieć, czy warto w ogóle dorastać. To wszystko. Potem śledzę najżałośniej wyglądającego dorosłego, bo wiem, że pewnego dnia sam znajdę się w jego położeniu: będę najżałośniejszym dorosłym w wagonie metra. Chcę się dowiedzieć, czy zdołam to wytrzymać.
Leo jest wkraczającym w dorosłość młodym chłopakiem, poznajemy go w dniu 18.urodzin. Jest nieco samotny, jego matka robi karierę projektantki mody, przyjaciół też nie ma zbyt wielu, o ile można tak powiedzieć. Na pewno jego przyjacielem jest jego sąsiad, Walt, który jest osobą starszą i spędzają wspólny czas głównie na oglądaniu filmów z Humphreyem Bogartem. Leonard nie szczędzi nam gorzkich żartów czy też drobnych przemyśleń dotyczących zachowań jego rówieśników czy też tych dotyczących życia.

Chodzi ze mną na fakultet z angielskiego i zaproponowała mi kiedyś dwieście dolarów za "pomoc" w napisaniu wypracowania z Hamleta. Zatrzepotała powiekami, przybrała pozę niewiniątka, wypięła cycki, ściągając łopatki, i wyszeptała "Bardzo cię proszę" tym swoim bezradnym głosikiem, którym zwraca się do nauczycieli płci męskiej. Oni to uwielbiają. Dziewczyna naprawdę wie, jak uzyskać to, czego chce. Oczywiście odpowiedziałem, żeby szła się walić. Nazwałem ją fałszywą prymuską i oszustką, na co ona stanęła prosto, pozwoliła grawitacji przejąć władanie nad cyckami, przestała mrugać w taki sposób, jakby jej powieki były motylimi skrzydełkami, po czym szorstkim, nienaturalnie dorosłym tonem powiedziała " Czy ty w ogóle masz jakikolwiek cel w tej szkole? Żałosny jesteś, Leonard".
Pokazała mi środkowy palec i sobie poszła.
Oto nasza szkolna prymuska.
Najlepsza z najlepszych.
Trish MacArthur.

Odnośnie wydarzeń, tła i historii... Trochę skaczemy po osi czasu, bo autor zafundował nam drobną przeplatankę wydarzeń obecnych, jeśli w tej obecnej jest jakaś wzmianka o przyjaciołach Leonarda - przeskakujemy do dni, by przekonać się, jak ta przyjaźń się zaczęła i jak się rozwijała. A później znów powracamy do rzeczywistości. W powieści pojawiają się liczne wzmianki o Holocauście, głównie dlatego, że ulubiony nauczyciel głównego bohatera uczy właśnie o tym wydarzeniu.


Właśnie wtedy zrozumiałem, że prawda zazwyczaj nie ma znaczenia, a kiedy ludzie nabiorą fałszywego przekonania na czyjś temat, nie zmienią zdania niezależnie od poczynań tej osoby.

Czy polecam? Jak najbardziej. Zwłaszcza tym, którzy poszukują w książce bohatera - samotnika, snującego dość nietypowe rozważania o życiu, poszukującego odpowiedzi na nietuzinkowe pytania. A także dla tych, którzy szukają lekkiej lektury, obyczajówki, książki, którą można pochłonąć. Bohatera nie do końca normalnego, jednak można go polubić. No i jeszcze fanom filmów z Bogartem - takich smaczków w książce jest wiele. I jeszcze jedna drobna uwaga: warto przeczytać ją jeszcze raz, gdy już znamy wszystkie wydarzenia - wtedy dokładniej będziemy mogli poznać pewne motywacje czy uczucia głównego bohatera. I chyba sama jeszcze raz to przeczytam. Nieważne, że na przeczytanie czeka jeszcze pierdylion innych książek 😊

Moja ocena: ★★★★★★★★★☆

I tak już zupełnie z innej beczki, odnosząc się do drobnej dygresji zawartej w tym tekście - miałam do poprawy tylko filozofię, ale i ją już mam zaliczoną :)

No i najmocniej dziękuję 20 osobom, które zdecydowały się obserwować tego bloga i wywołać na mej szpetnej twarzy niemały uśmieszek.
I jeszcze jedno: w piątek wybiło mi aż 5000 wyświetleń! Z całego serca dziękuję, bo to wszystko wasza sprawka :D

A wy czytaliście tę książkę? Jak wrażenia? A może macie zamiar? ;) Jeśli czytaliście inne książki tego autora - również dajcie mi o tym znać w komentarzu, jestem niesamowicie ciekawa :) A teraz już zmykam, ale życzę każdemu bez wyjątku...

Zaczytanej niedzieli 😃


13
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.