Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty

O miłości po sąsiedzku - Małgorzata J. Kursa "Miłość i aspiryna" | recenzja

Witam was wszystkich cieplutko :)


Trochę jestem nieobecna na tym blogu, ale cóż poradzić, mam mnóstwo spraw, które ostatnio zaprzątają mi głowę, lecz mam nadzieję, że mi wybaczycie. Tak jak tłumaczyłam wam na moim Facebooku - studia i Book Tour nieco mnie pochłonęły ale mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.


Dziś chcę wam opowiedzieć o książce, którą przeczytałam w ramach Book Touru (nie wiem, czy ta odmiana jest poprawna) z blogiem Jeszcze tylko rozdział, którego wam polecam oraz Wydawnictwem Lucky i ich nowością wydawniczą, gdyż książką tą była Miłość i aspiryna czyli najnowsza powieść Małgorzaty J. Kursy. Czy warto po nią sięgnąć, za chwilę wam opowiem.

A więc zacznijmy od początku czyli od tego o czym ta książka jest. A mianowicie żyje sobie dwóch bohaterów: Marta i Michał. Znają się od dziecka i nawet mieszkają obok siebie, i od lat byli dla siebie przyjaciółmi. Nie pamiętają swojego pierwszego spotkania, ale z relacji ich rodziców wiedzą, że poznali się w piaskownicy, a dwuletnia Marta wysypała wiaderko piasku na głowę dwuletniemu Michałowi. Uczą się w tych samych klasach i zdaje się, że wszystko było sielankowe. Jednak skrycie każde z nich odczuwa coś więcej niż tylko przyjaźń. I oczywiście uważają, że jedno na drugie nie zwraca uwagi. I może by to tak wszystko trwało, gdyby nie to, że po powrocie Michała z Kanady, Marta wpada mu prawie pod koła. Los ponownie ich ze sobą spotkał. Lecz tym razem chłopak nie odpuści i zamierza zdobyć ukochaną dziewczynę. Czy mu się uda? Czy wyjawią sobie uczucia, jakimi darzyli do siebie nawzajem? Czy może jednak nic z tego nie wyniknie? Nie powiem wam o tym. Przeczytacie, a się dowiecie.

Jest to powieść o miłości - jak można wywnioskować z tytułu, lecz jest też opowieścią o ludziach. Taka obyczajówka. Bo poza opisem scen rozgrywających się pomiędzy Martą i Michałem, są też wątki przemocy w rodzinie, jedna z bohaterek pochodzi z Domu Dziecka. A i mamy również do czynienia z wątkiem, w którym to ojciec jednego z bohaterów jest stawiającym wymagania i gdzie nikt nie ma prawa sprzeciwu (skoro ojciec jest prawnikiem, to i jego dzieci muszą studiować prawo).

Opowiem wam nieco o bohaterach tej powieści. Otóż Marta jest dziewczyną bardzo energiczną, ale też i wybuchową (nie lubi, gdy jej się coś narzuca). Jest drobna, ma zaledwie 155 cm wzrostu. Jest bardzo towarzyska, określana nawet jako maskotka, ale też bardzo chętnie pomaga innym. Jak już wspomniałam dość łatwo wpada w gniew. Jest całkiem sympatyczną postacią. Jednak trochę mnie jakby dziwiły jej 'zdolności', konkretniej tu o intuicji. Marta czuje, że dzieje się coś złego ---> sprawdzają to, i... faktycznie dzieje się jakieś zło. Marta wróży z dłoni - bach, i się wszystko sprawdza. Mimo, że polubiłam tę dziewczynę, to jednak zaczęła mnie ona pod koniec irytować. No tak jakoś miałam. Tak cukierkowo. Martusia też jest świetną kucharką i udowadnia to wszystkim przy każdej możliwej okazji. Boi się, że zostanie zraniona i wykorzystana.

A teraz opowiem wam o Michale. No cóż, po za tym, że od lat jest beznadziejnie zakochany w Marcie to jest właścicielem sklepu komputerowego. Po liceum dostał wezwanie do wojska. Później wyjechał do Kanady, by zapomnieć o swojej pierwszej miłości. Jest chłopakiem zdeterminowanym i dążącym do celu. Przez 9 lat Marta była ślepa na jego uczucia, nie dostrzegała ich. Jest to człowiek zorganizowany i raczej opanowany - raczej, bo czasem zdarza mu się nie opanować złości. No zdarza się, nie każdy jest oazą spokoju. I potrafi przemówić dziewczynie do rozumu - nie narzuca jej niczego, proponuje pewne rozwiązania i czeka. Jest cierpliwy i gdy tylko może towarzyszy Marcie, pomaga jej.

Jest jeszcze wielu innych bohaterów - chociażby rodzina Marty, Marka i ich znajomi. Lecz mam nadzieję, że nie obrazicie się na mnie, jeśli ich wam nie przybliżę. Nie są tak istotni.

Mamy tu do czynienia z narracją trzecioosobową. Jednak narrator wie, o czym dane postacie myślą, co czują. Jest to całkiem miły odpoczynek od książek pisanych z punktu widzenia głównego bohatera. Muszę też podkreślić to, że ta książka nie ma rozdziałów. Serio. Na początku byłam nieco zdziwiona i strapiona tym faktem, lecz każdy nowy wątek jest oddzielony od tych poprzednich, więc nie trzeba się bać aż tak, bo nie jest to stale ciągły tekst. Jednak książkę czyta się szybko, może to za sprawą poczucia humoru. Było kilka takich momentów, gdzie śmiałam się w głos.

Jeszcze jedno, co mnie nieco denerwowało podczas czytania - zdrobnienia. Nie ważne, że bohaterowie mają ponad 20 lat, stale są nazywani zdrobniale: Januszek, Ewunia, Martusia etc. Ja rozumiem, ale u mnie nawet w domu nie ma tyle słodyczy na każdym kroku. Wybaczcie, po prostu się czepiam.

Podsumowując, lektura tej książki jest lekka, choć nie spodziewałam się aż 528 stron. Jednak czytało się ją szybko, nie jest to lektura wymagająca, taka w sam raz na jesienne chłodne wieczory pod kocykiem i z herbatką lub kawą (kto co woli).

MOJA OCENA: 6,5 / 10

Nie jest to nic ambitnego, aczkolwiek jest całkiem miłym czasoumilczem :)


A wy czytaliście książkę Małgorzaty Kursy? Jakie są wasze wrażenia? ;) Podzielcie się nimi w komentarzach ;) A teraz pozdrawiam was cieplutko...

...i życzę wam Zaczytanego Tygodnia :D


Udostępnij ten wpis

Co robić, gdy od dziecka prześladują Cię demony i nawet nie wiesz dlaczego - Geoffrey Huntington "Czarodzieje Skrzydła Nocy" | recenzja

Witajcie wszyscy :D


Dziś na blogu kolejna recenzja. Wiem, że może ostatnio nie było ich zbyt wiele, ale w końcu ponownie tutaj zawitały, gdyż po zażegnanym czytelniczym kryzysie udało mi się przeczytać kilka książek. I chcę wam o nich jak najszybciej opowiedzieć, byście wiedzieli, po które sięgnąć musicie, po które możecie, a od których radziłabym wiać z daleka.

Dziś o książce, którą dostałam jakieś pół roku temu na urodzinki, nie powiem które, co by się nie wydało, jak stara jestem (lub jak młoda). Pewnie niebawem i tak się dowiecie, bo nie zawsze potrafię utrzymać jęzorka za zębami. Jak już wcześniej wspomniałam, książka ta przeleżała swoje na stosie pół roku, aż w końcu po nią sięgnęłam. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć o tym Uli i ją w tym właśnie momencie pozdrowić (o ile to czyta, w co wątpię). Teraz mogę jej tę książkę pożyczyć do przeczytania.

Szykowałam się jej czytania w sierpniu z okazji 7 ReadUp, jednak nie udało mi się wtedy po nią sięgnąć. Lecz sięgnęłam po nią w nieco późniejszym terminie. Teraz więc mogę wam nieco o niej opowiedzieć. Panie i Panowie, Lejdis end dżentelmen, przed wami recenzja Czarodziejów Skrzydła Nocy Geoffreya Huntingtona.

Historia opowiada o czternastoletnim chłopcu Devonie March. I jak się możecie domyślić Devon nie jest zwyczajnym chłopcem. Otóż od dziecka nękają go demony, które kryją się w jego szafie. I żadna przeprowadzka nie pomoże, gdyż owe istoty znajdą się w każdym miejscu, gdzie Devon będzie mieszkał. Lecz ojciec wciąż mu powtarza: Jesteś silniejszy od nich wszystkich. Jednak gdy ojciec Devona umiera, przeprowadza się on do Biedy, do Kruczego Dworu, przed którym wszyscy mieszkańcy małego miasteczka go ostrzegają, bo dzieją się w nim różne dziwne rzeczy. W dodatku, ojciec przed śmiercią wyjawia chłopakowi, że jest adoptowany. Chłopak chce poznać prawdę o tym, kim jest i liczy też na to, że osoba, u której ma teraz mieszkać, może coś na ten temat wie. Jednak nikt nie chce mu pomóc. Czy Devon pozna prawdę o swoim pochodzeniu? Jaką tajemnicę skrywa Kruczy Dwór? I jak Devon się zaadaptuje w nowym otoczeniu - wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu Czarodziejów Skrzydła Nocy.

Narracja zastosowana w powieści jest trzecioosobowa, jednak narrator wie, jakie myśli trapią Devona, wie, jak się czuje w danych sytuacjach. Muszę zwrócić też uwagę na to, że powieść napisana jest w czasie teraźniejszym, a nie w przeszłym jak do tego przywykłam. Wszystko dzieje się na naszych oczach np Burza szaleje jak wzgardzony kochanek; Devon boi się podejść bliżej do Czarciej Skały. Na początku nieco mnie to irytowało, ale przyzwyczaiłam się.

Devona poznajemy jako sześcioletniego chłopca w prologu, który boi się skrywających się demonów w szafie. Jednak dzięki ojcu udawało mu się je opanować. A pierwszy rozdział mówi już o czternastoletnim Devonie. Chłopak ten jest sympatyczny i łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi. I jeszcze towarzyszy mu Głos, który inaczej można określić intuicją. Jest też uparty w dążeniu do celu, jakim przede wszystkim jest poznanie swojego pochodzenia oraz tego, dlaczego to on ma tajemnicze moce. Nie zważając na zakazy dociekania tych informacji od swojej nowej opiekunki prawnej, u której Devon mieszka.

Jest też zła postać w postaci ducha złego czarownika Jacksona Muira, który to kryje się pod różnymi postaciami i usiłuje uwolnić wszystkie demony, by wykorzystać je do własnych celów. A Jackson nie przestaje szukać sposobów, by przekonać chłopca, do otworzenia portalu. I aby dać mu do zrozumienia, że go nie pokona.

W książce mamy też do czynienia z drobnym wątkiem miłosnym między Devonem, a córką opiekunki - Cecily. Jest to rówieśniczka Devona i chodzą razem do szkoły (no i mieszkają pod jednym dachem). Mimo, że jest miłą dziewczyną, otwartą i przyjazną, to działała mi też na nerwy. Dlaczego? Bo tak jak jej matka udawała, że niczego dziwnego na Dworze nie dostrzega, żadnych duchów i krzyków, a najłatwiej jest przecież powiedzieć komuś, że ma przywidzenia i paranoje niż przyznać, że widzi to samo.

Czarodzieje Skrzydła Nocy to opowieść nie tylko o tajemnicy, lecz również i o tym, że wiara czyni cuda. Wystarczy uwierzyć i być pewnym siebie, aby pokonać zło kryjące się w ciemności.

MOJA OCENA: 6/10


Komu polecam:


- początkującym czytelnikom

- lubiącym tajemnice i wątek walki ze złem

- miłośnikom poszukiwania prawdy o głównym bohaterze

- szukającym luźnej lektury na jeden wieczór.


Podsumowując, jest to powieść skierowana do młodszego czytelnika, lecz w ramach odskoczni od cięższej lektury powinna się sprawdzić. I nie jest to nic wybitnego, ale czytało się ją całkiem przyjemnie i szybko. Z tyłu napisano, że jest to skrzyżowanie Harrego Pottera z serialem Buffy. Chociaż nie czytałam HP i nie oglądałam tego serialu, to jednak nieco śmiem wątpić w to porównanie. Ale przekonajcie się sami.


A wy czytaliście książkę Geoffreya Huntingtona? Jak się wam podobała? Piszcie o tym w komentarzach. I wybaczcie, że w niedzielę, żaden post się nie ukazał - staram się z całych sił przeczytać książkę z Book tour'a Miłość i aspiryna. Niedługo też się pojawi jej recenzja, by opowiedzieć wam o moich wrażeniach.

Trzymajcie się cieplutko w te jesienne dni i życzę wam zaczytanego tygodnia :)


Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.