niedziela, 5 lutego 2017

"Inność to cecha pozytywna. Ale inność jest również trudna" - Matthew Quick "Wybacz mi, Leonardzie" | recenzja

Witajcie Moi Mili :D


Dzisiaj przywędrowałam do was z recenzją książki - zaskoczenie i szok wymalowany na waszych twarzyczkach (brak) - tak jak już zaiste zauważyliście w tytule :) Mam dobry humor, bo przeczytałam książkę. Drugą, dopiero, w tym roku. Jednak nie liczy się ilość (no, może troszeczkę), ale jakość opowieści i to, czy przypadną do gustu, czy nie. A tak się akurat złożyło, że ta spodobała mi się bardzo. Tak bardzo, że pomimo natłoku obowiązków i nauki postanowiłam czytać.

Miałam czytać tylko po pół godziny, a skończyło się na tym, że czytałam dziennie po 100 stron. Przez dwa dni. A trzeciego przeczytałam prawie 200. (Zapraszam was na historię z cyklu O tym, jak Liśka zawaliła kolokwium z analizy projektów inwestycyjnych, filozofii, statystyki, makroekonomii i egzamin z makroekonomii.) Moi Drodzy, zapraszam na recenzję jednej z książek autora, którego miałam poznać w tym roku. Książkę inną niż pierwotnie zakładałam, ale to była dobra decyzja. Panie i Panowie, przed wami recenzja książki Wybacz mi, Leonardzie autorstwa Matthew Quicka. Zapraszam.


Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet... Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!
Wybacz mi, Leonardzie - jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka - to książka o szukaniu zrozumienia i buncie przeciwko zasadom, którymi kierują się dorośli.

Jak już wcześniej wspomniałam, pierwotnie miałam zamiar przeczytać inną książkę tego autora, a konkretniej Niezbędnik obserwatorów gwiazd, jednak:
a) nie było już jej na promocji na Znaku (inaczej mówiąc w mojej ukochanej internetowej księgarni)
b) Snowflake z bloga Sunny Snowflake ( pozdrawiam, tak przy okazji 😃) w komentarzu pod tym postem poleciła mi Wybacz mi, Leonardzie,
c) koniecznie chciałam przeczytać w tym roku jedną z książek Quicka,
d) była promocja -60% na tę książkę, no i darmowa dostawa.
Nie mogłam się oprzeć i zamówiłam. I otrzymałam. I mam. A za książkę zapłaciłam niecałe 15 zł (przepraszam, nie pamiętam już). Odbiegając jeszcze od recenzji (której jeszcze część właściwa nawet się nie zaczęła) to powiem wam, że jeśli chcecie kupić książkę Quicka (Wybacz mi, Leonardzie, Niezbędnik obserwatorów gwiazd - którego ostatnio nie ma; Prawie jak gwiazda rocka) to bardzo opłaca się właśnie na stronie znak.com.pl bo często są na nie te promocje. Zwłaszcza, że ich cena okładkowa wynosi 36,90 zł. Więc bardzo warto. A najbardziej polecam tę, której recenzja dotyczy (nieważne, że tylko tę książkę przeczytałam).

Co jednak myślę o książce Matthew Quicka? No cóż, pora właśnie wam o tym opowiedzieć.

Zastanawiam się, w jakim wieku wypada dać sobie spokój z pamiętaniem o urodzinach znajomych. Kiedy zanika w nas potrzeba, aby wszyscy dokoła potwierdzali oficjalnie, że się starzejemy, zmieniamy i przybliżamy do śmierci? O tych aspektach akurat nikt nie wspomina. Najpierw wszyscy pamiętają rok w rok o twoich urodzinach, a potem nagle nie możesz sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz ktoś zaśpiewał ci "Sto lat". A przecież powinieneś to pamiętać, prawda?

Tak jak już wcześniej wam wspomniałam, przeczytałam tę książkę w trzy dni, choć równie dobrze, mogłam to zrobić w dwa dni lub jeden - gdyby nie to, że mam w ciągu trzech dni cztery kolokwia i egzamin zerowy na uczelni. No i plan był taki, aby czytać pół godziny dziennie. Po to, aby się odstresować, by czytać, tak po prostu, bo ostatnio jakoś nie bardzo mi te czytanie idzie. A tu, jak się wciągnęłam, to połykałam kolejne strony, rozdział za rozdziałem, a książki nie chciało się odkładać.

Jak już wiecie, bohaterem jest Leonard, chłopak samotny i być może nieco nienormalny. Kończy osiemnaste urodziny, jednak nie obchodzi ich tak, jak swoje osiemnastki przeżywali moi koledzy i koleżanki z klasy - huczną imprezą. Ani tym bardziej tak jak ja - czyli niemalże wcale (i przyznam się, że jestem lekko sobą zawiedziona, jak widać, też nie należę do grupy 'normalnych' ludzi). Leo robi pakuje prezenty dla kilku osób, przyjaciół, ludzi bliskich. Nie wiem, co mogę wam więcej powiedzieć o tym niezupełnie normalnym człowieku. Może to, że zastanawia się nad wieloma sprawami, nad dorosłością, przyszłością i innymi sprawami, które teraz go dotyczą.

Tamtej nocy dookoła nas setki dorosłych piły alkohol, grały w kasynach i paliły skręty, ale idę o zakład, że ani jeden nie był na takim haju jak Asher i ja.Być może właśnie dlatego dorośli piją, uprawiają hazard i zażywają narkotyki - nie potrafią się dłużej podjarać w naturalny sposób. Być może z wiekiem tracimy tę zdolność. 

Mamy tutaj do czynienia z narracją pierwszoosobową, sam główny bohater opowiada nam o swoich przeżyciach, myślach czy uczuciach. Sam nawet w większości jest autorem przypisów, gdzie snuje krótsze i dłuższe (nawet na całą stronę) dygresje. Wydarzenia obecne przeplatają się z opowieściami z przeszłości, kiedy to Leo wspomina np jak zapoznał daną osobę. A także listy. Jednak nie opowiem wam, o co z nimi chodzi - sami musicie się o tym przekonać.

I choć sam pomysł nie jest tak oryginalny, bo szczerze, natknąć się na książkę dotyczącą motywu samobójstwa jest już trochę na naszym rynku (przykładem może być chociażby Trzynaście powodów, gdzie główna bohaterka snuje opowieść nagraną na kasety, albo Wszystkie jasne miejsca, które teraz czytam). Lecz jest to historia na swój sposób wyjątkowa. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Matthew Quick szybko mnie do siebie przekonał. Zapewne za sprawą dość nietypowego bohatera.

Jestem tylko głupim dzieciakiem. Raz na jakiś czas zakładam garnitur, idę na wagary i badam, jak wygląda życie dorosłego człowieka. Rozumie pani? Po prostu chcę wiedzieć, czy warto w ogóle dorastać. To wszystko. Potem śledzę najżałośniej wyglądającego dorosłego, bo wiem, że pewnego dnia sam znajdę się w jego położeniu: będę najżałośniejszym dorosłym w wagonie metra. Chcę się dowiedzieć, czy zdołam to wytrzymać.
Leo jest wkraczającym w dorosłość młodym chłopakiem, poznajemy go w dniu 18.urodzin. Jest nieco samotny, jego matka robi karierę projektantki mody, przyjaciół też nie ma zbyt wielu, o ile można tak powiedzieć. Na pewno jego przyjacielem jest jego sąsiad, Walt, który jest osobą starszą i spędzają wspólny czas głównie na oglądaniu filmów z Humphreyem Bogartem. Leonard nie szczędzi nam gorzkich żartów czy też drobnych przemyśleń dotyczących zachowań jego rówieśników czy też tych dotyczących życia.

Chodzi ze mną na fakultet z angielskiego i zaproponowała mi kiedyś dwieście dolarów za "pomoc" w napisaniu wypracowania z Hamleta. Zatrzepotała powiekami, przybrała pozę niewiniątka, wypięła cycki, ściągając łopatki, i wyszeptała "Bardzo cię proszę" tym swoim bezradnym głosikiem, którym zwraca się do nauczycieli płci męskiej. Oni to uwielbiają. Dziewczyna naprawdę wie, jak uzyskać to, czego chce. Oczywiście odpowiedziałem, żeby szła się walić. Nazwałem ją fałszywą prymuską i oszustką, na co ona stanęła prosto, pozwoliła grawitacji przejąć władanie nad cyckami, przestała mrugać w taki sposób, jakby jej powieki były motylimi skrzydełkami, po czym szorstkim, nienaturalnie dorosłym tonem powiedziała " Czy ty w ogóle masz jakikolwiek cel w tej szkole? Żałosny jesteś, Leonard".
Pokazała mi środkowy palec i sobie poszła.
Oto nasza szkolna prymuska.
Najlepsza z najlepszych.
Trish MacArthur.

Odnośnie wydarzeń, tła i historii... Trochę skaczemy po osi czasu, bo autor zafundował nam drobną przeplatankę wydarzeń obecnych, jeśli w tej obecnej jest jakaś wzmianka o przyjaciołach Leonarda - przeskakujemy do dni, by przekonać się, jak ta przyjaźń się zaczęła i jak się rozwijała. A później znów powracamy do rzeczywistości. W powieści pojawiają się liczne wzmianki o Holocauście, głównie dlatego, że ulubiony nauczyciel głównego bohatera uczy właśnie o tym wydarzeniu.


Właśnie wtedy zrozumiałem, że prawda zazwyczaj nie ma znaczenia, a kiedy ludzie nabiorą fałszywego przekonania na czyjś temat, nie zmienią zdania niezależnie od poczynań tej osoby.

Czy polecam? Jak najbardziej. Zwłaszcza tym, którzy poszukują w książce bohatera - samotnika, snującego dość nietypowe rozważania o życiu, poszukującego odpowiedzi na nietuzinkowe pytania. A także dla tych, którzy szukają lekkiej lektury, obyczajówki, książki, którą można pochłonąć. Bohatera nie do końca normalnego, jednak można go polubić. No i jeszcze fanom filmów z Bogartem - takich smaczków w książce jest wiele. I jeszcze jedna drobna uwaga: warto przeczytać ją jeszcze raz, gdy już znamy wszystkie wydarzenia - wtedy dokładniej będziemy mogli poznać pewne motywacje czy uczucia głównego bohatera. I chyba sama jeszcze raz to przeczytam. Nieważne, że na przeczytanie czeka jeszcze pierdylion innych książek 😊

Moja ocena: ★★★★★★★★★☆

I tak już zupełnie z innej beczki, odnosząc się do drobnej dygresji zawartej w tym tekście - miałam do poprawy tylko filozofię, ale i ją już mam zaliczoną :)

No i najmocniej dziękuję 20 osobom, które zdecydowały się obserwować tego bloga i wywołać na mej szpetnej twarzy niemały uśmieszek.
I jeszcze jedno: w piątek wybiło mi aż 5000 wyświetleń! Z całego serca dziękuję, bo to wszystko wasza sprawka :D

A wy czytaliście tę książkę? Jak wrażenia? A może macie zamiar? ;) Jeśli czytaliście inne książki tego autora - również dajcie mi o tym znać w komentarzu, jestem niesamowicie ciekawa :) A teraz już zmykam, ale życzę każdemu bez wyjątku...

Zaczytanej niedzieli 😃


13

niedziela, 29 stycznia 2017

Książkoholik się tłumaczy...w styczniu :)

Witajcie serdecznie Moi Drodzy :)


Dziś przychodzę do was z comiesięcznym cyklem, tylko po to, aby poniekąd wyspowiadać się wam z mojej rozrzutności i z, niewątpliwie, problemu jakim jest brak umiejętności powstrzymania swoich dzikich zakupowych zapędów. Jednak, jak to śpiewają, Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma... Tak więc ja mam bzika na punkcie książek (jak już zapewne wiecie) ;)

Długo mnie tu nie było, jednak staram się być tu przynajmniej raz w tygodniu. Miałam na uczelni bardzo intensywny tydzień, bo w ciągu trzech dni miałam 4 kolokwia i zerówkę. No i oczywiście jedno z nich jest do poprawy, ku memu wielkiemu rozczarowaniu. Jednak nie będę się rozwodziła tu nad tym, jaka to ja jestem biedna i poszkodowana na tych studiach - bo to nie jest miejsce na takie żale i z pewnością nie chcecie słuchać o tych wszystkich nudnych rzeczach. Jutro mam dwa egzaminy zerowe, więc trzymajcie kciuki, aby wszystko się powiodło ☺

A teraz już przechodzę do tematu mojej bibliofilii i niepohamowanego syndromu reakcji na książkowe promocje :) Muszę was nieco rozczarować, bo książek (chyba) nie jest zbyt wiele. Ale może to i lepiej. Nie przedłużając już, zapraszam :)

Nie powiem wam, które książki kupiłam jako pierwsze w tym roku - najzwyczajniej na świecie nie jestem tego pewna. Bo był taki czas, kiedy kupiłam kilka rzeczy w zbliżonym czasie, więc... nie wiem. Więc może zacznę od tych, które kupiłam w promocji na Znaku, a które m.in. należą do mojego tegorocznego Must Read (jeśli nie widzieliście tego wpisu, to znajdziecie go tutaj). A więc w promocji -40% kupiłam sobie książkę, która chodziła za mną już dość długo, odkąd tylko o niej usłyszałam, a mowa o Wszystkich jasnych miejscach Jennifer Niven. A teraz znów nieco głośniej się o niej zrobiło i przypomniałam sobie o niej. I stwierdziłam, że tym razem nie daruję, więc... kupiłam. I sobie leży i czeka na przeczytanie.
Razem z nią zakupiłam Wybacz mi, Leonardzie Matthew Quicka (pana Szybkiego), która była w promocji -60%. Co prawda, pierwotnie zakładałam, że przeczytam jego Niezbędnik obserwatorów gwiazd, ale a) nie było tej książki już, b) w komentarzu pod postem z moim must read polecona została mi właśnie ta książka (dziękuję Sunny Snowflake☺). No i wiecie... Przeczytałam już tę książkę. I niebawem pojawi się jej recenzja. Bardzo mi się spodobała, ale więcej opowiem wam o niej właśnie w recenzji. Przeczytałam ją tak, jak rekomenduje ją nazwisko autora (szybko) :D I szybko zadurzyłam się w tej opowieści. Zresztą, czy te karteczki indeksujące wam o tym nie mówią? ;)

Przejdźmy dalej, W zbliżonym czasie kupiłam sobie nie-książkę. Bo Połącz kropki. I powiem wam, że zajmuje to o wiele mniej czasu niż kolorowanki, bo w pół godziny lub godzinkę można się uporać z połączeniem wszystkich kropek, kiedy to zrobienie jednej, nie za trudnej kolorowanki zajmuje mi sporo czasu (trzy, cztery godziny, bo zazwyczaj mam chęć bawienia się kolorami, odcieniami). Także kropki mam prawie do połowy zrobione, kolorowanki w większości są nietknięte :p Jeśli zechcecie, to kiedyś wam o nich opowiem w oddzielnym poście. Wraz z kropkami kupiłam film - Sherlocka i Upiorną Pannę Młodą, bo akurat promocja była w empiku, a ja nigdy od początku tego filmu nie widziałam (wiem, szaleję za Sherlockiem, i wiem, że do życia nie jest mi to konieczne, ale co poczniesz :D)

Następnie, niedługi czas później, odkryłam Wydawnictwo ze słownikiem. Zamówiłam sobie trzy książeczki jego nakładu. Dlaczego? Bo chciałam zacząć czytać po angielsku, w końcu, a nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Chciałam spróbować. Ta opcja jest bardzo wygodna, bo czytasz, a obok jest słownik, z tyłu też jest słowniczek ze wszystkimi wyrazami, a z przodu słowniczek z tymi najczęściej występującymi. I w trakcie nauki do kolokwium, w ramach oderwania się, czytam i dalej się uczę, rozwijam się. I to jest świetne, dlatego to moje odkrycie tego roku. Jestem pewna, że to nie są ostatnie publikacje od tego wydawnictwa, jakie sobie kupiłam. Bo widziałam, że wydawnictwo ma w planach wydać m.in Wielkiego Gatsby'ego F. S.Fitzgeralda, Opowieść o dwóch miastach Charlesa Dickensa i inne opowiadania Sir Arthura Conana Doyle'a.

No i na koniec kolejna nowość, przynajmniej w moim czytelniczym życiu. Bo jest to audiobook. Tak, mój pierwszy audiobook, a jest to Cyrk nocy autorstwa Erin Morgenstern, czytany przez Marię Peszek. Jak już wiecie, albo i nie, papierowa wersja tej książki jest 'białym krukiem'. Ludzie sprzedają ją za min. 80 zł. A ja audiobooka kupiłam za... 9 zł (a dokładniej 8.99) w empiku, bo jest na nią promocja (więc jeśli ktoś się waha, to niech kupuje). Spodobało mi się to, że ktoś opowiada mi całą historię do ucha, a ja mogę w tym czasie robić coś niewymagającego myślenia (np wspomniane już przeze mnie wcześniej kropki czy kolorowanki). Spodobało mi się to do tego stopnia, że zastanawiam się, czy nie wykupić sobie abonamentu w audiotece. Serio ;)


I to już wszystko, jeśli chodzi o mój książkowo-nieksiążkowy wpis. Podsumowując, dużo kupiłam w empiku, ale dzięki karcie miałam wrażenie, że się opłacało, bo przy zakupie książek od Wydawnictwa ze Słownikiem wykorzystałam kupon -10 zł.
Koniecznie pochwalcie się w komentarzu, jakie książki dotarły do was w styczniu. Obowiązkowo :) A może czytaliście którąś z pokazanych przeze mnie książek? Jak odczucia? ;) Koniecznie o tym napiszcie 😊Nie wiem, czy taki wpis pojawi się w lutym, bo mam w planach dosyć duży nieksiążkowy zakup, może jakąś jedną książkę, ale to wtedy połączę dwa miesiące, tak jak to było w przypadku listopada i grudnia.

Życzę wszystkim zaczytanej niedzieli :)


12

piątek, 20 stycznia 2017

Z zamiłowania do długich opowieści - moje duuuże książki :) | zbiory

Witajcie bardzo serdecznie ;)


Dzisiaj witam was w poście takim całkiem spontanicznym, totalnie niespodziewanym, który kiedyś na pewno bym napisała. A tak mnie natchnęło, że te kiedyś stało się dzisiaj. Bo po co czekać? ;)

Dziś chcę wam pokazać moje największe książki (żeby nie powiedzieć grube, może po prostu puszyste, tak jak ja ;) ). Głównym kryterium była ilość stron równa co najmniej 650 stron. Bo czemu by nie? ;) I przygotujcie się na to, że tych książek będzie całkiem sporo, jak widzicie po tytule - wszystko to wynika z zamiłowania do długich opowieści. Zaintrygowanych zapraszam ;)


Książki z liczbą stron 650- 700



A więc jak widzicie to są 'najmniejsze' z tych największych :) Wiem, że dziwacznie to brzmi, lecz nie wiem, jak lepiej mogłabym to ubrać w słowa. Jak widać na załączonym zdjęciu, znajdują się tu dwie moje ulubione serie, w tym dwie książki należą do jednej (tak jak byście się sami tego nie domyślili - popisuję się błyskotliwością...). I wybaczcie, nie potrafię robić ładnych zdjęć. Nieważne, wielokrotnie opowiadałam wam o tych książkach, a do Z mgły zrodzonego powstała również recenzja.

Książki z liczbą stron 700 - 800



Przeplatanka po raz kolejny. No i jak widać, druga część Z mgły zrodzonego jest największa. (Jejku, dlaczego do tej pory nie zakończyłam jej czytania?). Tak, z tej sterty mam przeczytaną tylko trzecią część Millenium czyli Zamek z piasku, który runął. Liczę na to, że niedługo znajdę więcej czasu na przeczytanie tych książek - póki co, mam jakiś czytelniczy zastój. No i w przyszłym tygodniu czeka mnie istna masakra teksańską piłą mechaniczną - albo przynajmniej kolokwiami i zaliczeniami na studiach ( co mnie podkusiło z tymi studiami :p )

Książki z liczbą stron 800 - 1000



A tu - też przeczytana tylko jedna z trzech. Co poradzisz... Panią Noc przeczytałam jeszcze w czasie, kiedy nie miałam tak dużej ilości książek. No i bardzo ciekawa byłam, co dalej dzieje się u Nocnych Łowców. Tylko mam z tą książką drobny problem (mimo, że książka wcale do drobnych nie należy) - ponad 820 stron i miękka oprawa. Złamałam grzbiet. A i ta historia szczególnie mnie nie porwała. Może po prostu jestem za stara, albo już przejadły mi się książki Cassie Clare? Lub tak znam jej pióro, że jestem w stanie przewidzieć co się stanie, jakiego schematu użyje. Ale będę kontynuowała tę serię - polubiłam Marka, a za Julesem jakoś nie szczególnie przepadam (a może nie przepadam za nim, gdy jest w pobliżu Emmy - nie wiem). Małe życie wszyscy chwalą i sama nie mogę się doczekać, aż wygospodaruję więcej czasu na jej lekturę. A co do Gry o tron... Muszę ją przeczytać ^_^ tylko nie wiem kiedy...( tak jak pozostałe 30 książek do przeczytania).




Ta 'cegła' ma 1024 strony :P Są w niej zawarte trzy powieści Roberta Forysia. Przeczytałam 𛲡jedną z nich, jestem w trakcie drugiej. Nie, chwilowo mi nie idzie. Jednak bardzo podobało mi się to, co przeczytałam. To powieści historyczne, z Sobieskimi, Pacami, Habsburgami i licznymi intrygami na dworze. Całkiem możliwe, że dzięki spotkaniu z tą cegłą pokocham powieści historyczne. A jeśli nie, to przynajmniej będę mogła kogoś zabić, choć wiadomo, wolałabym nie. Dlatego nie noszę jej przy sobie (pomijam szczegół, że jest ciężka) :)


I to było na tyle, jeśli chodzi o zestawienie tych najgrubszych książek. Czytaliście którąś z tych, które przedstawiłam lub też je posiadacie? Opowiedzcie w komentarzu, jakie najgrubsze książki znajdują się w waszych biblioteczkach. Z wielką chęcią się dowiem :)

I dodatkowe ogłoszenie - jak już zauważyliście, częściej mnie tutaj nie ma, niż jestem. W dodatku nie będzie lepiej w najbliższym czasie. Studia pożerają czas. Bardzo dużo czasu.

Uściskajcie dziadków i babcie :) życzę udanych ferii tym, którzy je mają. 


Życzę zaczytanego weekendu :D

10

piątek, 13 stycznia 2017

"Przysiągł był miłości swej, że odnajdzie gwiazdy cień" - Neil Gaiman "Gwiezdny pył" | recenzja

Witam wszystkich bardzo cieplutko :)


Mam nadzieję, że dobrze się czujecie i że nie boicie się wkroczyć do krainy, gdzie żyje magia. Do krainy, która nie jest do końca bezpieczna, ale wy się przecież nie boicie, prawda? ;) Wyruszamy w długą podróż, nie recytujcie bezmyślnie wierszyków, bo mogą to być potężne zaklęcia, no i przede wszystkim, nie mówcie nikomu dokąd się udajecie ani skąd pochodzicie, jeśli ktoś was spyta, skąd przychodzicie, mówcie ' stamtąd', a gdy spytają 'dokąd zmierzacie' odpowiadajcie 'tam'. To ważne. Bo wyruszamy na wyprawę do świata wykreowanego przez Neila Gaimana, a konkretniej chodzi o Gwiezdny pył. Jeśli jesteście gotowi do podróży, to zapraszam 😄


Zacznijmy od tego, o czym jest ta opowiastka. Otóż jest sobie miasteczko Mur, które nikogo nie wypuszcza i nie wpuszcza do miasteczka. Wejście jest strzeżone każdego dnia przez dwoje strażników. Poznajemy młodego Tristana Thorna, siedemnastoletniego chłopca, który przysiągł ukochanej  dziewczynie, że przyniesie jej gwiazdę, którą razem obserwowali (gdy spadała). Za przyniesienie gwiazdy młodej i nieodwzajemniającej jego uczucia Victorii, chłopak może żądać od niej czego tylko pragnie. Więc Tristan wyrusza do niebezpiecznej Krainy Czarów, niebezpiecznej, bo nie tylko on poszukuje gwiazdy. A w Krainie Czarów jest zupełnie inaczej niż mógłby się on spodziewać. Nie zdradzę wam nic więcej, tajemnica zawodowa :p Tak na serio, to nie, ale po prostu nie powiem. Nawet nie powiem wam, czy Tristanowi się udało, czy też nie.

Nie musiał pytać, skąd znała jego nazwisko. Wzięła je sobie, gdy ją pocałował, wraz z innymi rzeczami, na przykład z jego sercem.

Pozwólcie, niech teraz będzie ta chwila, w której będę się rozpływać nad cudownością wydania tej książki. Serio, ta okładka jest przepiękna i najchętniej ustawiłabym ją z każdej możliwej strony. Okładka z przodu jest czarna, jednak tył ma niebieski. Zarówno z przodu jak i z tyłu ma błyszczące elementy. No i ma wstążkę, którą możemy używać jak zakładki, a to daje + 20 do cudowności i + 10 do szyku. I jeszcze twarda oprawa mimo tego, że cała książka liczy sobie zaledwie 200 stron. Jednak jest mała wada tego wydania - jeśli się jej nie oprawi jakąś taką okładką jak na takie szkolne zeszyty, to niestety zostają ślady paluchów. Jednak mówi się trudno, mój egzemplarz jest okrutnie 'wymacany' i to widać. Jeśli macie jakieś sposoby na starcie dowodów tej zbrodni, to koniecznie dajcie znać. No dobrze, już skończyłam zachwycać się urodą tej książki. Możecie odetchnąć spokojnie. Teraz przejdziemy do właściwej części recenzji.

Więc, cóż mogę wam powiedzieć. Może opowiem wam o tym, jak odebrałam osobę Tristana. A więc, Tristan to młody chłopak, mający zaledwie 17 lat. Dużo czytał książek, jest marzycielem. No i jest zakochany w pięknej Victorii Forester (czy zabrzmi to komicznie, jeżeli powiem, o których Foresterach pomyślałam? ;) Nie, to nie z tych Foresterów znanych nam z Mody na Sukces). I prosząc ją o pocałunek, wyznając jej miłość, dosłownie zasypuje ją obietnicami. I to całkiem poetycko brzmiącymi. Bo to bardzo piękne wyznanie miłości. I jak się później możemy przekonać, nie rzuca słów na wiatr, bo wyrusza w podróż, opuszcza miasteczko, w którym jest bezpieczny i podąża ku spełnieniu obietnicy złożonej jego wybrance. Tristan jest też osobą, która chce naprawiać swoje błędy i zacząć od początku. Lecz nie wiecie jeszcze, że Tristan jest wyjątkowym chłopakiem, jednak nie zdradzę wam na czym polega ów wyjątkowość.

Wszyscy chłopcy w wiosce kochali się w Victorii Forester. Również wielu ustatkowanych dżentelmenów, żonatych i zaczynających siwieć, odprowadzało ją wzrokiem, gdy szła ulicą. Przez moment zdawało im się wówczas, że znów są chłopcami w wiośnie życia, pełnymi energii i nadziei.

Gaiman również nakreśla nam historię wykreowanego przez siebie Miasteczka Mur, do którego nikt nie może wejść ani z niego wyjść. Strażnicy odprawiają takie osoby z kwitkiem, a gdy ktoś jest wyjątkowo oporny, to w ostateczności uciekają się do przemocy. A raz na dziewięć lat przy wejściu nie stoją strażnicy. A jest to konkretnie dzień jarmarku, wtedy to każdy ma wstęp do miasteczka i może swobodnie z niego wychodzić. Autor opisał również mieszkańców miasteczka. Wiemy, że pan Bromios ma najlepsze piwo, że pan Monday ma sklepik, w którym ludność składa zamówienia a dostawy są raz na tydzień (czy jakoś tak, przepraszam, mogę mylić pewne szczegóły).
A czy powiedziałam wam, że jest również opisana historia młodości ojca Tristana, czyli Dunstana? Nie? To już wiecie.

Tristan nie jest jedynym poszukującym gwiazdy. Są też trzy czarownice, którym serce gwiazdy zapewni młody wygląd. No i jeszcze sprawa potomków pewnego królestwa i tego, kto zostanie władcą.

- Czy wyjdę za ciebie? - powtórzyła z niedowierzaniem. - Czemu bym miała ciebie poślubić, Tristanie Thornie? Co mógłbyś mi dać?
- Dać? Dla ciebie wyruszyłbym do Indii i przywiózł ci kły słonia, perły wielkie jak twój kciuk i rubiny wielkości jajek strzyżyka. Pojadę do Afryki i przywiozę Ci diamenty wielkości kul do krykieta. Odnajdę źródła Nilu i nazwę je twoim imieniem. Wyruszę do Ameryki, do San Francisco, na złotonośne pola, i nie wrócę, dopóki nie zdobędę tyle złota, ile ważysz. Wówczas przywiozę je tutaj i złożę u twoich stóp. Jeśli powiesz choć słowo, pojadę na najdalszą Północ. Zabiję potężne polarne niedźwiedzie i podaruję ci ich skóry. (...) Dla ciebie wyruszę do Chin i przywiozę ci wielką dżonkę zdobytą od króla piratów, wyładowaną nefrytem, jedwabiem i opium. Popłynę do Australii na drugi koniec świata i przywiozę ci...(...) Kangura. I opale.
- Za pocałunek i obietnicę twej ręki - oznajmił ze śmiertelną powagą Tristan - przyniosę ci gwiazdę, która właśnie spadła. 

W Gwiezdnym pyle mamy do czynienia z narracją trzecioosobową. O tym, co się dzieje informuje nas narrator. Narrator przeskakuje między bohaterami i wątkami, i kontynuuje je, dopowiada ciąg dalszy.
Pomysł na fabułę jest dość oryginalny, zwłaszcza w otoczeniu magii, to zakończenie nie jest jakoś odkrywcze. Domyśliłam się częściowo, jak powieść się zakończy, jednak nie w pełni. W książce Neila Gaimana jest pełno baśniowości, m.in. zły las, który zakrywa ścieżki, czarownice, z którymi trzeba dokładnie ustalić każdy warunek umowy, bo każde niedopatrzenie może kosztować ciężką klątwą, niewolą, śmiercią lub zmianą w jakieś dzikie zwierzę.

Język Gaimana jest piękny, nawet poetycki. Książka nie jest długa, bo sama opowieść ma około 185 stron. Jest podzielona na 9 zatytułowanych rozdziałów, które są raz dłuższe, raz krótsze. Co mogę jeszcze powiedzieć? Gaiman pięknie operuje słowem. Jednak, przynajmniej na razie, ta opowieść mnie szczególnie nie porwała. Myślę, że jest to jedna z tych historii, które zyskują w naszych oczach przy każdym kolejnym przeczytaniu, kiedy znamy już historię. Przynajmniej tak zauważyłam przy niektórych ocenach na lubimy czytać. Spróbuję powrócić do tej historii za kilka lat i okaże się, czy to prawda. Teraz nie jestem szczególnie zachwycona. Ale może uda mi się ją odkryć na nowo?

To taka opowieść mówiąca o tym, że nie zawsze wszystko jest takie, jakie mogłoby ci się wcześniej wydawać, a przywiązać do siebie drugą osobę jest lepiej poprzez serce, a nie magicznymi przedmiotami.

Komu polecam?:


- osobom lubiącym baśniowość w książkach,

- chcącym wprowadzić nieco magii do swojego życia,

- chcącym zapoznać się z twórczością Neila Gaimana,

- fanom pięknych okładek,

- szukającym krótkiej opowieści.


Moja ocena: ★★★★★★★☆☆☆



Wcześniej oceniłam ją niżej, ale po ułożeniu jej sobie w głowie nieco zyskała w moich oczach. 

Okay, już koniec podróży. Czy wszyscy cali? Nikt nie został przemieniony w mysz lub borsuka? :)
A wy czytaliście już Gwiezdny pył? A może ta książka jest jeszcze przed wami? Opowiedzcie w komentarzu :) 

Ja już się z wami żegnam i życzę każdemu, bez wyjątku...

Zaczytanego weekendu :D



7

piątek, 6 stycznia 2017

Naj... - czyli o książkach przeczytanych w 2016 roku :D

Dziś witam was krótkim i radosnym Cześć :)


Dziś przychodzę do was i będę mówiła o książkach, które były naj w 2016, czyli o tych najlepszych, najgorszych, o rozczarowaniach, o pozytywnych zaskoczeniach (jeśli tak można to ubrać w słowa). Innymi słowy, dziś będzie drobne książkowe podsumowanie ubiegłego roku, więc jeśli jesteście zaintrygowani, to zapraszam serdecznie :)


Najlepsze książki przeczytane w 2016 r.


Więc sytuacja ma się następująco, wybrałam 5 najlepszych książek, które rozbudziły moje zamarznięte serducho, które potrząsnęły mną bądź uwiodły mnie w pewien sposób.

Ale zacznę od książek, które do finałowej 5 się nie zakwalifikowały, ale były naprawdę blisko. Bo czemu by nie? ;) Będę stopniowo budowała napięcie niczym co rok młodszy Krzysztof Ibisz w niejednym programie, który prowadził. Albo tak, jak panowie wyczytują na ringu nazwiska i wszelkie tytuły bokserów (tudzież pięściarzy, bo bokser to pies :D). Także, ten, podziwiajcie :)

Porwana pieśniarka Danielle L Jensen


Jest to powieść o trollach, ale nie byle jakich trollach. Bo trolle pokazane tutaj przez autorkę są przystojne. Serio. No, może nie wszyscy, ale jednak. No i o Cecile, pięknej młodej dziewczynie, która została sprzedana za wór złota przez znajomą jej osobę. Sprzedana trollom, która ma poślubić księcia trolli, Tristana (którego imię musiałam sprawdzić, aby nie wyszło, że was oszukuję :D). Urzekła mnie ta opowieść, a jeżeli chcecie dowiedzieć się lepiej, co sądzę o tej książce, to odsyłam was do recenzji, którą popełniłam. Jeżeli chcecie poznać trolle, piękne miasto uwięzione pod gruzami, przeżyć wspaniałą przygodę, no i jeśli lubi motyw Syndromu Sztokholmskiego to zachęcam :D Niewiele zabrakło tej książce do dostania się do finałowej piątki.

Akademia wampirów Richelle Mead


A oto przed Państwem lekka i miła młodzieżówka, którą przyjemnie się czyta. Jest to książka na jeden wieczór, ale, uwierzcie mi, to będzie miły wieczór. Dlaczego? Bo książkę tę niesamowicie szybko się czyta i nie, nie przesadzam. Płynie się przez nią niemalże ekspresowo. Główna bohaterka jest silną postacią, a z tomu na tom możemy zaobserwować jak z rozbrykanej nastolatki staje się odpowiedzialną młodą kobietą, która w przyszłości zostanie strażniczką. Dla przypomnienia, Rose jest dampirem, czyli pół-wampirem i uczy się w Akademii św. Władymira, gdzie dampiry są szkolone na strażników morojów - czyli wampirów czystej krwi. Do tego w opowieść tę jest wpleciony wątek miłosny rozgrywający się między uczennicą a nauczycielem. Nie zdradzę wam nic więcej, bo napisałam recenzję, jeśli jesteście zaintrygowani, chociaż w połowie.
Przyznaję tej książce Nagrodę Pozytywnego Zaskoczenia 2016 roku - główna bohaterka mnie urzekła, książka wciąga no i są wampiry, którymi się swego czasu tak jarałam. :)

Simon oraz inni homo sapiens Becky Albertalli


A teraz przypomnę wam o najbardziej słodkiej i uroczej opowieści z coming outem w tle. Otóż mamy tu Simona, ucznia szkoły średniej, członka koła teatralnego. No i geja, który jeszcze nie wyjawił wszystkim prawdy o swojej orientacji seksualnej. No i chłopak ten pada ofiarą szantażu przez klasowego klauna, który przypadkowo zobaczył mejle, które Simon wymieniał wraz z korespondencyjnym kolegą czyli Blue. Czego żąda prześladowca? Chce, aby Simon przybliżył go do jednej z przyjaciółek Simona. Nie powiem wam, jaki finał miała ta opowieść, ale powiem wam jedno: ta historia była przeurocza. To opowieść o pierwszej miłości, takiej niewinnej, o zauroczeniu, przyjaźni no i jeszcze napisana z humorem. Aż trudno uwierzyć w to, że to debiut Becky Albertalli. Tak, to pierwsza powieść tej pani, a była tak wspaniała, że ma dusza pragnie więcej. Recenzja również jest na blogu. Polecam.

A teraz odliczanie, bo to ta finałowa piątka :)

5. Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes


Sięgnęłam po tę powieść nie spodziewając się po niej wiele, bo bardzo dobrze wiem, co potrafią zdziałać, albo jak się można rozczarować po przeczytaniu, gdy oczekiwało się wiele. Podeszłam do niej z wielką ciekawością - jestem tym typem, co najpierw książka, a potem film. A postanowiłam ją przeczytać po obejrzeniu zwiastuna, zwiastunu...Może inaczej, postanowiłam przeczytać książkę zaraz po tym, gdy obejrzałam zwiastun :D i stwierdziłam, że pójdę na to do kina. I że ze sobą wezmę przyjaciółkę, ale to już inna kwestia. Chciałam powiedzieć, że nie wiecie, jakie uczucia to we mnie wywołało, ale pewnie wiecie. Przynajmniej Ci, którym książka się spodobała. A tym, co nie podeszła, to rozumiem ten stan doskonale wspominając na przykład Hopeless, którego nie znoszę. Ale to nie o tym miałam... Zanim się pojawiłeś spodobała mi się, złapała za serce i okrutnie się rozkleiłam (i to tak porządnie, że w kinie mnie to już nie ruszyło). Lubię, kiedy książka wywołuje we mnie takie emocje i dlatego jest na piątym miejscu. Nie mogłam jej jednak usadowić wyżej w tym zestawieniu.

4. Siedem minut po północy Patrick Ness


Opowieść o chłopcu, trzynastoletnim Connorze, który musi sobie jakoś radzić z tym, że jego mama jest chora na raka. A pewnej nocy, a dokładniej tytułowe Siedem minut po północy pod jego domem zjawia się potwór, wielkie drzewo, a konkretniej cis. Chłopiec wcale się go nie boi. A drzewo przychodzi po to, aby opowiedzieć Connorowi trzy dzikie opowieści, a po tym pragnie usłyszeć prawdę o chłopcu, prawdę, historię, którą on skrywa. Jest to piękna opowieść o tym, że nie należy oceniać wszystkiego tak pochopnie, takim jakim się zdaje być. Pierwsza historia opowiadana przez drzewo wręcz wprawiła mnie w osłupienie, byłam pod ogromnym wrażeniem. Jednak później chyba przestałam ją odbierać tak, jak powinnam, może nie do końca zrozumiałam. Lecz autor też nieco się w pewnym momencie pogubił. Jednak opowieść jest wspaniała. Będę polecała :) A niebawem, mam nadzieję, na blogu pojawi się jej recenzja, więc bądźcie czujni.

3. Cudowne tu i teraz Tim Tharp


A tutaj przedstawiam wam książkę, której wiele osób nie lubi, nie przepada, nie podoba się. Bo główny bohater tej książki jest postacią nieidealną, ma problemy z alkoholem (bo niemalże nie potrafi obejść się bez sprite'a z whisky), czasem nawet używa narkotyków (żeby nie powiedzieć ćpa, bo to nie tak do końca, nieważne). Sutter, bo tak ma na imię główny bohater, jest taką duszą towarzystwa, który potrafi ożywić każdą imprezę. Jest uczniem ostatniej klasy liceum i nie wie, jak potoczy się jego życie. Bo dla niego liczy się słodkie 'tu i teraz'. No i pewnego dnia Sutter budzi się nie wiadomo gdzie, na kacu i nawet nie pamięta, gdzie jest jego samochód. Aimee,  nieśmiała i mająca problem z asertywnością, a raczej jej brakiem. Sutter chce jej pomóc. Tak, zostaną parą.
Jednak to nie jest to, co sprawiło, że ta książka stała mi się bliska. Więc co sprawiło? Bo poniekąd ujrzałam w niej siebie - nie, nie piję, mam jakiś wewnętrzny wstręt i uważam, że najlepsze zabawy są na trzeźwo (prawdopodobnie mam tak jako jedyna wśród znajomych, co jest trochę smutne). Wracając do książki, ujrzałam siebie, która jak Sutter nie ma pomysłu na swoją przyszłość, tkwiącą w jakiejś dziurze (chociaż kocham tą wioskę), i nie uwierzycie, zobaczyłam rozpad przyjaźni, niemalże taki jaki nastąpił pomiędzy mną a osobami, które za przyjaciół uważałam. I ta książka rozwaliła mnie, kolokwialnie rzecz ujmując. Siedziałam w rozsypce, w szoku, jak Sutter mógł tak postąpić. Jak autor mógł to napisać. I zaglądałam drugi raz, sprawdzając zakończenie, czy przypadkiem nic się nie zmieniło. Rozgadałam się, przejdźmy dalej ;) Może jeszcze ponownie ją przeczytam i wam o niej opowiem :D

2. Król kruków Maggie Stiefvater


Ta książka wciąga. Tak, zakończyłam z nią rok i lepszej lektury na koniec roku nie mogłam wyśnić. Ciężko się od niej oderwać i niesamowicie przyciągnęła mnie opisana przyjaźń między chłopakami w swetrach z krukami. No i Blue, która do nich dołączyła. Jeszcze w tym miesiącu pojawi się jej recenzja tutaj, na blogu. I może nie jest to powieść, która zupełnie odmieniła moje życie, lecz uczyniła je nieco przyjemniejszym, milszym, bardziej magicznym. Niedługo będę zaczytywała się w kolejnej części i okaże się, jak ta historia dalej się potoczyła. I nie mogę się doczekać 😍

1. Z mgły zrodzony Brandon Sanderson


Ha! Wiem, że spodziewaliście się tego :) Ta książka była w tym roku najbardziej magiczna :) Bardzo mi się spodobała, poznałam wspaniałego bohatera Kelsiera. A opowieść brzmi wręcz epicko: średniowiecze, uciśniony lud, okrutny Ostatni Imperator i jeszcze popiół sypiący się z nieba. Książka pięknie wydana, historia też trzymająca w napięciu i aż mi wstyd, że jeszcze jestem w trakcie czytania drugiej części. Ach, ten brak czasu...


A teraz będzie nieco mniej przyjemnie, bo teraz będzie o książkach, które w tym roku w moich oczach nie wypadły najlepiej.


Tutaj jednak nie będę jakoś szczególnie uporządkowywać w kolejności, bo to chyba nie o to mi chodzi. Nie chcę od razu mówić Ta to już w ogóle była najgorsza i nie należy jej dotykać nawet kijem, bo na aż tak złe powieści się nie natknęłam - całe szczęście. Dlatego obędzie się bez takiego kategoryzowania. Są to książki, które wywołały u mnie mniej emocji, trudno mi się je czytało, bądź fabuła mnie nie zaciekawiła. Ale dosyć już gadania :)

Nie - najlepsze książki przeczytane w 2016 r.


Przynieście mi głowę wiedźmy Kim Harrison


Ta powieść mi się nie spodobała, to część z was już wie z mojej recenzji. Jednak sądzę, że spodobałaby mi się ta opowieść gdybym była młodsza, gdybym była na początku mojej czytelniczej przygody. Historia sama w sobie była okay, chociaż ja się nieco wynudziłam. Czytałam tę książkę chyba przez cztery miesiące, dwa razy wymiękłam przy jej czytaniu i leżała sobie taka... niedoczytana :) Jednak udało mi się ją skończyć z czego jestem zadowolona.

Szklany Tron Sarah J Maas


I tutaj, właśnie w tym momencie polecą na mnie największe hejty tego świata. Jednak zaryzykuję. Przepraszam wszystkich fanów tej serii, jednak chwalona przez ogół czytelników, nie spodobała mi się. No cóż poradzić. Po prostu miałam drobny problem z główną bohaterką, Caeliną Sardothien (czy jakoś tak), w każdym razie mam problem z dziewczyną, której imienia i nazwiska nie potrafię nawet poprawnie wymówić. Zdarza się. Nie zeszło się nam. Dziewczyna jest młoda, niebezpieczna - w końcu jest zabójczynią - lubi czytać, jednak w moich oczach jest osobą...próżną. W głowie jej sukienki, bale, jedzenie (dobra, ja też lubię jeść, znaczy coś nas łączy ;)). Nie urzekła mnie opowieść takiego 'Kopciuszka'. Chwilami nudziła mnie ta książka. Spróbuję przeczytać jeszcze drugą część, bo głupia ja, przed przeczytaniem pierwszej części, zakupiłam również drugą i nowelki. Jeśli i druga część mnie nie usatysfakcjonuje, wtedy porzucę tę serię. Mam nadzieję, że może Dwór cierni i róż okaże się dla mnie lepszy.
Dodatkowo, książce tej przyznaję Nagrodę Największego Rozczarowania Roku 2016. Wszystko to przez zbyt wysokie oczekiwania względem tej powieści.


Czarodzieje Skrzydła Nocy Geoffrey Huntington


Tę książkę dostałam w prezencie urodzinowym od koleżanki ze studiów. Mówiła, że swego czasu przeczytała trzecią część i że się jej spodobała. Bez większych oczekiwań sięgnęłam po nią i ją przeczytałam. Jestem do niej nieco za stara, bohaterem jest nastolatek (nie pamiętam, ile dokładniej miał lat, może 12-13?). Nie wiedział nic o swoim pochodzeniu i trafił do Kruczego Dworu, w którym najlepiej byłoby, gdyby nie zadawał żadnych niewygodnych pytań i siedział spokojnie w swoim pokoju. Jednak Devon to chłopak ciekawy z natury. I ścigają go demony. W skrócie książka nie jakoś szczególnie wybitna, jednak wiem, że spodobałaby mi się...w gimnazjum. Do tego Huntington zastosował dość niespotykany sposób opowiadania tej historii - otóż napisał ją w czasie teraźniejszym, co miało zapewne na celu lepiej wczuć się w akcję, przeżywać wszystko w tym samym momencie, co Devon. Minęło kilka miesięcy od jej przeczytania, a ja już zapomniałam imienia chłopaka. (recenzja mi pomogła - znajdziecie ją tutaj :))



A jakie książki są w waszej finałowej trójce (piątce)? ;) Które książki was pozytywnie zaskoczyły, a których przeczytania żałujecie w 2016? ;) Koniecznie opiszcie to w komentarzu. Tymczasem żegnam się z wami i życzę wam wszystkim i każdemu z osobna ...

... Zaczytanego weekendu i samych trafionych lektur :D


11

środa, 4 stycznia 2017

11 książek, które chcę przeczytać w 2017 roku

Witam wszystkich bardzo cieplutko :)


Jak się miewacie? Minęły święta (przynajmniej u niektórych), a ja właśnie stworzyłam listę 11 książek, które bardzo mocno chciałabym przeczytać w 2017 roku. Są to książki, które planuję kupić, jedna z nich jest tą, którą mam w swoich zbiorach od całkiem niedawna, są wśród nich też trzy książki, które przeczytam w ramach Book Touru. Więc jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam :D



1. Szóstka wron Leigh Bardugo

Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków.

Jeden niewykonalny skok.


Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne:

– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy)

– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)

– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać)

Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem.
Jest to książka wszędzie wychwalana, a zwłaszcza przez Marthę Oakiss z bloga Secret Books. Więc chyba nie jesteście zdziwieni, że chcę w tym roku sprawdzić, na czym polega jej fenomen. Do tego książka ta jest prześlicznie wydana - w twardej oprawie, z wstążeczką, która służy nam jako zakładka, no i żeby tego uroku było mało, ma jeszcze czarne brzegi stron. A jej fabuła podobno jest rozbrajająca (o ile takiego sformułowania można użyć w odniesieniu do fabuły powieści). Więc szykujcie się na recenzję. Tylko, że ten, no, muszę ją najpierw zakupić...

2. Wszystkie jasne miejsca Jennifer Niven


Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.
Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć "cuda" Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć.
Ta książka z kolei ma niezbyt optymistyczną tematykę, bo tu sprawa rozchodzi się o samobójstwa. Tak, możecie powiedzieć Liśka, przecież to jest kolejna młodzieżówka, a ty już za taką młodzież już nie uchodzisz, niedługo styknie Ci 22 lata... Tak, wiem o tym doskonale. Jednak ja tak bardzo kocham młodzieżówki. Odmładzam się jeszcze. Gdy inni już "w moim wieku" wsiąkają w kryminały, ja sięgam jeszcze po młodzieżówki. Wstyd. Wstyd czy też nie, nie zamierzam sobie odmawiać takiej drobnej przyjemności, jaką dają mi młodzieżówki - czytaniu o tych wielkich małych problemach, ambicjach, pierwszych miłościach i zauroczeniach, no cóż poradzić... Taka właśnie jestem. Lubię książki, które pozostawią mnie w strzępach - tak niektórzy mi mówili i polecali. I w końcu zamierzam po nią sięgnąć. Trzymajcie kciuki, aby mi się udało.

3. Gra o tron George R. R. Martin

W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i
katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie.
Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam... Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron.
Tę powieść mam już w swojej kolekcji. Leży od października i oczekuje na przeczytanie. Miałam plany, aby sięgnąć po nią jeszcze w 2016, ale no cóż, nie udało się. Ale w tym roku musi się udać. W końcu. Bo ta książka pozwoli mi porozmawiać o niej i o serialu z moim kolegą, który serial uwielbia. Ta książka ma ponad 800 stron, mam nadzieję, że szybko uda mi się w nią wsiąknąć. Mam nadzieję, że George R. R. Martin uwiedzie mnie swoim stylem pisania, i że książka ta będzie usłana trupami (bo wiele memów widziałam na ten temat).

4. Niezbędnik obserwatorów gwiazd Matthew Quick (lub inna książka tegoż autora)

Finley niewiele mówi. Odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Kocha dwie rzeczy. Pierwsza z nich to koszykówka – jest rozgrywającym w szkolnej drużynie. Druga natomiast – patrzenie w gwiazdy z Erin. Obie pozwalają mu zapomnieć o problemach, od których stara się uciec.

Pewnego dnia trener zwraca się do niego z nietypową prośbą…

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka, to książka o potędze przyjaźni, która jest receptą na szczęście.
Książki pana Quick'a jako kolejne młodzieżówki w tym zestawieniu. Przepraszam wszystkich rozczarowanych. Pojawi się ich tutaj jeszcze kilka, nie bądźcie zdziwieni. Z tego względu, że ostatnio John Green, którego książki lubię, nie wydał ostatnio ani jednej, więc postanowiłam sprawdzić, jak piszą inni autorzy. Więc padło na Quicka, którego książki rekomenduje sam Czytacz ze Strefy Czytacza. Więc jak mogłabym nie wziąć sobie do serca jego rekomendacji? Czytacz wie, co mówi :)

5. Każdego dnia David Levithan


Każdego dnia szesnastoletni A budzi się - bez ostrzeżenia - w innym ciele i w innym miejscu.

A pogodził się ze swoim wyjątkowym losem, ustalił nawet zasady, których stara się przestrzegać. Nie angażować się. Nie rzucać się w oczy. Nie mieszać w cudzym życiu.

Aż do pewnego poranka, kiedy A budzi się w ciele Justina i poznaje jego dziewczynę, Rhiannon. Od tej chwili przestają obowiązywać wszelkie reguły, bowiem A wreszcie znalazł kogoś, z kim pragnie być – każdego dnia, bez wyjątku.

Kolejna młodzieżówka. Tak. Tym razem jednak twórczość tego autora nie jest mi tak całkowicie nieznana. Otóż w styczniu rok temu czytałam Willa Grayona, Willa Graysona, którą to książkę Levithan napisał w duecie z Greenem. Wtedy to część pisana przez Levithana nieszczególnie przypadła mi do gustu, jednak chcę dać temu autorowi drugą szansę sięgając po Każdego dnia, czyli po pierwszą część dylogii. Zwłaszcza, że opis wydaje się być intrygujący, chłopak codziennie budzi się w ciele innej osoby, nie wiedząc dokładnie jak się ta osoba zachowuje. Pomysł nieco dziwny, czytałam pierwszy rozdział jako test, który był dostępny online. Jednak jestem ciekawa, co było dalej. Bo ciekawa jestem z natury. 😊

6. Dwór cierni i róż Sarah J Maas


Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: Dwór cierni i róż to z pewnością nie cukierkowa baśń w stylu Disneya…
To jest książka równie wychwalana co Szóstka wron. Jednak Szklany Tron napisany przez tę autorkę nieszczególnie przypadł mi do gustu, niestety. W tym przypadku jednak chcę dać drugą szansę, a książka ta zostanie przeze mnie przeczytana w ramach Book Touru. Żeby też nie ryzykować z zakupem książki, która mogłaby mi się nie spodobać - tak jak było w przypadku przytoczonego tu już przeze mnie Szklanego Tronu, zakupiłam przez przeczytaniem pierwszej części nowelki i drugą część, co niewątpliwie było błędem. No ale cóż, z jedną z pierwszych nowelek walczę już drugi miesiąc i jakoś nie mogę się przemóc, aby ją chociaż dokończyć. Przeczytam tą drugą część i to ona zadecyduje, czy będę kontynuowała tę serię czy nie. Kurka, znów mówię nie na temat... :)

7. Prawo Mojżesza Amy Harmon


Znaleziono go w koszu na pranie w pralni Quick Wash. Miał zaledwie kilka godzin i był bliski śmierci. Jego matka, młoda narkomanka, porzuciła go zaraz po narodzinach. Zmarła zresztą kilka dni później. Mojżesz przeżył — dziecko z problemami, z którego wyrósł chłopak z problemami. Był urodziwy i egzotyczny, niespokojny, mroczny i milczący. Samotny. Budził lęk i ciekawość.
I oto któregoś lipcowego dnia osiemnastoletni Mojżesz zjawił się na farmie rodziców niespełna siedemnastoletniej Georgii. Miał pomagać w codziennych zajęciach. Był pracowity i energiczny, ale też oschły i nieprzenikniony. Fascynujący i przerażający. Georgia, wbrew ostrzeżeniom i zakazom, zbliżyła się do niego... I zaczęła tonąć.
Ta historia nie kończy się happy endem. Jest pełna bólu, niespełnionych obietnic, smutku i zawodu. To opowieść o złamanym sercu, o życiu i śmierci, o zaczynaniu od nowa, a także o wieczności. A przede wszystkim o miłości. Poczujesz ją głęboko w sercu. Przeżyjesz niezwykłe emocje, strach, niepokój i słodycz młodzieńczych uczuć. Zatracisz się bez reszty, czytając o trudnej miłości, pozbawionej spełnienia.
Tę książkę, jak i następną również przeczytam w ramach Book Touru. Ta książka zaintrygowała mnie przede wszystkim tym, że nie ma szczęśliwego zakończenia. I o tym fakcie jesteśmy już uprzedzeni na okładce. Sama jestem niezmiernie ciekawa tej lektury, swego czasu było o niej dosyć głośno, więc chciałabym sprawdzić. I jak sprawdzę, z pewnością nie omieszkam was powiadomić o moich wrażeniach.

8. Niebezpieczne kłamstwa Becca Flitzpatrick


Stella to nie jest moje prawdziwe imię.

Thunder Basin w Nebrasce nie jest moim prawdziwym domem.

Po tym jak byłam świadkiem groźnego przestępstwa, zostałam objęta programem ochrony świadków i wysłana do spokojnego miasteczka na końcu świata. Moje życie rozpadło się na milion kawałków. Nie potrafię się tu odnaleźć. Miałam rozpocząć ostatni rok liceum. Miałam być z chłopakiem, którego kocham, ale zostaliśmy rozdzieleni. Teraz w moim życiu pojawił się ktoś inny – czy mogę mu zaufać? Coraz trudniej jest mi ukrywać uczucia. Coraz trudniej jest też kłamać…

Im bardziej czuję się bezpieczna, tym większe grozi mi niebezpieczeństwo.
Nie wiem czy wiecie, czy też nie, ale często mam taką praktykę, że przed sięgnięciem po książkę, nie czytam opisu i wszystkiego niejako dowiaduję się w trakcie czytania, uprzednio nie mając żadnej wiedzy na temat fabuły, postaci. miejsca, gdzie wszystko się rozgrywa. Tylko znam gatunek. No i uwierzcie, że opis tej powieści przeczytałam właśnie teraz, w momencie tworzenia tego posta. Serio. Jestem zaintrygowana.
Kilka lat temu miałam styczność z jedną z powieści popełnionej przez tę panią, a konkretniej z Szeptem. Nie była to książka, która w jakiś szczególny sposób zmieniła mnie i moje życie, a na początku ciężko nieco było mi się wbić w historię Nory i Patcha Cipriano (czy jakoś tak), przeczytałam i szybko zapomniałam, nie myśląc nawet o tym, by sięgnąć po kolejne części. Ciekawe, co teraz Becca Flitzpatrick mi zaprezentuje.

9. Droga królów Brandon Sanderson


Chirurg, zmuszony do porzucenia swej sztuki i zostania żołnierzem w najbardziej brutalnej wojnie od niepamiętnych czasów. Skrytobójca, morderca, który płacze, kiedy zabija. Oszust, młoda kobieta, skrywająca za płaszczem z kłamstw swoją prawdziwą naturę. Arcyksiążę, wojownik, owładnięty żądzą krwi. Świat może się zmienić. Ta czwórka jest kluczem do przyszłości. Jeden z nich może przynieść zbawienie. Drugi doprowadzi do zagłady.
Czy muszę tutaj cokolwiek tłumaczyć? W końcu to Sanderson. Jak już wiecie, zaczytywałam się w Z mgły zrodzonym, który bardzo mi się spodobał w ubiegłym roku, tak jak i teraz czytam kolejne jego części. I ogólnie postanowiłam, że przeczytam wszystkie książki napisane przez Sandersona, bo opowieści, które stworzył są niesamowite. Są kawałkiem dobrej lektury. I chociaż jego powieści do tych najcieńszych nie należą, a książek też już napisał całkiem sporo, utrudniając mi wykonanie postanowienia, to nie zrażam się tym. Jego powieści pełne są magii, Sanderson tworzy od podstaw zasady, światy magiczne, jego książki są dopracowane - weźcie pod uwagę fakt, że druga część cyklu Archiwum Burzowego Światła, czyli Słowa światłości mają drugie wydanie, zmienione, bo Sanderson postanowił coś dopisać, zmienić. Tak, niewiele przeczytałam z jego twórczości, ale niebawem się to zmieni :)

10. Miniaturzystka Jessie Burton


Miłość, pożądanie, zdrada i mroczne sekrety bogatych kupców w siedemnastowiecznym Amsterdamie.
Jest październikowe popołudnie 1686 roku, gdy osiemnastoletnia Nella Oortman staje na progu wielkiego domu w bogatej dzielnicy Amsterdamu. Miesiąc wcześniej poślubiła zamożnego kupca, Johannesa Brandta i teraz przybywa, by wprowadzić się do męża. Lecz zamiast niego wita ją mrukliwa i niemiła Marin, siostra Johannesa. Gdy ten w końcu się pojawi, nie poświęci żonie zbyt wiele czasu. Podaruje jej jednak niezwykły prezent: okazałą drewnianą replikę domu, którą umebluje dla niej tajemniczy miniaturzysta. Podziw dla jego zręczności szybko zastąpi lęk, gdyż drobiazgi wyposażenia i figurki przedstawiające domowników nie tylko odsłaniają ich tajemnice, ale i antycypują straszne wydarzenia, które wkrótce staną się ich udziałem. Skąd artysta tyle wie o sekretach rodziny Brandtów? Czyż nie są marionetkami w jego rękach, skoro zna ich przyszłość? I kim jest ów nieuchwytny twórca?
W 2016 było głośno o Jessie Burton za sprawą wydania jej nowej powieści, Muzy, którą przepięknie wydało u nas Wydawnictwo Literackie. Wielu ludzi zakochało się w historii opisanej w Muzie, ale też i w Miniaturzystce. Bardzo chciałabym sprawdzić, co w trawie piszczy i sprawdzić, czy styl pisania tej autorki oczaruje również i mnie. Zwłaszcza, że uwielbiam powieści, których akcja dzieje się 'w przeszłości'.

11. Pieśń jutra Samantha Shannon


Oto jest powieść, która ma zostać wydana w maju bądź czerwcu nakładem Wydawnictwa SQN. A mowa tu o trzeciej części Czasu żniw, który skradł moje serducho kilka lat temu. To dalsza część historii o Paige Mahoney, Londynu ukazanego w 2049 roku, gdzie jasnowidzenie jest zbrodnią. Nie zdradzę wam nic więcej, jednak jak czytałam pierwszą część tej powieści, to przez tydzień na widok tej książki moje usta się nie domykały, bo Czas żniw wywarł na mnie ogromne wrażenie. I polecałam ją wszystkim, za każdym razem kiedy tylko mogłam. I jeżeli jeszcze tego nie czytaliście, to spróbujcie, a nuż wam się spodoba i pokochacie tę historię tak jak ja. Z serca polecam ❤❤❤




A jak prezentuje się wasza lista książek, po które chcielibyście sięgnąć w tym roku? Pochwalcie się w komentarzach, a jeśli czytaliście którąś z wymienionych przeze mnie powieści, to koniecznie pochwalcie się swoimi wrażeniami. Oczekuję z niecierpliwością :D

To już wszystko na dziś. Następny wpis będzie podsumowujący 2016 rok, więc jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam w piątek :)

Życzę zaczytanego tygodnia :D



31

piątek, 30 grudnia 2016

Liebster Blog Award #6

Witam wszystkich bardzo cieplutko :)


Kończy się grudzień, a co za tym idzie - kończy się również i 2016 rok. W związku z tym, że Zaczytana Wiedźma nominowała mnie do tego jakże zaszczytnego tagu - Liebster Blog Award. Tym razem odpowiadam na nominację już po raz szósty.I ostatni w tym roku.

Jeszcze krótko przypomnę, czym tak właściwie jest Liebster Blog Award. Otóż jest to tag, do którego wykonania nominuje Cię inny bloger, który uznał twoją pracę nad blogiem jako dobrą, rzetelną :) Odpowiada się na 11 zadanych pytań, a później należy stworzyć własne 11  pytań a do odpowiedzi na nie nominować kolejnych 11 blogerów., przy czym nie można nominować osoby, która nominowała Ciebie :)

Więc przejdźmy do odpowiedzi na pytania Wiedźmy :) Mam nadzieję, że przy czytaniu będziecie bawić się tak samo świetnie, jak ja odpowiadając na te pytanka tutaj.


 1. Jak wiemy książkoholicy cierpią na „książkokupolizm”. Co jest Twoją drugą finansową słabością?


Ciężko mi powiedzieć... Bo dość ciężko jest mi przejść obojętnie obok rzędów słodyczy w sklepach, ale raczej nie to. Ale mogę powiedzieć, że dość często, o ile mam odłożoną większą sumkę pieniędzy, to poza zakupem książek dokupuję sobie też trochę kosmetyków. Dawniej, przy każdej wizycie w drogerii kupowałam sobie balsamy do ust. Taka dziwna mania. Teraz ciężko mi powiedzieć. Swoje dzikie zapędy książko- i zakupoholiczki staram się hamować. Nie śmiejcie się, jeżeli powiem po prostu: jedzenie. Bo jedzenie jest dobre, a ja bardziej kocham jedzenie niż ludzi :D


2. Słodka przyjemność, której nie możesz się oprzeć to…?


Czy będziecie zdziwieni, jeśli odpowiem - czekolada? 😄 I to nie byle jaka, bo najbardziej lubię połączenia czekolady ze słonymi dodatkami. Możecie mnie uznać za dziwaka, no, ale cóż poradzić :) Co najlepsze, ostatni miesiąc nie zjadam słodyczy, a ilość czekolad w mojej szufladzie jakoś szybko rośnie :D


 3. Posiadasz futrzastego przyjaciela?


Tak :) Było tych przyjaciół całkiem sporo w moim życiu, szkoda, że one tak szybko odchodzą... Jestem typową psiarą. I mam dwójkę futrzaków, całkiem od siebie różnych. Benek i Ważniak. Benio jest bernardynem, całkiem dużym psem, który bardzo lubi czesanie, zabiega o uwagę kładąc swoją wielką łapę na kolana, pies, który lubi się wpychać i iść pierwszy, nie dając przy tym możliwości przejścia. Do tego ma całkiem spore pokłady śliny... :) A Ważniak, no cóż, jest nieduży, za to 'z charakterkiem'. Ważniak lubi być noszony na rękach (ale głównie przez dwie osoby), uciekający przed weterynarzem, lubiący też spokój i swoją własną przestrzeń. 

4. Jaką książkę przeczytałabyś jeszcze raz?


Jest tak z większością książek, jakie mam za sobą. Ciężko jest wytypować jedną. Lecz wiem, że z wielką przyjemnością przeczytałabym Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet Stiega Larssona, bo odkąd przeczytałam ją po raz pierwszy minęło już naprawdę duużo czasu (i ten moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że minęło już ponad 7 lat, a ty już masz swoje lata :) ). Ale są też książki, które chciałabym zapomnieć, aby przeczytać je ponownie ;) I w takim wypadku byłoby to Czas żniw Samanthy Shannon, lub Z mgły zrodzony Brandona Sandersona.

5. Jakiego tańca chciałabyś się nauczyć?


Każdego :) Uwielbiam tańczyć, to wyzwala we mnie pozytywne emocje i przy okazji mogłabym troszku spalić kalorie. Czy mam jakiś konkretny taniec, który chciałabym znać? Raczej nie, bo wszystkie fascynują mnie po równo. W podstawówce były dodatkowe zajęcia taneczne, na które uczęszczałam z wielką radością, a pani uczyła nas podstawowych kroków do tańców takich jak polonez, walc (już nie pamiętam który, czy może oba), cha-cha. 

6. Historii, którego z bohaterów nie chciałabyś przeżyć?


Katniss i Pita :D
Prawdopodobnie większości. Ciężko wybrać jedną, ale zapewne nie chciałabym żyć w świecie dystopijnym. Na przykład takim, który wykreowała Suzanne Collins. Dlaczego? Będąc jedną z dziewcząt wylosowanych na dożynkach, zginęłabym z pewnością jako pierwsza. A ta pewność z kolei wynika z tego, że nawet nie wiem, skąd biorą się siniaki na moim ciele, że czasami wyłącza mi się myślenie i robię jakieś totalnie idiotyczne rzeczy. Tak więc, nie mogłabym się wcielić w Katniss. To zaradna dziewczyna, posługująca się łukiem od lat, po to, by móc wykarmić rodzinę. To bardzo opiekuńcza osoba, bardzo troszcząca się o swoją młodszą siostrę. I przede wszystkim to dziewczyna bardzo silna, która zniosła całkiem spory ciężar na swoich barkach, jakim było niewątpliwie bycie symbolem. Nie wiem, czy poradziłabym sobie tak samo dobrze jak ona. Jestem prawie jej przeciwieństwem. 

7. Skąd pomysł na taką a nie inną nazwę bloga?


Dawniej wspominałam, że czasem potrafię uciekać myślami tak daleko, że później dziwię się, jak dany koncept powstał. Pewnego majowego popołudnia, kiedy to zmęczona wracałam do domu po zajęciach, a właściwie stałam na przystanku w oczekiwaniu na autobus, wpadł mi do głowy pomysł założenia bloga o nazwie jakiej widzicie KSIĄŻKA TU, KSIĄŻKA TAM - Z KSIĄŻKĄ NIGDY NIE JESTEŚ SAM. I pomyślałam, że to całkiem fajna nazwa, spodobała mi się. I tym oto sposobem jesteście tutaj, i czytacie moje wypociny.



8. Co chciałabyś znaleźć w tym roku pod choinką?


Nie mam pojęcia :) Po przekroczeniu pewnego wieku (brzmi to jakbym była nie wiadomo jak stara, a mam przecież 21 lat) przestałam zwracać uwagę na to, co chciałabym dostać od św. Mikołaja. I cieszy mnie dostanie nowego sweterka - kocham swetry, nowe ciepłe kapcie czy rękawiczki. Ale i tak wszystko zależy od Mikołaja, czy uznał, że byłam grzeczna czy też nie. :) Mikołaj stwierdził, że byłam grzeczna i dał mi parę cieplutkich rękawiczek oraz...portki :D Jestem zadowolona.

9. Ile osób z Twojego życia wie, że prowadzisz bloga? A może robisz to anonimowo?


Szczerze, liczbę osób, które wiedzą o tym, że prowadzę bloga, można policzyć na palcach jednej ręki. Bo wiedzą o tym tylko dwie przyjaciółki i mój chłopak. No i jeszcze może jedna osoba z grupy na studiach, bo polubiła fanpage bloga, lecz nie wiem, czy powiązała go z moją osobą :) Nawet moja rodzina nie ma pojęcia o prowadzeniu przeze mnie takiej działalności w internecie.

10. Literaturę jakiego z autorów pokochałaś najbardziej?


Oj, Wiedźmo, jak możesz zadawać takie pytanie? ;) Nie można wybrać tylko jednej osoby. Ale jak już wielokrotnie wspomniałam bardzo pokochałam trylogię Millenium Stiega Larssona. Były to te książki, które wszystko rozpoczęły. Jednak też uwielbiam powieści Johna Greena. Wciąż jednak sięgam po nowych autorów i nowe książki, aby odnaleźć tych najbliższych sercu :)

11. Jaką grę planszową możesz polecić innym?


Tutaj niestety, nie znam się za bardzo w temacie planszówek, bo w nie nie gram. Więc mam nadzieję, Zaczytana Wiedźmo, że nie pogniewasz się, jeśli nie udzielę odpowiedzi na to pytanie :)


A teraz czas na nominacje i nie...nie będzie to 11 :)
Uwaga, uwaga! Nominuję:

Magda z Jeszcze tylko rozdział
Bookprisoner

1. Masz magiczną moc. Możesz zmienić zakończenie jednej książki. Którą byś wybrała?

2. Czy jest jakaś książkowa postać, z którą w pełni się utożsamiasz? Kto to jest? :)

3. Jaka książka kompletnie Cię oczarowała, lecz niewiele ludzi o niej wie, bo miała słabą reklamę?

4. Którego bohatera książkowego chciałabyś odnaleźć w realnym świecie?

5. Używasz zakładek do książek? Pochwal się swoim zbiorem zakładek :)

6. Czy robisz co miesięczne plany czytelnicze? I czy udaje Ci się je zrealizować? Czy wolisz nie
robić planów i czytasz to, na co masz ochotę?

7. O jakiej książce chciałabyś zapomnieć, że ją przeczytałaś?

8. Z kim wolałabyś zjeść kolację: z fikcyjną postacią z książki czy z jej autorem?

9. Najpierw książka, potem film? Czy może na odwrót?

10. Czy zdarzyło Ci się odkładać czytaną książkę kilka razy zanim zakończyłaś jej lekturę? A może po odłożeniu już wcale do niej nie wracałaś?

11. Która książka wywołała w Tobie najwięcej skrajnych emocji (radość/złość/smutek/gniew) ?


Kobietki, czekam na linki z waszymi odpowiedziami, których to już się nie mogę doczekać. Mam nadzieję, że dobrze będziecie się bawiły odpowiadając na nie :)

Wy również wybierzcie sobie trzy pytania i udzielcie na nie odpowiedzi w komentarzu, bardzo chętnie dowiem się czegoś o was :) I to byłoby na tyle. Dziękuję wam z całego serduszka za przeczytanie tego wpisu. Dziękuję również Zaczytanej Wiedźmie - odwiedzajcie jej bloga.



Korzystając z okazji życzę wam wszystkim udanej sylwestrowej zabawy i wkroczenia tanecznym krokiem w 2017 rok. Abyście wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi, aby wasze drogi były usłane różami i aby spełniły się wasze noworoczne postanowienia, o ile takie poczyniliście ;) Dodatkowo, życzę wam...

 Zaczytanego Nowego 2017 Roku !


2

niedziela, 25 grudnia 2016

Książkoholik się tłumaczy...z listopada i grudnia :) Wyniki konkursu

Witam was bardzo gorąco w ten grudniowy świąteczny wieczór :)


Mam nadzieję, że miewacie się dobrze, że wasze brzuchy nie są obolałe od jedzenia, że uśmiech gości na waszych twarzach z których zniknęły ślady wszelkich trosk i niepokojów. A ja, z racji świąt i nie tylko postanowiłam wam opowiedzieć o książkach - jak zawsze zresztą. Lubię mówić o książkach i nie da się tego ukryć. Jednak przejdźmy do rzeczy!


Pomyślałam, że opowiem wam o książkach, jakie sprawiłam sobie w prezencie - bo któż lepiej ode mnie wie, jakiego książkowego pocieszenia potrzebuję :) Od rodziny nie otrzymałam książek, ale to nie znaczy, że takiego prezentu nie mogę sprawić sobie sama. Nie mówiłam wam, co zakupiłam w listopadzie więc poczynię to teraz.



A więc, uwaga uwaga, w listopadzie kupiłam.... tylko jedną książkę. I jest to "Małe życie" Hanyi Yanahigary. Podczas całkiem silnego ataku grypy na moją biedną osobę na początku listopada, księgarnia internetowa Znak sprawiła promocję -40% na poszczególne tytuły, w których znalazła się właśnie ta powieść. A ja, w gorączce trawiącej moje ciało w chorobie i w gorącej potrzebie posiadania tego tomidła, niemalże o pustym portfelu, kliknęłam przycisk do koszyka. Oczywiście nie było nikogo, kto mógłby mnie powstrzymać od zakupu tej książki (która jest tak duża, że można nią zabić, i którą nie wiem, kiedy przeczytam). I mam, leży sobie grzecznie, aż sięgnę po nią i zacznę ją czytać. Tak, serio, w listopadzie to jedyna zakupiona przeze mnie książka.

Więc może poopowiadam o tych zakupach z grudnia. A jest o czym opowiadać. Tylko nie wiem, od czego zacząć - zapewne od początku. W nagrodę i na pocieszenie na mikołajki. Czemu na pocieszenie? Bo końcówka listopada aż do połowy grudnia to czas zaliczeń na uczelni, do których przygotowania zagarniały mój czas, który wolałabym poświęcić na czytanie książek. A ponadto dawno nie kupowałam sobie większej ilości nowych książek, więc pozwoliłam sobie na grudniowe świąteczne szaleństwo. Bo czemu by nie ;) I tym oto sposobem zamówiłam sobie 5 książek na nieprzeczytane.pl . Skusiłam się na Siedem minut po północy Patricka Nessa, książkę, którą mogliście wygrać w zorganizowanym przeze mnie konkursie, Miłość za wszelką cenę Louisy Reid, Złodzieje snów czyli drugą część z serii Król kruków (którego teraz czytam) Maggie Stiefvater, Mroczniejszy odcień magii V.E. Schwab i Gwiezdny pył Neila Gaimana. Zdążyłam już przeczytać Siedem minut po północy i książka ta mnie urzekła. Teraz czytam też Gwiezdny pył, bo to też króciutka powieść. W sumie, to najchętniej przeczytałabym wszystko naraz, nawet zaraz (nawet nie czuję, kiedy rymuję :)).


Mniej więcej w tym samym czasie, wszystko przez Kasię Zabłotną (tak, dokładnie tak, Kasia - muszę na kogoś zrzucić winę za moje książkowe zakupowe szaleństwo) zakupiłam dwie książki, pierwszą i drugą część trylogii, która nie zostanie w Polsce do końca wydana. A mowa tu o serii Niezwyciężona, a konkretniej o Pojedynku i Zdradzie autorstwa Marie Rutkoski. Co Kasia ma z tym wspólnego? Otóż na jej facebookowym profilu udostępniła księgarnii z promocją taką, że aż grzech nie skorzystać. Czyżbym wciąż nie powiedziała o jakiej księgarni internetowej mowa? Przepraszam, z tych emocji nie kontroluję swojego entuzjastycznego śpiewu (a raczej piania). Zakupiłam je na stronie księgarni Pan Tomasz. A za obie, razem z przesyłką wydałam mniej niż 17 zł. Uwierzycie? A i jeszcze spodobał mi się opis z tyłu pierwszej części i to przeważyło.

I może moim zakupom byłby kres, gdyby nie to, że postanowiłam, że zorganizuję dla was konkurs. I przy zamówieniu książek konkursowych, jednej na prezent, skusiłam się na jeszcze jedną książkę, o której śnię tak długo, odkąd poznałam Willa i Tessę z Mechanicznego Anioła. A gdy zobaczyłam, że książka ta, Opowieść o dwóch miastach Charlesa Dickensa, jednego z moich ulubionych (od niedawna) autorów, nie jest już 'białym krukiem' to po prostu musiałam ją mieć. Dobrą nowiną podzieliłam się również z koleżanką, dzięki której poznałam Willa i Jema - mojego męża, a która również chciała zapoznać się z historią, którą tak bardzo kochają główni bohaterowie.

Od nieprzeczytane.pl dostałam również dwie prześliczne zakładki, które z pewnością będą miały co robić, zajęcia im nie zabraknie. I w mojej kolekcji znalazł się żółwik mówiący, że Książka to prezent, który można otwierać i otwierać, i otwierać... a także zamieszkał ze mną kot Marian.

I takim oto sposobem, w ciągu dwóch ostatnich miesięcy, moje zbiory powiększyły się aż o 9 nowych książek. Nie mam pojęcia, jak to się stało. I czy już mogę iść na odwyk czy jeszcze nie :)

Mam nadzieję, że nowe książki nie pojawią się już w mojej biblioteczce do końca roku, a jeśli coś mi znów się stanie i zakupię jeszcze jedną - w takim razie przedstawię ją po prostu w styczniowym podsumowaniu miesiąca, albo jakoś tak ;)

Koniecznie dajcie znać w komentarzu, jakie książki znalazły się na waszych półkach w ciągu tych dwóch miesięcy - jestem niezmiernie ciekawa z natury :D A może dostaliście książki pod choinkę? Chwalcie się w komentarzach :)

A teraz czas na wyniki konkursu.


Wygrała : Isabelle West - Twoja wypowiedź spodobała mi się najbardziej :)
Losowanie: Królewskie recenzje
Losowanie FB: Kasia Zabłotna

Gratulacje 😊

Wszystkim serdecznie i z całego serduszka dziękuję za udział. E-maile do zwycięzców zostały już wysłane, więc dziewczyny, czekam na wiadomości zwrotne od was.
Odnośnie osób, którym się nie udało - nie załamujcie się. Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego i myślę nad nagrodami pocieszenia również i dla was. Jednak cierpliwości :)

A teraz życzę Wesołych Świąt :D


8
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.