Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

"Nie sądzę, żeby szczęście to było coś dla mnie" - "Małe życie" Hanya Yanagihara | recenzja



Przyszłam opowiedzieć wam, w miarę krótko, o ile się da w moim przypadku, o książce, którą pragnęłam przeczytać od dawna. I w końcu tego lata mi się udało. A o czym dokładnie mowa? O dość długim i grubym tomiszczu jakim niewątpliwie jest Małe życie Hanyi Yanagihary.

O czym jest to książka? Przede wszystkim o życiu czwórki przyjaciół – Willema, JB, Malcolma i Jude’a, którzy poznali się na studiach i dzielili przez kilka lat wspólny pokój w akademiku. Towarzyszymy im od czasów studiów, obserwujemy ich życie, wspinanie się po szczeblach kariery i jesteśmy świadkami konfliktów mniejszych i większych, towarzyszymy im do momentu osiągnięcia przez nich wieku średniego.

Udostępnij ten wpis

Drzewa mówią po łacinie - Maggie Stiefvater "Król kruków" | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie :)


Dziś przychodzę do was z recenzją książki i to nie byle jakiej. Skąd tak odważne słowa? Bo to ona zakończyła mój czytelniczy rok. I zaprawdę powiadam wam (brzmi tak jak z kościoła z deczka), że lepszego zakończenia roku książkowego nie mogłam sobie wymarzyć. W końcu to książka numer 2 z zestawienia moich lektur 2016. A teraz w końcu możecie poznać moją pełną opinię ( i wszystkie zachwyty) dotyczące tej opowieści. Ale od początku. Panie i Panowie, Lejdis i Dżentelmen, zapraszam na recenzję Króla kruków Maggie Stiefvater 😍

Udostępnij ten wpis

"Inność to cecha pozytywna. Ale inność jest również trudna" - Matthew Quick "Wybacz mi, Leonardzie" | recenzja

Witajcie Moi Mili :D


Dzisiaj przywędrowałam do was z recenzją książki - zaskoczenie i szok wymalowany na waszych twarzyczkach (brak) - tak jak już zaiste zauważyliście w tytule :) Mam dobry humor, bo przeczytałam książkę. Drugą, dopiero, w tym roku. Jednak nie liczy się ilość (no, może troszeczkę), ale jakość opowieści i to, czy przypadną do gustu, czy nie. A tak się akurat złożyło, że ta spodobała mi się bardzo. Tak bardzo, że pomimo natłoku obowiązków i nauki postanowiłam czytać.

Miałam czytać tylko po pół godziny, a skończyło się na tym, że czytałam dziennie po 100 stron. Przez dwa dni. A trzeciego przeczytałam prawie 200. (Zapraszam was na historię z cyklu O tym, jak Liśka zawaliła kolokwium z analizy projektów inwestycyjnych, filozofii, statystyki, makroekonomii i egzamin z makroekonomii.) Moi Drodzy, zapraszam na recenzję jednej z książek autora, którego miałam poznać w tym roku. Książkę inną niż pierwotnie zakładałam, ale to była dobra decyzja. Panie i Panowie, przed wami recenzja książki Wybacz mi, Leonardzie autorstwa Matthew Quicka. Zapraszam.


Udostępnij ten wpis

"Przysiągł był miłości swej, że odnajdzie gwiazdy cień" - Neil Gaiman "Gwiezdny pył" | recenzja

Witam wszystkich bardzo cieplutko :)


Mam nadzieję, że dobrze się czujecie i że nie boicie się wkroczyć do krainy, gdzie żyje magia. Do krainy, która nie jest do końca bezpieczna, ale wy się przecież nie boicie, prawda? ;) Wyruszamy w długą podróż, nie recytujcie bezmyślnie wierszyków, bo mogą to być potężne zaklęcia, no i przede wszystkim, nie mówcie nikomu dokąd się udajecie ani skąd pochodzicie, jeśli ktoś was spyta, skąd przychodzicie, mówcie ' stamtąd', a gdy spytają 'dokąd zmierzacie' odpowiadajcie 'tam'. To ważne. Bo wyruszamy na wyprawę do świata wykreowanego przez Neila Gaimana, a konkretniej chodzi o Gwiezdny pył. Jeśli jesteście gotowi do podróży, to zapraszam 😄


Zacznijmy od tego, o czym jest ta opowiastka. Otóż jest sobie miasteczko Mur, które nikogo nie wypuszcza i nie wpuszcza do miasteczka. Wejście jest strzeżone każdego dnia przez dwoje strażników. Poznajemy młodego Tristana Thorna, siedemnastoletniego chłopca, który przysiągł ukochanej  dziewczynie, że przyniesie jej gwiazdę, którą razem obserwowali (gdy spadała). Za przyniesienie gwiazdy młodej i nieodwzajemniającej jego uczucia Victorii, chłopak może żądać od niej czego tylko pragnie. Więc Tristan wyrusza do niebezpiecznej Krainy Czarów, niebezpiecznej, bo nie tylko on poszukuje gwiazdy. A w Krainie Czarów jest zupełnie inaczej niż mógłby się on spodziewać. Nie zdradzę wam nic więcej, tajemnica zawodowa :p Tak na serio, to nie, ale po prostu nie powiem. Nawet nie powiem wam, czy Tristanowi się udało, czy też nie.

Udostępnij ten wpis

O miłości, biedzie i wielkich nadziejach - Charles Dickens "Wielkie nadzieje" | recenzja

Witam was bardzo cieplutko :)


Dzisiaj przybywam do was z recenzją. Bo dlaczego by nie? Dawno nie było recenzji. Lecz nie ocenię tej książki, jak zazwyczaj. Dlaczego? Bo to klasyka, a ja chyba nie mam w zwyczaju oceniać takich dzieł. A dziś opowiem wam o Wielkich nadziejach autorstwa Charlesa Dickensa.

Jak zapewne wiecie, w miesiącu październiku postanowiłam realizować Wyzwanie Czytelnicze Rory Gilmore. I wybrałam tę powieść zupełnie nie wiedząc o czym jest. Nie mówi się o tej książce zbyt wiele, przynajmniej ja do tej pory nie słyszałam, aby ktoś się na jej temat wypowiadał. Więc pozwólcie, że sama to uczynię. I jeżeli nie będę pierwszą osobą, to mam nadzieję, że będę jedną z pierwszych. A nawet jeśli to nie, to nie wyprowadzajcie mnie z tego (mylnego) przekonania. Czasem dobrze jest się nieco pooszukiwać.

Udostępnij ten wpis

O miłości po sąsiedzku - Małgorzata J. Kursa "Miłość i aspiryna" | recenzja

Witam was wszystkich cieplutko :)


Trochę jestem nieobecna na tym blogu, ale cóż poradzić, mam mnóstwo spraw, które ostatnio zaprzątają mi głowę, lecz mam nadzieję, że mi wybaczycie. Tak jak tłumaczyłam wam na moim Facebooku - studia i Book Tour nieco mnie pochłonęły ale mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.


Dziś chcę wam opowiedzieć o książce, którą przeczytałam w ramach Book Touru (nie wiem, czy ta odmiana jest poprawna) z blogiem Jeszcze tylko rozdział, którego wam polecam oraz Wydawnictwem Lucky i ich nowością wydawniczą, gdyż książką tą była Miłość i aspiryna czyli najnowsza powieść Małgorzaty J. Kursy. Czy warto po nią sięgnąć, za chwilę wam opowiem.

A więc zacznijmy od początku czyli od tego o czym ta książka jest. A mianowicie żyje sobie dwóch bohaterów: Marta i Michał. Znają się od dziecka i nawet mieszkają obok siebie, i od lat byli dla siebie przyjaciółmi. Nie pamiętają swojego pierwszego spotkania, ale z relacji ich rodziców wiedzą, że poznali się w piaskownicy, a dwuletnia Marta wysypała wiaderko piasku na głowę dwuletniemu Michałowi. Uczą się w tych samych klasach i zdaje się, że wszystko było sielankowe. Jednak skrycie każde z nich odczuwa coś więcej niż tylko przyjaźń. I oczywiście uważają, że jedno na drugie nie zwraca uwagi. I może by to tak wszystko trwało, gdyby nie to, że po powrocie Michała z Kanady, Marta wpada mu prawie pod koła. Los ponownie ich ze sobą spotkał. Lecz tym razem chłopak nie odpuści i zamierza zdobyć ukochaną dziewczynę. Czy mu się uda? Czy wyjawią sobie uczucia, jakimi darzyli do siebie nawzajem? Czy może jednak nic z tego nie wyniknie? Nie powiem wam o tym. Przeczytacie, a się dowiecie.

Jest to powieść o miłości - jak można wywnioskować z tytułu, lecz jest też opowieścią o ludziach. Taka obyczajówka. Bo poza opisem scen rozgrywających się pomiędzy Martą i Michałem, są też wątki przemocy w rodzinie, jedna z bohaterek pochodzi z Domu Dziecka. A i mamy również do czynienia z wątkiem, w którym to ojciec jednego z bohaterów jest stawiającym wymagania i gdzie nikt nie ma prawa sprzeciwu (skoro ojciec jest prawnikiem, to i jego dzieci muszą studiować prawo).

Opowiem wam nieco o bohaterach tej powieści. Otóż Marta jest dziewczyną bardzo energiczną, ale też i wybuchową (nie lubi, gdy jej się coś narzuca). Jest drobna, ma zaledwie 155 cm wzrostu. Jest bardzo towarzyska, określana nawet jako maskotka, ale też bardzo chętnie pomaga innym. Jak już wspomniałam dość łatwo wpada w gniew. Jest całkiem sympatyczną postacią. Jednak trochę mnie jakby dziwiły jej 'zdolności', konkretniej tu o intuicji. Marta czuje, że dzieje się coś złego ---> sprawdzają to, i... faktycznie dzieje się jakieś zło. Marta wróży z dłoni - bach, i się wszystko sprawdza. Mimo, że polubiłam tę dziewczynę, to jednak zaczęła mnie ona pod koniec irytować. No tak jakoś miałam. Tak cukierkowo. Martusia też jest świetną kucharką i udowadnia to wszystkim przy każdej możliwej okazji. Boi się, że zostanie zraniona i wykorzystana.

A teraz opowiem wam o Michale. No cóż, po za tym, że od lat jest beznadziejnie zakochany w Marcie to jest właścicielem sklepu komputerowego. Po liceum dostał wezwanie do wojska. Później wyjechał do Kanady, by zapomnieć o swojej pierwszej miłości. Jest chłopakiem zdeterminowanym i dążącym do celu. Przez 9 lat Marta była ślepa na jego uczucia, nie dostrzegała ich. Jest to człowiek zorganizowany i raczej opanowany - raczej, bo czasem zdarza mu się nie opanować złości. No zdarza się, nie każdy jest oazą spokoju. I potrafi przemówić dziewczynie do rozumu - nie narzuca jej niczego, proponuje pewne rozwiązania i czeka. Jest cierpliwy i gdy tylko może towarzyszy Marcie, pomaga jej.

Jest jeszcze wielu innych bohaterów - chociażby rodzina Marty, Marka i ich znajomi. Lecz mam nadzieję, że nie obrazicie się na mnie, jeśli ich wam nie przybliżę. Nie są tak istotni.

Mamy tu do czynienia z narracją trzecioosobową. Jednak narrator wie, o czym dane postacie myślą, co czują. Jest to całkiem miły odpoczynek od książek pisanych z punktu widzenia głównego bohatera. Muszę też podkreślić to, że ta książka nie ma rozdziałów. Serio. Na początku byłam nieco zdziwiona i strapiona tym faktem, lecz każdy nowy wątek jest oddzielony od tych poprzednich, więc nie trzeba się bać aż tak, bo nie jest to stale ciągły tekst. Jednak książkę czyta się szybko, może to za sprawą poczucia humoru. Było kilka takich momentów, gdzie śmiałam się w głos.

Jeszcze jedno, co mnie nieco denerwowało podczas czytania - zdrobnienia. Nie ważne, że bohaterowie mają ponad 20 lat, stale są nazywani zdrobniale: Januszek, Ewunia, Martusia etc. Ja rozumiem, ale u mnie nawet w domu nie ma tyle słodyczy na każdym kroku. Wybaczcie, po prostu się czepiam.

Podsumowując, lektura tej książki jest lekka, choć nie spodziewałam się aż 528 stron. Jednak czytało się ją szybko, nie jest to lektura wymagająca, taka w sam raz na jesienne chłodne wieczory pod kocykiem i z herbatką lub kawą (kto co woli).

MOJA OCENA: 6,5 / 10

Nie jest to nic ambitnego, aczkolwiek jest całkiem miłym czasoumilczem :)


A wy czytaliście książkę Małgorzaty Kursy? Jakie są wasze wrażenia? ;) Podzielcie się nimi w komentarzach ;) A teraz pozdrawiam was cieplutko...

...i życzę wam Zaczytanego Tygodnia :D


Udostępnij ten wpis

Co robić, gdy od dziecka prześladują Cię demony i nawet nie wiesz dlaczego - Geoffrey Huntington "Czarodzieje Skrzydła Nocy" | recenzja

Witajcie wszyscy :D


Dziś na blogu kolejna recenzja. Wiem, że może ostatnio nie było ich zbyt wiele, ale w końcu ponownie tutaj zawitały, gdyż po zażegnanym czytelniczym kryzysie udało mi się przeczytać kilka książek. I chcę wam o nich jak najszybciej opowiedzieć, byście wiedzieli, po które sięgnąć musicie, po które możecie, a od których radziłabym wiać z daleka.

Dziś o książce, którą dostałam jakieś pół roku temu na urodzinki, nie powiem które, co by się nie wydało, jak stara jestem (lub jak młoda). Pewnie niebawem i tak się dowiecie, bo nie zawsze potrafię utrzymać jęzorka za zębami. Jak już wcześniej wspomniałam, książka ta przeleżała swoje na stosie pół roku, aż w końcu po nią sięgnęłam. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć o tym Uli i ją w tym właśnie momencie pozdrowić (o ile to czyta, w co wątpię). Teraz mogę jej tę książkę pożyczyć do przeczytania.

Szykowałam się jej czytania w sierpniu z okazji 7 ReadUp, jednak nie udało mi się wtedy po nią sięgnąć. Lecz sięgnęłam po nią w nieco późniejszym terminie. Teraz więc mogę wam nieco o niej opowiedzieć. Panie i Panowie, Lejdis end dżentelmen, przed wami recenzja Czarodziejów Skrzydła Nocy Geoffreya Huntingtona.

Historia opowiada o czternastoletnim chłopcu Devonie March. I jak się możecie domyślić Devon nie jest zwyczajnym chłopcem. Otóż od dziecka nękają go demony, które kryją się w jego szafie. I żadna przeprowadzka nie pomoże, gdyż owe istoty znajdą się w każdym miejscu, gdzie Devon będzie mieszkał. Lecz ojciec wciąż mu powtarza: Jesteś silniejszy od nich wszystkich. Jednak gdy ojciec Devona umiera, przeprowadza się on do Biedy, do Kruczego Dworu, przed którym wszyscy mieszkańcy małego miasteczka go ostrzegają, bo dzieją się w nim różne dziwne rzeczy. W dodatku, ojciec przed śmiercią wyjawia chłopakowi, że jest adoptowany. Chłopak chce poznać prawdę o tym, kim jest i liczy też na to, że osoba, u której ma teraz mieszkać, może coś na ten temat wie. Jednak nikt nie chce mu pomóc. Czy Devon pozna prawdę o swoim pochodzeniu? Jaką tajemnicę skrywa Kruczy Dwór? I jak Devon się zaadaptuje w nowym otoczeniu - wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu Czarodziejów Skrzydła Nocy.

Narracja zastosowana w powieści jest trzecioosobowa, jednak narrator wie, jakie myśli trapią Devona, wie, jak się czuje w danych sytuacjach. Muszę zwrócić też uwagę na to, że powieść napisana jest w czasie teraźniejszym, a nie w przeszłym jak do tego przywykłam. Wszystko dzieje się na naszych oczach np Burza szaleje jak wzgardzony kochanek; Devon boi się podejść bliżej do Czarciej Skały. Na początku nieco mnie to irytowało, ale przyzwyczaiłam się.

Devona poznajemy jako sześcioletniego chłopca w prologu, który boi się skrywających się demonów w szafie. Jednak dzięki ojcu udawało mu się je opanować. A pierwszy rozdział mówi już o czternastoletnim Devonie. Chłopak ten jest sympatyczny i łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi. I jeszcze towarzyszy mu Głos, który inaczej można określić intuicją. Jest też uparty w dążeniu do celu, jakim przede wszystkim jest poznanie swojego pochodzenia oraz tego, dlaczego to on ma tajemnicze moce. Nie zważając na zakazy dociekania tych informacji od swojej nowej opiekunki prawnej, u której Devon mieszka.

Jest też zła postać w postaci ducha złego czarownika Jacksona Muira, który to kryje się pod różnymi postaciami i usiłuje uwolnić wszystkie demony, by wykorzystać je do własnych celów. A Jackson nie przestaje szukać sposobów, by przekonać chłopca, do otworzenia portalu. I aby dać mu do zrozumienia, że go nie pokona.

W książce mamy też do czynienia z drobnym wątkiem miłosnym między Devonem, a córką opiekunki - Cecily. Jest to rówieśniczka Devona i chodzą razem do szkoły (no i mieszkają pod jednym dachem). Mimo, że jest miłą dziewczyną, otwartą i przyjazną, to działała mi też na nerwy. Dlaczego? Bo tak jak jej matka udawała, że niczego dziwnego na Dworze nie dostrzega, żadnych duchów i krzyków, a najłatwiej jest przecież powiedzieć komuś, że ma przywidzenia i paranoje niż przyznać, że widzi to samo.

Czarodzieje Skrzydła Nocy to opowieść nie tylko o tajemnicy, lecz również i o tym, że wiara czyni cuda. Wystarczy uwierzyć i być pewnym siebie, aby pokonać zło kryjące się w ciemności.

MOJA OCENA: 6/10


Komu polecam:


- początkującym czytelnikom

- lubiącym tajemnice i wątek walki ze złem

- miłośnikom poszukiwania prawdy o głównym bohaterze

- szukającym luźnej lektury na jeden wieczór.


Podsumowując, jest to powieść skierowana do młodszego czytelnika, lecz w ramach odskoczni od cięższej lektury powinna się sprawdzić. I nie jest to nic wybitnego, ale czytało się ją całkiem przyjemnie i szybko. Z tyłu napisano, że jest to skrzyżowanie Harrego Pottera z serialem Buffy. Chociaż nie czytałam HP i nie oglądałam tego serialu, to jednak nieco śmiem wątpić w to porównanie. Ale przekonajcie się sami.


A wy czytaliście książkę Geoffreya Huntingtona? Jak się wam podobała? Piszcie o tym w komentarzach. I wybaczcie, że w niedzielę, żaden post się nie ukazał - staram się z całych sił przeczytać książkę z Book tour'a Miłość i aspiryna. Niedługo też się pojawi jej recenzja, by opowiedzieć wam o moich wrażeniach.

Trzymajcie się cieplutko w te jesienne dni i życzę wam zaczytanego tygodnia :)


Udostępnij ten wpis

Gdy z nieba spada popiół... - Brandon Sanderson "Z mgły zrodzony" | recenzja

Witam was wszystkich i każdego z osoba bardzo gorąco :)


Dziś będziemy się rozpływać nad kolejną książką, bo dziś postanowiłam dla was zrecenzować powieść świetnego pisarza (nieważne, że przeczytałam dopiero jego jedną książkę). Oczywiście chodzi o Brandona Sandersona i Z mgły zrodzonego.

Czasy średniowiecza, popiół sypiący się z nieba, uciśniony lud i bezwzględny Ostatni Imperator oraz dokładnie opisany świat magiczny. Brzmi intrygująco? Gdy opowiedziałam pokrótce o tym mojemu koledze stwierdził, że bardzo chętnie ... obejrzałby taki film. Smuteczek. Ale jeśli zechce to na pewno pożyczę mu do poczytania. Tak, będę ją polecała wszędzie, i będziecie tę książkę widzieli nawet w lodówce obok mleka. A tak na serio, to może nie aż tak, ale strzeżcie się, bo będę wam o niej przypominała. Tak samo jak o moim ukochanym Czasie żniw Samanthy Shannon. Lecz to nie jest post związany z rolnictwem (serio, tata po zobaczeniu tytułu Czasu żniw uznał, że interesuje mnie rolnictwo). Do rzeczy!

O czym jest Z mgły zrodzony? Dobre pytanie. Przytoczę wam opis z tyłu okładki :)

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, "Skrawek Nieskończoności", posiadając władzę absolutną, rządził i stosował terror, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.

Brzmi trochę zawile? Nie dziwię się, zwłaszcza, że ten świat został wykreowany na nowo. Skaa, Ostatni Imperator - za chwilkę rozwieję wasze wątpliwości.  Jednak nieco opowiem wam o fabule od siebie. Główną postacią jest Kelsier, osoba określana Zrodzonym z Mgły. Poznajemy też 16-letnią złodziejkę, jedyną dziewczyną w szajce, bardzo nieufną, używającą czasem 'szczęścia', by pomóc szefowi tej grupy (w sumie nie wiem, jak nazwać to stanowisko w inny sposób). I jak możecie się domyślić, pewnego pięknego dnia ich ścieżki się łączą. Nie, nie liczcie na romans między nimi. Okazuje się, że Vin, bo tak właśnie na imię ma młoda złodziejka, też jest Zrodzoną z Mgły. Dołącza do grupy Kelsiera i decydują się na dość szalony plan. A mianowicie - zebranie armii, wszczęcie buntu wśród skaa i zabicie nieśmiertelnego Ostatniego Imperatora, który inaczej jest też określany jako Skrawek Nieskończoności. A to, czy ich plan się powiedzie, jak wszystko się potoczy i jak w grupie odnajdzie się Vin, dowiecie się sięgając po powieść Brandona Sandersona.

Co sprawiło, że sięgnęłam właśnie po Sandersona? No, było kilka czynników. Przede wszystkim nasłuchałam i naoglądałam się ochów i achów od Pawła z kanału P42 i Remi z kanału lilacwix. A od niedawna marzyło mi się przeczytanie książki z rodzaju nieco poważniejszej fantastyki, tak jak to określam. Jednak stwierdziłam, że jeszcze nie chcę sięgać po Tolkiena. A decydujące okazało się: uwaga: brak wątków romansowych. Te ostatnio nieco mi się przejadły i chciałam sięgnąć po coś, gdzie tego nie znajdę. W ramach sprostowania: drobny wątek miłości jest, lecz nie jest on tak bardzo uwydatniony, nie jest wątkiem głównym. Lecz nie narzekam. Więc pewnego dnia, nie mogłam już wytrzymać i stało się. Obszukałam internetowe dyskonty i nie mogłam znaleźć pierwszej części i zdesperowana zamówiłam na stronie Empiku. Jaki wielki był mój smutek, gdy kilka dni później odkryłam, że na stronie internetowej Świata Książki jest -40% na książki Sandersona i że przepłaciłam...Jednak suma wyszłaby mi podobna po doliczeniu kosztu wysyłki, więc za długo się nie martwiłam i oczekiwałam, aż książka przywędruje do salonu (bo jednak zamawiając przez stronę internetową jest taniej).

Autor stworzył całkiem nowy świat, system magiczny. W książce jest mapa Ostatniego Imperium, gdzie rozgrywa się akcja powieści. Allomanci, skaa, Ostatni Imperator i jego podwładni. Wszystko jest dokładnie opisane, akcja nie pędzi na łeb na szyję, przynajmniej przez większą część książki, a wszystko po to, abyśmy poznali zasady rządzące tym światem i się nie pogubili w tym wszystkim. Ale za to, gdy już się rozpędzi to pędzi aż do końca. Jednak ta powieść jest nieco schematyczna. Jednak idzie to znieść :)

Jak już wcześniej wspomniałam, jest kilka grup, jakie możemy poznać w książce i to jest właśnie ten moment, aby wam nieco o nich opowiedzieć.
Więc zacznijmy od tej grupy najwyżej. Ostatni Imperator jest władcą całego Imperium, w którym stosuje terror, wszystko po to, by skaa nie wszczynali buntu. Władca, który każe patrzeć swoim poddanym na zabijanie niewinnych ludzi z ich klasy społecznej, gdzie każdy akt nieposłuszeństwa karany jest śmiercią. Są też ludzie, którzy mu służą. Stalowi Inkwizytorzy, Obligatorzy, Garnizon. Jednak opowiadanie o tych wszystkich 'przydupasach' może trwać bardzo długo, i tak czuję, że ta recenzja będzie przydługawa.

Są też Allomanci. Są osoby, które posiadają moc spalania jednego metalu, określani są jako Mgliści. Jeśli ktoś ma umiejętność spalania wszystkich metali, to osoba taka jest określana Zrodzonym z Mgły. Jest osiem podstawowych metali, których 'spalenie' dodaje Allomancie dodatkowych mocy np wzmacnianie ciała, wyostrzone zmysły. Allomancją powinni być obdarzeni tylko arystokraci, ale jak wiadomo, różnie to wychodzi.

I skaa znany jako lud robotników. Są biedni, narażeni na wszelkie choroby. Traktowani jak narzędzia, a gdy kobieta skaa spodoba się jakiemuś arystokracie i weźmie ją do łóżka to po tym musi ją zabić. Wszystko po to, aby nie splamić krwi. Czy jakoś tak. Skaa są najliczniejszą grupą, jednak mimo tego, że jest ich wielu, boją się zbuntować, bo to może sprowadzić na nich śmierć.

Narracja zastosowana w Z mgły zrodzonym jest trzecioosobowa. I bardzo dobrze, w końcu mogę nieco odpocząć od pierwszoosobej narracji, a takich książek ostatnio naczytałam się całkiem dużo. Narrator opowiada nam co się dzieje, lecz zna też uczucia i myśli postaci. Przeskakuje między bohaterami, byśmy wiedzieli jak najwięcej.

Bohaterowie tej powieści są tak wielowymiarowi, tak bardzo realni, są idealnie wykreowani przez Sandersona. Można się nad nimi rozpływać i wielbić.Każdy z bohaterów jest inny, a jednocześnie wyjątkowy i charakterystyczny. Bo w grupie poza Kelsierem i Vin jest jeszcze kilku innych mężczyzn (Mglistych). Przyjaźń ukazana w tej książce jest niezwykła, silna, w której imię warto narazić się na największe niebezpieczeństwo, tylko po to, aby wyciągnąć z tarapatów osoby najbliższe.

Zdjęcie nieco niewyraźne, bo  Actimel się skończył...
Lecz pozwólcie, że szerzej opowiem tylko o dwóch postaciach, a konkretniej o Vin i Kelsierze. Z tytułu tego, że damy mają pierwszeństwo, więc zacznę od przybliżenia wam sylwetki tej dziewczyny. Vin jest szesnastoletnią złodziejką w szajce. Ma włosy ścięte na krótko, ubiera się jak chłopak. Bo w szajce jest przede wszystkim złodziejką. Nie ufa nikomu, jest wycofana, brat jej powtarzał, że nie może nikomu ufać, bo każdy ją zdradzi i zostawi. Brat ją poniżał, ale też wychował, gdyż uratował ją od chorej psychicznie matki. Jest też dziewczyną upartą i bystrą. Będąc w szajce używa 'szczęścia', aby misje odnosiły sukces lub by uspokoić szefa szajki (o ile można tak powiedzieć). Nie wie, że korzysta ze swoich zdolności allomantycznych, lecz o tym dowiaduje się o tym, gdy spotyka Kelsiera.

Kim jest Kelsier? Jest to około trzydziestoletni mężczyzna, Zrodzony z Mgły, który pomaga Vin poznać i pokazuje jej, jak używać allomancji. To człowiek zawsze uśmiechnięty, a nawet określany jako szalony. Jest silny, a świadczą o tym jego blizny na rękach. I w przeszłości zdradziła go jego ukochana. Lecz z uśmiechem idzie przez życie siejąc zamęt w miejscach, gdzie się pojawia.

Jednak Z mgły zrodzony nie jest tylko opowieścią o całkiem nowym magicznym świecie, o obalaniu okrutnego i nieśmiertelnego Ostatniego Imperatora, o biednych ludziach skaa. Jest to przede wszystkim powieść o sile przyjaźni, o tym, co jesteśmy w stanie zrobić, by uratować najbliższych przyjaciół. Vin uczy się zaufania i uczy się przyjaźni.

Nie brakuje tu też plot twistów, by nie było zbyt cukierkowo. I czasem mnie drażniły nie najlepsze wybory bohaterów, ale cóż poradzisz, jak się krzyczy na nich i na książkę, to i tak nie posłuchają ;) Nie, nie krzyczałam, ale zdarzało mi się mówić "nie rób tego".

Czytanie tej powieści było dla mnie przyjemnością. Serio. Mimo, że może litery nie należały do największych, a rozdziały były różnej długości, to książkę czytało się zaskakująco lekko. Sanderson tak operuje słowami, że chce się ciągle więcej i więcej. I nie ma się dość. Specjalnie odwlekałam moment zakończenia tej powieści. Nie ważne, że jest więcej książek z tego uniwersum. Tylko, że nie wiem, kiedy będę miała okazję sięgnąć po drugi tom. Lecz mam już zamówioną Studnię wstąpienia, a także dwie inne książki, ale o tym się dowiecie pod koniec miesiąca, chyba, że zrobię unboxing, ale jeszcze zobaczymy.

Chciałam jeszcze powiedzieć, że książka jest lekko schematyczna. Dlaczego? Już tłumaczę. Spotykamy dziewczynę, która ma wyjątkowe zdolności i o tym nie wie. Posiada zdolności, których mieć nie powinna. I poznaje kogoś, dzięki komu jej życie się odmienia. Lecz nie ma tak dużej schematyczności, więc nie mam tego autorowi za złe.

Muszę jeszcze wspomnieć, choć to mało istotne, jednak nie wytrzymam, jeśli nie powiem - ta powieść jest cudownie wydana. Jest mapa, jest słowniczek, gdzie wyjaśnione jest, co daje spalanie poszczególnych metali oraz określenia Mglistych, którzy się nimi posługują. Do tego jest wstążka, czerwony pasek, dzięki któremu nie musimy używać dodatkowej zakładki. I twarda oprawa, która sprawia, że książkę można wygodnie czytać i bez obaw, że złamie się grzbiet. Warto podkreślić fakt, że książka jest szyta.

MOJA OCENA: 9/10 - bo jest to pierwsza część cyklu, jestem ciekawa, jak dalej się to rozwinie. Ale i tak powieść jest świetna.

Komu polecam?:


- tym, którzy chcą zacząć swoją przygodę z twórczością Sandersona,

- fanom unikalnych systemów magicznych,

- szukających nieco poważniejszej fantastyki,

- lubiącym książki z wątkiem miłosnym, który nie jest na pierwszym planie,

- miłośnikom książek z wyrazistymi i wielowymiarowymi bohaterami,

- wszystkim zaintrygowanych sypiącym się z nieba popiołem.



Czytaliście Z mgły zrodzonego? Jak wy oceniacie tę książkę? Jak się wam podobała, jakie były wasze odczucia? A może czytaliście inne książki Sandersona? Opowiedzcie o tym w komentarzach. A na dziś to już wszystko. Wiem, ta recenzja jest ogromniaście długaśna, ale cóż poradzić, mam nadzieję, że się nie wynudziliście zanadto.

A teraz życzę udanego i/lub zaczytanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

Powrót do Akademii - Richelle Mead "W szponach mrozu" | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie ;)


Dziś postanowiłam do was zawitać z kolejną recenzją. Recenzją drugiej części serii, która pochłonęła mnie tak samo jak pierwsza i którą przeczytałam w jeden dzień. I była to fantastyczna przygoda. A mowa tu o drugiej książce z serii Akademia Wampirów, a książka, którą przeczytałam było W szponach mrozu autorstwa Richelle Mead. Postaram się, aby recenzja nie zawierała spojlerów do pierwszej części. Więc zaintrygowanych zapraszam.

Akcja ma miejsce trzy miesiące po wydarzeniach opisanych w pierwszej części. A jeśli nie czytałeś (-aś) recenzji pierwszej części, to możesz przeczytać ją TUTAJ, do czego serdecznie namawiam :)

Rose Hathaway ma przejść egzamin u jednego z najlepszych strażników, na który ma ją zawieźć jej mentor, Dymitr. Gdy docierają na miejsce, coś jest nie tak. Wszyscy mieszkańcy tego domu [moroje wraz z ich strażnikami] zostali zabici. To sprawia, że wszyscy martwią się o swoje życie i rodziny. I w związku ze zbliżającą się przerwą świąteczną nikt nie jedzie do domu. Jednak wszyscy uczniowie i opiekunowie, wraz z ich rodzinami udają się do kurortu narciarskiego, by zapomnieć o tragedii jaka miała miejsce. Lecz nie jest tak cukierkowo. Dymitr, w którym podkochuje się Rose, spotyka się z inną kobietą, a jej przyjaciel Mason też liczy na coś więcej. Jak się to wszystko potoczy? Czy Rose i Mason będą razem? Czy Rose zapomni o Dymitrze? Jakie niebezpieczeństwo czyha na naszych bohaterów? Tego wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu W szponach mrozu Richelle Mead.

Jest to druga część serii Akademia Wampirów. Jednak jeśli komuś zdarzy się nieco pozapominać co się stało i jak rozróżnić moroje i dampiry od strzyg. W prologu wszystko jest omówione, główne różnice i nie ma się czym martwić. Autorka też przypomina nam nieco rozwiązanie sprawy z pierwszej części.

Tak jak w poprzedniej części, mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową. Dowiadujemy się o jej uczuciach i widzimy wszystkie wydarzenia z jej punktu widzenia.

Za bardzo nie będę się rozpisywała o bohaterach, bo są tacy sami. Jednak poznajemy jeszcze jednego bohatera, moroja Adriana Iwaszkowa. Jest postacią uważaną za nieco podejrzaną. Dlaczego? Bo dużo pije i pali papierosy. Jednak ma w końcu ponad 20 lat (nie pamiętam dokładnie ile). Dość często znajduje się w towarzystwie Rose i Lissy - morojki i przyjaciółki Rose.

Ogromną zaletą tej powieści są silni bohaterowie. A każdą stronę tej książki pochłania się z niesamowitą prędkością. A w pewnym momencie okazuje się, że to już koniec. Tę część również przeczytałam jednego dnia. Jest to książka młodzieżowa, przy której miło możemy spędzić czas. Dlaczego? Bo nie jest jakoś szczególnie wymagająca. Możemy się dzięki niej oderwać od nieprzyjemnych myśli czy od innych męczących lektur.


MOJA OCENA: 8,5/10


Komu polecam?:


- lubiącym opowieści o wampirach,

- miłośnikom bohaterów silnych

- tym, którzy lubią, gdy główna bohaterka zdaje sobie sprawę ze swojej urody,

- poszukującym lekkiej lektury na jeden wieczór.


A wy czytaliście Akademię Wampirów? Jak się wam podobały? Opowiedzcie o tym w komentarzach. A jeśli recenzowaliście tę książkę, to możecie zostawiać linki, chętnie do nich zajrzę :)

Życzę wam zaczytanego i udanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

Sklep Wampiryczne Amulety - Kim Harrison "Przynieście mi głowę wiedźmy" | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie ;)


Dziś mam zaszczyt zaprosić was, moi mili książkoholicy, na recenzję książki. Książka o której mowa została wydana około 7 lat temu, kiedy to jeszcze Dary Anioła Cassandry Clare miały być tylko trylogią. Książka, którą kupiłam już dość dawno od Patrycji z Białegostoku, którą serdecznie pozdrawiam. Wtedy kupiłam też od niej Niezgodną Veroniki Roth oraz Mroczne Umysły Alexandry Bracken. I tak jak tamte książki przeczytałam niedługo po zakupie, tak ta trochę musiała swoje przeleżeć. Panie i Panowie, zapraszam na recenzję książki Kim Harrison Przynieście mi głowę wiedźmy.

Nie wiem, czy już wspomniałam, ale tę książkę przed jej ostatecznym przeczytaniem odkładałam...3 razy. Czyli macie dowód na to, jak bardzo upartą osobą jestem. No, ale ostatecznie udało mi się ją przeczytać, z czego jestem dumna.

Przynieście mi głowę wiedźmy jest pierwszą książką z serii Zapadlisko i zawiera ona 13 części. W Polsce jednak wydano pierwsze 3, a część 4 (Za garść amuletów) będzie miała premierę 28 października w tym roku.

A opis z tyłu głosi:

Najpopularniejsza obok Charlaine Harris autorka opowieści o wampirach!!! 
Wszelkie stworzenia nocy gromadzą się na przedmieściach Cincinnati, zwanych Zapadliskiem. Jedne się tam ukrywają, inne po prostu krążą po ulicach albo zażywają rozrywek, a najmroczniejsze z nich żerują. 
Zadaniem Rachel Morgan jest utrzymanie porządku w tym pełnym niebezpieczeństw światku, w którym obowiązuje prawo dżungli. Jako łowczyni nagród, która nie daje sobie dmuchać w kaszę, oraz dysponująca wielkimi możliwościami czarownica, bez pardonu rozprawia się z przestępcami wszelkiej maści. 
A jej niesamowity seksapil z pewnością jej w tym nie przeszkadza...

Rachel Morgan pracuje w ISB - Inderladzkie Służby Bezpieczeństwa (czy jakoś tak). Na zlecenie łapie ..., jednak pozwala mu uciec. To ostatecznie waży na jej zwolnieniu. Jednak sprawa nie jest tak prosta, bo wraz z nią odchodzi pixy i jedna z najlepszych agentek, wampirzyca Ivy. Rachel jest w niebezpieczeństwie, dawny szef pragnie jej głowy, a zabójcy tylko czekają, aż czarownica wyjdzie z domu. Czy Morgan uda się przeżyć? Czy nie boi się mieszkać z wampirzycą? Czy może uda jej się jakoś spłacić jej kontrakt? Tego nie dowiecie się ode mnie - gdy przeczytacie, z pewnością się dowiecie.

Pomysł na powieść nie jest szczególnie oryginalny. Bo mamy tu do czynienia z istotami nadprzyrodzonymi, a główna bohaterka, która na początku stała na straży prawa jest ścigana i wszyscy chcą ją zabić. Jednak należy docenić fakt, że skupiskiem wszystkich tych zdarzeń jest głównie jedno miejsce - Cincinnati określane jako Zapadlisko.
Dzieje się całkiem dużo i bohaterka musi radzić sobie z mieszkaniem pod jednym dachem z wampirzycą, która swego czasu pożywiała się krwią innych, lecz teraz zagłusza swój głód piciem soku pomarańczowego. Musi znaleźć sposób na to, by móc wykupić swój kontrakt nie dając się przy tym zabić.

Akcja dzieje się nieco powoli, później akcja nieco przyspiesza i w momencie kulminacyjnym napięcie jest ogromne. Mnie jednak jakoś nieszczególnie przejęła akcja i wątki, oraz rozwiązania zastosowane w powieści. Przez odkładanie napięcie mi się nie udzieliło, a książka chwilowo nieco się dłużyła.

Główną bohaterką jest Rachel Morgan, czarownica i agentka stojąca na straży prawa istot z nadprzyrodzonymi mocami. A głównie łapie złoczyńców, którzy te prawo naruszają czy łamią. Ma trochę dość pracy w agencji ISB, nerwowego szefa, który jest niskiej klasy wampirem i niektórych współpracowników. Rachel jest 'białą' czarownicą, a konkretniej czarownicą ziemi. Jak na moje oko, jest nieco leniwa. Dlaczego? Bo woli kupować amulety niż sama je robić. Lecz po wyrzuceniu z pracy, wszyscy chcą jej śmierci i jest zmuszona przypomnieć sobie, jak je wytwarzać. Bo od tej pory nie może już prawie nikomu ufać. Prawie, bo wraz z nią z pracy rezygnuje Jenks, który jest pixy i wampirzyca Ivy. Głowa czarownicy jest pożądaną rzeczą, gdyż to właśnie za czarownicą z ISB odeszła najlepsza agentka. Należy również podkreślić, że Morgan jest dziewczyną uparcie dążącą do celu, lecz do tego ma wybitny talent do wpadania w tarapaty. I fakt, dziewczyna wpada w nie bardzo często...

Wraz z nią z pracy w ISB rezygnuje Ivy, wampirzyca czystej krwi. Najlepsza agentka porzuca pracę, jednak od razu spłaca swój kontrakt. Lecz aby to zrobić musi pozbyć się całego swojego majątku. Ivy i Rachel mieszkają razem w starym kościele. A między dziewczynami nie panują szczególnie przyjacielskie stosunki. Jest kobietą opanowaną i planuje każde swoje posunięcie, tego samego pragnie nauczyć swą współlokatorkę, która bardzo często działa impulsywnie. Jest jednak kilka rzeczy, przez które Rachel boi się przebywać z Ivy. Ale o tym za chwilkę.

Jest też dzielny Jenks, który jest pixy. Ma 10 cm wzrostu i całkiem dużą rodzinkę. Jest wiernym towarzyszem Rachel, ma dobry węch i wyczuwa, czy na danym przedmiocie podanym dla czarownicy nie został rzucony czar, by ją skrzywdzić. I chociaż często się między sobą droczą, to jednak są dobrymi przyjaciółmi.

Co nieco o świecie i postaciach wykreowanych przez Kim Harrison... Każda z istot, czy też ras (nie wiem, jak je dokładniej określić) ma swoje specyficzne właściwości. Wampiry mają moc 'aury', czyli inaczej można to określić jako wpływanie na inne osoby. Ich oczy wtedy niemalże nie mają tęczówek, ich źrenice bardzo się poszerzają.

Mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową, a cała historia opowiadana jest z perspektywy Rachel Morgan. Mamy wgląd w jej myśli, uczucia i możemy zobaczyć, w jaki sposób pewne wydarzenia postrzega Rachel. No i od razu wyczuwamy do kogo czuje sympatię, a kogo wręcz nie znosi.

Rozdziały są różnej długości, ale najczęściej są nieco dłuższe. Książkę czyta się dość przyjemnie, jednak chwilami dla mnie wiało nudą. Nie mogę powiedzieć, żebym się zawiodła, bo po tej książce nie oczekiwałam niczego. Jednak nie zamierzam kontynuować tej serii. A to głównie z powodu pozostawiania jej niedoczytanej trzy razy. I nie mogę zagwarantować, czy to samo nie będzie działo się w kolejnych częściach. Historia była ciekawa, lecz nie zostawiła we mnie ziarna ciekawości, które stale dopominałoby się o dawkę dalszych losów. Zakończenie okazało się dla mnie wystarczające by zamknąć opowieść w tym jednym tomie, mimo tego, że jeszcze całkiem sporo wątków nie zostało do końca wyjaśnionych.

MOJA OCENA: 5/10

Mimo, że mi się nie spodobała, to może wy coś w niej dla siebie odnajdziecie? ;)

Komu polecam?:

- wszystkim zaintrygowanym opisem

- lubiącym skłonność do wpadania w tarapaty przez główną postać

- wielbicielom czarów, czarownic, wampirów i tego typu istot 



A wy czytaliście tę książkę? Czy spodobała się wam do tego stopnia, że czytacie kolejne części? Jakie są wasze wrażenia po lekturze? Opowiedzcie mi o tym w komentarzach :) Jeśli recenzowaliście tę książkę możecie też zostawić link do recenzji w komentarzu :)

Ostatnio ciężko mi wychodzi te blogowanie, ale mam drobne problemy i mam nadzieję, że zrozumiecie jeśli czasem postu nie będzie ;) ciepło was ściskam :)

Życzę wam pozytywnie zaczytanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

"Nigdy nie wiadomo, kogo masz za plecami" - Richelle Mead "Akademia Wampirów" | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie ;)


Dziś mam zaszczyt porozmawiać z wami o książkach. Bo jakże by inaczej. Ale wybrałam sobie jedną, która niesamowicie mnie wciągnęła do swojego świata i nie chce wypuścić. I ciągle prosi - czytaj dalej, bierz się za następne części. I jeszcze trochę, a ulegnę. I to książka o wampirach. Nie, nie będziemy mówić o Zmierzchu - nigdy go nie czytałam i nie wiem, czy kiedykolwiek to uczynię. Dziś porozmawiamy o świecie wykreowanym przez panią Richelle Mead, a konkretniej o Akademii Wampirów.

Mamy do czynienia z trzema rasami wampirów: moroje, damiry i strzygi. Już wam wyjaśniam, o co chodzi. Moroje są wampirami czystej krwi, Dampiry są w połowie ludźmi i nie muszą żywić się krwią, aby normalnie funkcjonować (w przeciwieństwie do morojów). Są jeszcze Strzygi - są to nieśmiertelne wampiry, bardzo silne i niebezpieczne dla dwóch poprzednich ras, jakie wam wymieniłam. Strzygi mogą wybrać taki los lub zostać do tego zmuszone.

Dampiry są strażnikami morojów i aby móc ochronić podopiecznego moroja, dampiry uczą się i trenują w Akademii Świętego Władymira. A moroje uczą się tam, jak panować nad swoimi nadnaturalnymi darami. Właśnie stamtąd uciekły dwie najlepsze przyjaciółki - Lissa i Rose. Lissa (pełne imię to Wasylisa - od razu mam skojarzenie z kurą z pewnego polskiego filmu) jest księżniczką i morojem, a Rose jest dampirem i chroni swoją przyjaciółkę. Jednak zostają one złapane i zabrane ponownie do Akademii. A jak to wiadomo, w szkole z internatem mogą dziać się różne rzeczy. Dziewczyny zostają rozdzielone. Rose ma ponadto zakaz uczestnictwa w imprezach szkolnych. Jednak  przyjaciółki łączy telepatyczna więź. Czy Lissie grozi niebezpieczeństwo? Jakie ploteczki krążą w internacie? Jak działa więź? Przeczytajcie, a się dowiecie.

Powieści o wampirach jest już na prawdę dużo na rynku. Jednak czytając Akademię... nie czujemy zrezygnowania czy złości, że oto mamy kolejną powieść o wampirach z wątkiem romantycznym. Jednak to, co czyni ją niezwykłą, to bohaterowie.

Występuje tu narracja pierwszoosobowa i wszystkie zdarzenia są opisywane z perspektywy Rose Hathaway, głównej bohaterki. Wraz z nią przeżywamy rozterki, przez więź widzimy i czujemy jakie emocje targają Lissą. Śledzimy też szkolne ploteczki i szybkość ich rozchodzenia się w szkole z internatem.

Rose jest dampirem i szkoli się na opiekuna. Jest postacią bardzo barwną. Nie jest słabą biedną dziewczyną, lecz dziewczyną z charakterem. Jest nieco zbuntowana lecz jest też wierną i oddaną przyjaciółką Lissy, w której obronie zawsze jest w stanie stanąć. Lubi być w centrum wydarzeń i lubi spotykać się z chłopakami. Ciężko trenuje, przed i po zajęciach nadrabia zaległości wraz z jednym z Opiekunów, Dymitrem. Rose dąży do celu, jakim jest bycie strażniczką Lissy. Te wszystkie cechy sprawiają, że Rose jest moją ulubioną bohaterką.

Lissa Dragomir natomiast jest przeciwieństwem swojej przyjaciółki. Jest dziewczyną cichą i spokojną. Jest następczynią tronu i czuje z tego powodu niemałą presję. Nie wychyla się i znosi obelgi skierowane pod jej adresem. A gdy trzeba broni swojej przyjaciółki przed innymi. Ma też moc, o której się nie mówi i potrafi z niej korzystać, by osiągnąć swój cel. Lecz nie zdradzę wam co to są za umiejętności. Sięgnijcie po książkę, bo na prawdę warto.

Dymitr jest Opiekunem i Strażnikiem Lissy odkąd przyjaciółki zostały z powrotem zabrane do Akademii. Jest opanowany i cierpliwy. Pomaga Rose w nadrobieniu zaległości, gdyż ta po ucieczce przestała trenować. Podoba mu się Rose, a jej podoba się jej mentor (o ile można tak rzec). Jednak wszelkie uczucia między nimi są zakazane. Dlaczego? Bo wtedy zamiast moroja chroniliby siebie wzajemnie.

Książkę czyta się szybko. Ciągle chcesz więcej i więcej, a potem się orientujesz że to już koniec. Jest to książka lekka. Pochłonęłam ją w dwa dni, chociaż gdyby dobrze poszło, to mogłabym tylko jednego dnia. Lecz niestety czytam powoli. Czytałam też inną książkę tej autorki, lecz nie szło mi tak szybko jak z tą.

Niewątpliwym atutem tej powieści są bohaterowie - bardzo wyraziści, a najbardziej lubię 'zadziorną' Rose i przyjaźń między dziewczynami. I wiem, że na pewno będę kontynuowała tę serię, już się nie mogę doczekać lektury kolejnych części.

MOJA OCENA: 8/10


Komu polecam?

- osobom lubiącym wampiryczne tematy,

- osobom lubiącym czytać książki, których akcja rozgrywa się w szkole z internatem,

- szukającym lekkiej lektury,

- czytelnikom lubiącym wątek zakazanej miłości między nauczycielem a uczennicą,

- lubiącym zbuntowanych głównych bohaterów.


Napiszcie w komentarzach czy czytaliście Akademię Wampirów i jakie były wasze wrażenia. Jeśli recenzowaliście tę książkę, możecie tu pozostawić swoje linki. Powiedzcie też, kto jest waszą ulubioną postacią? A może czytaliście też inne książki tej autorki? Jak wam się podobały? Czekam na wasze wypowiedzi w komentarzach.

Życzę wam Zaczytanej Niedzieli :) 


Udostępnij ten wpis

"Raz kozie śmierć. No, może dwa" - John Corey Whaley "Chłopak, który stracił głowę" | recenzja

Witam wszystkich serdecznie ;)


Dziś chcę opowiedzieć wam o książce, która była intrygującą i irytującą zarazem. To znaczy, jeden bohater mnie irytował, choć jednocześnie rozumiałam jego postępowanie w pewnym stopniu. Wiem, że to brzmi co najmniej dziwnie, ale no cóż :) Panie i Panowie, zapraszam na recenzję powieści "Chłopak, który stracił głowę" autorstwa Johna Corey'a Whaley'a.

Travis to szesnastolatek. Bardzo chory nastolatek, gdyż stwierdzono u niego białaczkę limfoblastyczną. I zdaje się, że nie ma dla niego ratunku. Jednak pewnego dnia przychodzi do niego lekarz i oznajmia mu, że jest jeszcze nadzieja. A jedyne co musi zrobić, to wyrazić chęć do udziału w eksperymencie. Na czym on polega? Kriogenika, czyli przeszczepią jego głowę do ciała innej osoby. Travis Coates stwierdza, że nie ma w sumie nic do stracenia i się zgadza. Jedynym haczykiem jest to, że nie wiadomo, kiedy to może się odbyć. Pewnego dnia dochodzi do operacji. A potem się budzi. Z nowym ciałem i okazuje się, że minęło...5 lat. A jego dziewczyna...Cóż, okazuje się, że ma narzeczonego. Travis musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, bo przed zabiegiem widział się ze wszystkimi - swoimi rodzicami, dziewczyną Cate, przyjacielem Kyle'em. O tym, jak się w tym odnajdzie, jak się potoczą się jego losy, jak inni reagują na jego osobę i czy Cate do niego powróci dowiecie się sami - gdy ją przeczytajcie .

Wszyscy czasem udajemy, prawda? Wierzymy w rzeczy niemożliwe, żeby jakoś przetrwać, kiedy życie staje się nieznośnie ponure. I cóż... To, co zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, zazwyczaj rzeczywiście nie nadchodzi. A jeśli jednak nadejdzie - możecie mi wierzyć - udawanie robi się o wiele trudniejsze.

Możecie mi teraz powiedzieć, że książek o chorobach jest wiele. Ale nie wmówicie mi, że są takie, gdzie choremu przeszczepiają głowę do zdrowego ciała będące dawniej ciałem innego człowieka. Nie powiecie mi, że taka książka już była.

Historia jest opowiadana przez Travisa Coates'a, głównego bohatera powieści. Narracja jest pierwszoosobowa. Akcja dzieje się dość powoli i dotyczy głównie tego jak chłopak radzi sobie w świecie po operacji, gdzie minęło już pięć lat, a wszystko to, co znał do tej pory nie jest już takie samo.

Ludzie nie lubią stawać twarzą w twarz z czymś, czego nie rozumieją.

Travis opowiada nam o różnych zdarzeniach z przeszłości ale też i teraźniejszości. Chłopak snuje mnóstwo przemyśleń o życiu, śmierci i to jest nawet nieco niepokojące, że szesnastolatek czyni takie głębokie refleksje. Jest zabawny i stara się nie wzbudzać większej uwagi. Chce, by wszystko było takie, jak przed pięciu laty, by świat zatrzymał się wraz z nim. I ciągle kocha Cate, swoją dawną dziewczynę i stara się ją odzyskać. Było to dla mnie niesamowicie irytujące, bo nie chciało do niego dotrzeć, że ktoś mógł już sobie ułożyć życie, w którym dla niego jest nieco mniej miejsca. Jednak też rozumiem po części jego motywy. I to jest właśnie dość nieznośne uczucie.

Rodzice Travisa są niezwykle troskliwi i cieszą się z jego wybudzenia, nieustannie się wzruszając. Bo to tak jakby umarł i przyszedł do nich z powrotem. W końcu nie było go przez pięć lat. I choć bardzo się starają, to mają przed głównym bohaterem tajemnicę. Dość zaskakującą. Lub nie. Byłam nieco w szoku, ale szczęka nie opadła mi do podłogi. Nie liczcie, że powiem wam, o co chodzi.

Może dla niektórych ludzi udawanie to jedyna recepta na szczęście.

Przyjaciele chłopca, Kyle i Cate, są już studentami. No i są starsi już od Travisa. Chłopak nie może się pogodzić też z tym, że przez dosyć długi czas jego dawni przyjaciele się nie odezwali do niego. Zmienili się też nieco. Lecz wszyscy musieli oswoić się z nową sytuacją. Ale jednak pomimo swoich problemów chcą dalej przyjaźnić się z osobą, z którą musieli się rozstać na pięć lat. Jednak oni byli elementem, który podobał mi się najbardziej. I trochę był mi ich mało w tej historii.

Można było spotkać się z różnymi podejściami do Travisa i zabiegu, jaki został wykonany. Bardzo długo był obiektem mediów, gdyż był drugą osobą po tej skomplikowanej operacji. Bardzo wiele osób chciało zobaczyć i dotknąć jego blizny. A w szkole wzbudza niemałą sensację. Ale też dostaje listy. Od ludzi, którzy mają go za cud i od takich, którzy uważają, że nie powinno go być. Różne, różniste.

Język powieści jest lekki, rozdziały krótkie, a tytuł rozdziału to jednocześnie ostatnie słowa z poprzedniego. Ciekawe, prawda? I całkiem często możemy tu zetknąć się z refleksjami na temat życia, śmierci i innych spraw. Można wypisać całkiem sporo cytatów. Serio. Zakończenie ma formę otwartą. Można samemu dopowiedzieć sobie jak potoczy się życie Travisa.

Zrozumiałem, że nieważne, jak często się z kimś spotykacie albo rozmawiacie, nie ważne jak dobrze go znacie albo nie znacie, zawsze zajmujecie w jego życiu jakieś miejsce, którego nie da się zastąpić po waszym odejściu.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że wizja takiej operacji jak Travisa nie jest aż tak odległą wizją. Dlaczego? Bo w przyszłym roku ma odbyć się taka operacja pewnego Rosjanina. Sama jestem ciekawa, czy zabieg przebiegnie pomyślnie, bo to pierwsza taka operacja.

MOJA OCENA: 7/10

Komu ją polecam?:


- wielbicielom powieści młodzieżowych,

- osoby, które nie boją się tematów transplantacji, choroby

- jeżeli lubisz, kiedy bohater musi odnaleźć się w nowym świecie

- gdy szukasz bohatera z 'głową na karku',

- jeżeli lubisz, gdy postać wywołuje w tobie skrajne emocje,

- jeżeli szukasz świeżego powiewu w obyczajówkach

Może powieść nie jest szczególnie odkrywcza, ale pokazuje, że czasem aby coś zrozumieć, potrzeba czasu.


A wy czytaliście już tę książkę? Jakie są wasze wrażenia z lektury? Jakie odczucia wzbudzał w was Travis? A może lekturę tej książki macie w planach? Piszcie w komentarzach :) Jeśli ją recenzowaliście, to również możecie tu zostawić linki ;)

A teraz życzę wam Zaczytanego Weekendu Moliki Książkowe :)


Udostępnij ten wpis

Oreo smażone w głębokim tłuszczu, Elliott Smith i Coming Out - Becky Albertalli "Simon oraz inni homo sapiens" | recenzja

Witam serdecznie wszystkie Moliki Książkowe :)


Mimo, że jest lato i wakacje chciałabym was zabrać do szkoły. Wiem, że to okropne przerywać wam wasz wakacyjny wypoczynek i w sierpniu stale przypominać o szkole (taka ja zła). Lecz to tylko wyprawa książkowa, więc nie martwcie się. Uczyć się nie musicie. Chyba, że tolerancji. Ostatnio pochłonęłam (tak, to bardzo dobre określenie) książkę Simon oraz inni homo sapiens autorstwa Becky Albertalli i tym się chciałam wam pochwalić. I podzielić się wrażeniami odnośnie tej książki. Zaintrygowanych zapraszam :)

Więc zacznijmy od tego, o czym ta książka jest. Otóż książka ta opowiada o nastolatku imieniem Simon, który jest gejem. Lecz jego wielki Coming Out jest stale przed nim. Drogą mailową koresponduje z Blue, chłopakiem, który uczy się w jego szkole, lecz nie znają swoich tożsamości. Choć pewnego dnia zdawałoby się, że wszystko jest okay, okazuje się, że jeden z jego znajomych z koła teatralnego zobaczył jego korespondencję i szantażuje go. W zamian za milczenie oczekuje od niego by pomógł mu się zbliżyć do pewnej dziewczyny. Co zrobi Simon? Czy powie innym o swojej orientacji? I czy dowie się kim jest Blue? Tego możecie dowiedzieć się po przeczytaniu tej cudnej książki.

Pomysł na fabułę jest dobry. To jest świetna książka z musicalem w tle. Książka, w której opisywana jest zakochiwanie się w sobie dwóch chłopaków, nie jest już tak bardzo świeżym pomysłem. Jednak humor i odnajdywanie siebie jest jak najbardziej mile przeze mnie czytaną opowieścią.
Wszystko rozgrywa się w sposób spójny i logiczny. I choć może nie dzieje się zbyt wiele, bo w końcu to szkoła, małe dramaty i radości bohatera i jego świat. Nie oznacza to jednak opowieści nudnej.

Historia jest opowiadana z perspektywy Simona, głównego bohatera tej opowieści. Lecz mamy możliwość przeczytania korespondencji Simona i Blue, które z czasem stają się gorętsze. Wiemy, co przeżywa chłopak w danej chwili i jak czuje się w różnych sytuacjach. A to pozwala nam jeszcze bardziej polubić głównego bohatera.

Simon Spier, bo tak dokładnie się nazywa jest uczniem liceum. Jest członkiem koła teatralnego i w chwili, gdy go poznajemy wraz z grupą są w trakcie przygotowań do musicalu. Łatwo nawiązuje przyjaźnie i jest osobą lubianą w szkole. Jest zabawny i jest gejem. Lecz nikt, poza Blue o tym nie wie. Simon jest bohaterem, którego nie da się nie lubić. Przynajmniej w moim odczuciu. Możemy przeżywać razem z nim wszystkie wydarzenia i emocje, jakie towarzyszą mu w trakcie trwania zajęć czy też poza szkołą. Ja chciałabym się z nim zaprzyjaźnić.
Pozostali bohaterowie są wykreowani dobrze, ich zachowania są wiarygodne, jednak część z postaci niesamowicie mnie irytowała. Rozumiem ich postępowanie, ale po części uważam, że czasem ich reakcje były nieco przesadzone. Bohaterowie są różnorodni. Mamy do czynienia z bohaterami czarnoskórymi ale też i o odmiennej orientacji. Lecz autorka pokazuje, że nie wszyscy są tak tolerancyjni na odmienność orientacji seksualnej. Właśnie ten nieprzesłodzony przekaz, w którym nie wszyscy są tak wyrozumiali podoba mi się najbardziej. Jest to tak bardzo realistyczne i za to pragnę podziękować pani Albertalli. Za to, że świat, który stworzyła nie jest aż tak cukierkowy.

Język opowieści jest lekki i przyjemny, co sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Może nie wciąga od pierwszej strony, ale gdy się już wkręcisz, to nie chcesz opuszczać tego świata. Opowieść jest przyjemna i za każdym razem, gdy ją odkładasz ciągle chcesz powtarzać, jakie to wszystko słodkie i urocze. Chociaż nie wszystko takie jest. Uwielbiam humor tej książki. Czytając ją w oczekiwaniu na wizytę u lekarza ciągle miałam na twarzy uśmiech, a ludzie wokół patrzyli na mnie jak na głupią i zapewne zastanawiali się, co może być takiego w tej książce. Simon oraz inni homo sapiens to książka na jeden raz, być może do niej wrócę, dla samego humoru, jaki jest w tej książce i dla polepszenia samopoczucia. Książka w sam raz na lato z lekką fabułą. I spełniła moje oczekiwania, bo po prostu chciałam nieco oderwać się od klimatów fantastyki. Jestem w pełni usatysfakcjonowana.

To bardzo denerwujące, że heteroseksualizm jest orientacją domyślną (tak samo zresztą jak biały kolor skóry), a jedyni ludzie, którzy muszą myśleć o swojej tożsamości to ci, którzy do niej nie należą. Hetero też powinni mieć swój coming out, a im bardziej żenujący i wstydliwy, tym lepiej. Zakłopotanie powinno być elementem koniecznym.

Chciałabym też podkreślić, jak ładna jest okładka. Lubię czerwony kolor, kocham tę okładkę. Jest urocza tak jak ta książka i bohaterowie.

Wcześniej wspomniałam, że książkę pochłonęłam. Tak, mogę tak powiedzieć, bo jej lektura zajęła mi  jakieś dwa dni. Choć równie dobrze mogła zająć tylko jeden. To książka lekka, przyjemna i z niesamowicie uroczą fabułą. Bardzo przyjemnie spędziłam przy niej czas.

To, co mi się podobało to przede wszystkim główny bohater i wątek z Blue, przedstawienie ich relacji, maili i to, jakie to wszystko jest...niewinne. Uwielbiam rodzinę Spierów, choć jest nieco porąbana...to znaczy nietypowa, gdzie wszystko jest wielką sprawą. Uwielbiam niemalże wszystko w tej książce. Część postaci mnie irytowała, lecz da się to znieść.

Komu ją polecę? Przede wszystkim wszystkim tym, którzy szukają lekkiej opowieści na lato, bo to książka w sam raz na tę porę roku, polecam ją również jako pewną odskocznię po przeczytaniu książki z cięższą tematyką. Simon... okaże się również dobrym wyborem dla tych, którzy przy książce chcą się nieco pośmiać. Dobra też będzie dla początkujących czytelników. Nie ma w niej scen erotycznych, więc nie musicie się bać o jakieś opisy. Bo takowych nie ma.

MOJA OCENA: 8/10

Książka pozostanie w moim serduszku z jak najbardziej cudownymi wspomnieniami. Za możliwość jej przeczytania chciałabym podziękować Marcie Oakiss z bloga Secret Books oraz kanału Martha Oakiss, której zakończyło się miejsce w biblioteczce i od której kupiłam tę książkę i jeszcze jedną, ( i znalazłam w jednej z nich taką zakładkę) o której opowiem jeszcze pod koniec sierpnia. A wam dziękuję, że zostaliście do końca.

Powiedzcie, czy wy też czytaliście tę książkę i jak wasze wrażenia? Jeśli ją recenzowaliście to zostawcie link w komentarzu, na pewno wpadnę i poczytam :)

A teraz życzę wam Zaczytanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

Porwanie, Trolle i inne nieszczęścia - "Porwana Pieśniarka" Danielle L Jensen | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie :)


Dziś przenosimy się do świata, w którym to, co słyszeliśmy w legendach okazuje się być tylko legendą. Świat skryty pod górą, gdzie zdaje się, że nic i nikt nie ma prawa tam istnieć. Świat, do którego wyprawa jest bardzo niebezpieczną przygodą i możesz stać się pożywieniem dla stworów kryjących się w ciemności. Panie i Panowie, zapraszam na recenzję "Porwanej Pieśniarki" autorstwa Danielle L Jensen.


Udostępnij ten wpis

Zima, góry i...świetliki - "Dopóki nie zgasną gwiazdy" Piotr Patykiewicz | Recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie w ten środowy poranek :)

Dziś zabieram was w podróż w góry, gdzie po Końcu Świata ludność przenosi się do gór chroniąc się przed świetlikami i musi sobie radzić z mrozem, śniegiem, śnieżnymi zawiejami. I mimo tego, że jest lato, i może w tym roku też nie należące do najcieplejszych, to właśnie w taką porę dobrze się czyta takie mroźne opowieści. Porozmawiajmy o książce Piotra Patykiewicza "Dopóki nie zgasną gwiazdy". Kolejna recenzja książki ze stosiku bookathonu. Zapraszam ;)

Głównym bohaterem jest Kacper, szesnastoletni chłopak, syn jednego z myśliwych. Tradycja mówi, że aby stać się mężczyzną, każdy chłopak po ukończeniu szesnastego roku życia musi wyruszyć na wyprawę, a to, co z niej przyniesie jest wróżbą złą lub dobrą. I tak nasz główny bohater wyrusza na wyprawę. A niedługo potem postanawia podjąć kolejną. Bo to ambitny chłopak. Nie zdradzę więcej.

Jest to książka polskiego autora, Piotra Patykiewicza i muszę przyznać, że było to pierwsze moje spotkanie zarówno z polską fantastyką w klimatach postapokaliptycznych. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam tym spotkaniem. Było miłe owszem, ale do pełni szczęścia czegoś mi zabrakło. A najgorsze jest to, że sama nie wiem, co to jest.

Udostępnij ten wpis

Kto jest twoim prawdziwym wrogiem? - Beth Revis seria "W otchłani" | recenzja / opinia

Witam wszystkich serdecznie was, którzy ośmielili się tutaj zajrzeć :D


Dziś chciałabym pomówić o trylogii "W otchłani" napisanej przez Beth Revis czyli kolejno o:
"W otchłani", "Milion słońc" i "Cienie ziemi". To będzie całkiem długi wpis, więc jeśli zostaliście do końca, to dajcie znać w komentarzu. Serdecznie zapraszam.

"W otchłani"


O czym?:

Nieodległa przyszłość. Siedemnastoletnia Amy i jej rodzice biorą udział w misji, której celem jest zaludnienie nowej planety. Podróż ma trwać trzysta lat, dlatego pasażerowie poddani są hibernacji. Któregoś dnia Amy zostaje brutalnie zbudzona z lodowatego snu. Ktoś próbuje ją zamordować! Statek kosmiczny zmienia się w zdradliwą pułapkę. Jego mieszkańcy poddali się władzy Najstarszego, despotycznego i przerażającego przywódcy. Jest jednak jeszcze Starszy - zafascynowany Amy zbuntowany nastolatek i następca Najstarszego. Zdeterminowany by przejąć władzę. Czy Amy może mu zaufać?

Ocena: 7/10

Udostępnij ten wpis

Mróz, co za serce chwyta - "Ekspozycja" Remigiusz Mróz | recenzja

Witam wszystkich serdecznie i z otwartymi ramionami tutaj, w czeluściach internetu w środowy poranek!


Dziś, jeszcze z lekka zszokowana po lekturze, zapraszam serdecznie na pierwszą, na tym blogu, recenzję książki, która wyszła spod pióra polskiego autora. Z tytułu posta możecie wywnioskować, o czym mowa. "Ekspozycja" Remigiusz Mróz.

Jak już wiecie lub też i nie, książkę tę postanowiłam przeczytać w ramach Bookathonu, o którym nie raz już wspomniałam. Mój wybór na Dzień IV padł na powieść Remigiusza Mroza, czyli "Ekspozycję". Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, który jest niesamowicie przez wszystkich wychwalany. Więc muszę rzec, że może jednak nie bez powodu. Dlaczego? O tym dowiecie się w swoim czasie.
Udostępnij ten wpis

O chłopcu z cmentarza i walce ze złem - Neil Gaiman "Księga cmentarna | recenzja

Witam serdecznie wszystkie książkowe moliki, które odważyły się tu zajrzeć.


Jak już zapewne wiecie, biorąc udział w Bookathonie (4-10.07.2016 r.) do wyzwania WAKACJE Z DUCHAMI wybrałam powieść Neila Gaimana "Księga cmentarna". Udało mi się te wyzwanie spełnić, mimo, że nieco po czasie, ale jednak w trakcie trwania bookathonu więc się liczy ;) Jak obiecałam, chcę ją zrecenzować, więc bez zbędnego przedłużania, do rzeczy!

Udostępnij ten wpis

"Do you really want to live forever?" - "Futu.re" Dmitry Glukhovsky | recenzja

Witam wszystkich w czeluściach internetu w ten całkiem chłodny wakacyjny dzień. 

Panie i Panowie, zapraszam dziś na drugą na tym blogu recenzję książki - "Futu.re" Dmitry Glukhovsky'ego.

Książkę tę miałam sposobność przeczytać dzięki wspaniałej osobie, Sarze z bloga KultuSarnie. To Sara jest sprawczynią dzisiejszego zamieszania. No i oczywiście Dmitry Glukhovsky, który popełnił tę świetną książkę. Ale do rzeczy.

Udostępnij ten wpis

O zmienianiu swego życia - "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes | recenzja

Witam was wszystkich bardzo serdecznie :D


Zafascynowana trailerami filmu do "Zanim się pojawiłeś", stwierdziłam, że koniecznie muszę się wybrać na ten film do kina. Zwłaszcza dlatego, że w rolę jednej z głównych postaci wcieli się Sam Claflin, którego znamy m.in. z roli Finnick'a Odair'a z "W pierścieniu ognia" czy "Kosogłosa".

Dość już o moim ulubionym aktorze. Gdy dowiedziałam się, że ów film jest ekranizacją książki o tym samym tytule, postanowiłam ją jak najszybciej przeczytać. Wiadomo, najpierw książka, potem film. Jednym z pretekstów okazało się wyzwanie czytelnicze grupy Bookathonowej na miesiąc maj.

Powieść opisuje losy Louisy Clark, dziewczyny wiodącej stabilne, monotonne życie na prowincji, mieszkająca z rodzicami i związana z chłopakiem - trenerem osobistym - od ośmiu lat. Jednak pewnego dnia traci pracę, gdyż jej pracodawca zamierza zamknąć kawiarnię, w której Clark pracowała przez około 7 lat. Chcąc nie chcąc, Lou jest zmuszona poszukać sobie nowego zajęcia. A w rodzinie przyda się każde finansowe zasilenie. Po próbach pracy w zakładach drobiarskich czy lokalu z jedzeniem typu fast food, które oczywiście zakończyły się fiaskiem, dwudziestosiedmioletniej kobiecie, o dość dziwnych gustach jeśli chodzi o ubiór, dostaje pracę polegającą na opiece nad osobą niepełnosprawną. A raczej dotrzymywanie jej towarzystwa. I w ten oto sposób Lou poznaje Willa Traynora, trzydziestopięciolatka przykutego do wózka i zdanego na innych. Więcej o ich perypetiach dowiecie się czytając tę powieść, ja nie mogę powiedzieć więcej.

Książka jest przesycona humorem, główna bohaterka nie ukrywa, że "nie da sobie w kaszę dmuchać". Jest przede wszystkim osobą energiczną i pełną optymizmu. Stara się każdego dnia w pracy, w której nie ma kompletnie żadnego doświadczenia. Jednak jej postać za sprawą Willa staje się odpowiedzialną, zorganizowaną i uporządkowaną kobietą. Co tylko sprawia, że zyskuje w oczach czytelnika. Historia jest opowiadana głównie z jej perspektywy, zżyłam się z nią i kibicowałam.

Jeżeli chodzi o postać Willa, to osoba, która ma dość życia za sprawą tego, co mu się przydarzyło i czego efektem jest paraliż czterokończynowy. Można powiedzieć, że jest egoistą, jest osobą, która nie chce wychodzić z domu, samolubny ale i sarkastyczny.

Historia jest opowiadana głównie z punktu widzenia Louisy, ale są też rozdziały traktujące o tym jak to wszystko widzą rodzice i opiekun medyczny Willa ale także siostra Lou, co jest bardzo ciekawym zabiegiem.

Podsumowując, powieść jest cudowna, bardzo przyjemnie i szybko się ją czyta, ale ostrzegam, bez chusteczek nie podchodź. ;) Polecam serdecznie wszystkim, którzy poszukują romansu dość nieoczywistego i osobom, które lubią sobie popłakać przy książce.



Moja ocena: 8/10


Koniecznie napiszcie w komentarzach, czy czytaliście tę książkę, jak wam się podobało, co was denerwowało i a co cię zaskoczyło (może całkiem mile). Zachęcam do dyskusji w komentarzach :)

Zaczytanych dni, Moliki!


Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.