Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty

Lato na wsi - Becca Flitzpatrick "Niebezpieczne kłamstwa" | recenzja

Witam wszystkich cieplutko :)


Dawno mnie tutaj nie było, ale już się tłumaczę :) Złośliwość rzeczy martwych nie zna granic i w momencie, gdy doznałam przebłysku pomysłów, chęci na pisanie, dzielenie się wrażeniami o książkach, mój komputer stwierdził, że ma mnie dość i się zepsuł. A że na telefonie nie jest tak wygodnie więc pisałam na kartce. Jednak awaria została zażegnana i już jestem tutaj, i tak, znów będę pisać. Brakowało mi tego. Tęskniłam :)

Swego czasu przywędrowała do mnie książka z Booktoura, do którego byłam zapisana od mniej więcej roku (nieważne). Ważne, że książka w końcu do mnie dotarła, a teraz przyszłam podzielić się swoimi wrażeniami.

Jest to opowieść o 17-letniej dziewczynie, Stelli Gordon, która jest świadkiem dość poważnego przestępstwa i zostaje objęta programem ochrony świadków. W ramach tego programu, dla własnego bezpieczeństwa, musi porzucić swe dotychczasowe życie w wielkim mieście, gdzie może się czuć anonimowo na rzecz wsi, Thunder Basin w Nebrasce, które zdaje się dla niej być zabitą dechami dziurą. Tam ma rozpocząć życie na nowo. I poznaje chłopaka, któremu z czasem coraz ciężej jest kłamać.

Udostępnij ten wpis

"Inność to cecha pozytywna. Ale inność jest również trudna" - Matthew Quick "Wybacz mi, Leonardzie" | recenzja

Witajcie Moi Mili :D


Dzisiaj przywędrowałam do was z recenzją książki - zaskoczenie i szok wymalowany na waszych twarzyczkach (brak) - tak jak już zaiste zauważyliście w tytule :) Mam dobry humor, bo przeczytałam książkę. Drugą, dopiero, w tym roku. Jednak nie liczy się ilość (no, może troszeczkę), ale jakość opowieści i to, czy przypadną do gustu, czy nie. A tak się akurat złożyło, że ta spodobała mi się bardzo. Tak bardzo, że pomimo natłoku obowiązków i nauki postanowiłam czytać.

Miałam czytać tylko po pół godziny, a skończyło się na tym, że czytałam dziennie po 100 stron. Przez dwa dni. A trzeciego przeczytałam prawie 200. (Zapraszam was na historię z cyklu O tym, jak Liśka zawaliła kolokwium z analizy projektów inwestycyjnych, filozofii, statystyki, makroekonomii i egzamin z makroekonomii.) Moi Drodzy, zapraszam na recenzję jednej z książek autora, którego miałam poznać w tym roku. Książkę inną niż pierwotnie zakładałam, ale to była dobra decyzja. Panie i Panowie, przed wami recenzja książki Wybacz mi, Leonardzie autorstwa Matthew Quicka. Zapraszam.


Udostępnij ten wpis

Co robić, gdy od dziecka prześladują Cię demony i nawet nie wiesz dlaczego - Geoffrey Huntington "Czarodzieje Skrzydła Nocy" | recenzja

Witajcie wszyscy :D


Dziś na blogu kolejna recenzja. Wiem, że może ostatnio nie było ich zbyt wiele, ale w końcu ponownie tutaj zawitały, gdyż po zażegnanym czytelniczym kryzysie udało mi się przeczytać kilka książek. I chcę wam o nich jak najszybciej opowiedzieć, byście wiedzieli, po które sięgnąć musicie, po które możecie, a od których radziłabym wiać z daleka.

Dziś o książce, którą dostałam jakieś pół roku temu na urodzinki, nie powiem które, co by się nie wydało, jak stara jestem (lub jak młoda). Pewnie niebawem i tak się dowiecie, bo nie zawsze potrafię utrzymać jęzorka za zębami. Jak już wcześniej wspomniałam, książka ta przeleżała swoje na stosie pół roku, aż w końcu po nią sięgnęłam. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć o tym Uli i ją w tym właśnie momencie pozdrowić (o ile to czyta, w co wątpię). Teraz mogę jej tę książkę pożyczyć do przeczytania.

Szykowałam się jej czytania w sierpniu z okazji 7 ReadUp, jednak nie udało mi się wtedy po nią sięgnąć. Lecz sięgnęłam po nią w nieco późniejszym terminie. Teraz więc mogę wam nieco o niej opowiedzieć. Panie i Panowie, Lejdis end dżentelmen, przed wami recenzja Czarodziejów Skrzydła Nocy Geoffreya Huntingtona.

Historia opowiada o czternastoletnim chłopcu Devonie March. I jak się możecie domyślić Devon nie jest zwyczajnym chłopcem. Otóż od dziecka nękają go demony, które kryją się w jego szafie. I żadna przeprowadzka nie pomoże, gdyż owe istoty znajdą się w każdym miejscu, gdzie Devon będzie mieszkał. Lecz ojciec wciąż mu powtarza: Jesteś silniejszy od nich wszystkich. Jednak gdy ojciec Devona umiera, przeprowadza się on do Biedy, do Kruczego Dworu, przed którym wszyscy mieszkańcy małego miasteczka go ostrzegają, bo dzieją się w nim różne dziwne rzeczy. W dodatku, ojciec przed śmiercią wyjawia chłopakowi, że jest adoptowany. Chłopak chce poznać prawdę o tym, kim jest i liczy też na to, że osoba, u której ma teraz mieszkać, może coś na ten temat wie. Jednak nikt nie chce mu pomóc. Czy Devon pozna prawdę o swoim pochodzeniu? Jaką tajemnicę skrywa Kruczy Dwór? I jak Devon się zaadaptuje w nowym otoczeniu - wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu Czarodziejów Skrzydła Nocy.

Narracja zastosowana w powieści jest trzecioosobowa, jednak narrator wie, jakie myśli trapią Devona, wie, jak się czuje w danych sytuacjach. Muszę zwrócić też uwagę na to, że powieść napisana jest w czasie teraźniejszym, a nie w przeszłym jak do tego przywykłam. Wszystko dzieje się na naszych oczach np Burza szaleje jak wzgardzony kochanek; Devon boi się podejść bliżej do Czarciej Skały. Na początku nieco mnie to irytowało, ale przyzwyczaiłam się.

Devona poznajemy jako sześcioletniego chłopca w prologu, który boi się skrywających się demonów w szafie. Jednak dzięki ojcu udawało mu się je opanować. A pierwszy rozdział mówi już o czternastoletnim Devonie. Chłopak ten jest sympatyczny i łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi. I jeszcze towarzyszy mu Głos, który inaczej można określić intuicją. Jest też uparty w dążeniu do celu, jakim przede wszystkim jest poznanie swojego pochodzenia oraz tego, dlaczego to on ma tajemnicze moce. Nie zważając na zakazy dociekania tych informacji od swojej nowej opiekunki prawnej, u której Devon mieszka.

Jest też zła postać w postaci ducha złego czarownika Jacksona Muira, który to kryje się pod różnymi postaciami i usiłuje uwolnić wszystkie demony, by wykorzystać je do własnych celów. A Jackson nie przestaje szukać sposobów, by przekonać chłopca, do otworzenia portalu. I aby dać mu do zrozumienia, że go nie pokona.

W książce mamy też do czynienia z drobnym wątkiem miłosnym między Devonem, a córką opiekunki - Cecily. Jest to rówieśniczka Devona i chodzą razem do szkoły (no i mieszkają pod jednym dachem). Mimo, że jest miłą dziewczyną, otwartą i przyjazną, to działała mi też na nerwy. Dlaczego? Bo tak jak jej matka udawała, że niczego dziwnego na Dworze nie dostrzega, żadnych duchów i krzyków, a najłatwiej jest przecież powiedzieć komuś, że ma przywidzenia i paranoje niż przyznać, że widzi to samo.

Czarodzieje Skrzydła Nocy to opowieść nie tylko o tajemnicy, lecz również i o tym, że wiara czyni cuda. Wystarczy uwierzyć i być pewnym siebie, aby pokonać zło kryjące się w ciemności.

MOJA OCENA: 6/10


Komu polecam:


- początkującym czytelnikom

- lubiącym tajemnice i wątek walki ze złem

- miłośnikom poszukiwania prawdy o głównym bohaterze

- szukającym luźnej lektury na jeden wieczór.


Podsumowując, jest to powieść skierowana do młodszego czytelnika, lecz w ramach odskoczni od cięższej lektury powinna się sprawdzić. I nie jest to nic wybitnego, ale czytało się ją całkiem przyjemnie i szybko. Z tyłu napisano, że jest to skrzyżowanie Harrego Pottera z serialem Buffy. Chociaż nie czytałam HP i nie oglądałam tego serialu, to jednak nieco śmiem wątpić w to porównanie. Ale przekonajcie się sami.


A wy czytaliście książkę Geoffreya Huntingtona? Jak się wam podobała? Piszcie o tym w komentarzach. I wybaczcie, że w niedzielę, żaden post się nie ukazał - staram się z całych sił przeczytać książkę z Book tour'a Miłość i aspiryna. Niedługo też się pojawi jej recenzja, by opowiedzieć wam o moich wrażeniach.

Trzymajcie się cieplutko w te jesienne dni i życzę wam zaczytanego tygodnia :)


Udostępnij ten wpis

Powrót do Akademii - Richelle Mead "W szponach mrozu" | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie ;)


Dziś postanowiłam do was zawitać z kolejną recenzją. Recenzją drugiej części serii, która pochłonęła mnie tak samo jak pierwsza i którą przeczytałam w jeden dzień. I była to fantastyczna przygoda. A mowa tu o drugiej książce z serii Akademia Wampirów, a książka, którą przeczytałam było W szponach mrozu autorstwa Richelle Mead. Postaram się, aby recenzja nie zawierała spojlerów do pierwszej części. Więc zaintrygowanych zapraszam.

Akcja ma miejsce trzy miesiące po wydarzeniach opisanych w pierwszej części. A jeśli nie czytałeś (-aś) recenzji pierwszej części, to możesz przeczytać ją TUTAJ, do czego serdecznie namawiam :)

Rose Hathaway ma przejść egzamin u jednego z najlepszych strażników, na który ma ją zawieźć jej mentor, Dymitr. Gdy docierają na miejsce, coś jest nie tak. Wszyscy mieszkańcy tego domu [moroje wraz z ich strażnikami] zostali zabici. To sprawia, że wszyscy martwią się o swoje życie i rodziny. I w związku ze zbliżającą się przerwą świąteczną nikt nie jedzie do domu. Jednak wszyscy uczniowie i opiekunowie, wraz z ich rodzinami udają się do kurortu narciarskiego, by zapomnieć o tragedii jaka miała miejsce. Lecz nie jest tak cukierkowo. Dymitr, w którym podkochuje się Rose, spotyka się z inną kobietą, a jej przyjaciel Mason też liczy na coś więcej. Jak się to wszystko potoczy? Czy Rose i Mason będą razem? Czy Rose zapomni o Dymitrze? Jakie niebezpieczeństwo czyha na naszych bohaterów? Tego wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu W szponach mrozu Richelle Mead.

Jest to druga część serii Akademia Wampirów. Jednak jeśli komuś zdarzy się nieco pozapominać co się stało i jak rozróżnić moroje i dampiry od strzyg. W prologu wszystko jest omówione, główne różnice i nie ma się czym martwić. Autorka też przypomina nam nieco rozwiązanie sprawy z pierwszej części.

Tak jak w poprzedniej części, mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową. Dowiadujemy się o jej uczuciach i widzimy wszystkie wydarzenia z jej punktu widzenia.

Za bardzo nie będę się rozpisywała o bohaterach, bo są tacy sami. Jednak poznajemy jeszcze jednego bohatera, moroja Adriana Iwaszkowa. Jest postacią uważaną za nieco podejrzaną. Dlaczego? Bo dużo pije i pali papierosy. Jednak ma w końcu ponad 20 lat (nie pamiętam dokładnie ile). Dość często znajduje się w towarzystwie Rose i Lissy - morojki i przyjaciółki Rose.

Ogromną zaletą tej powieści są silni bohaterowie. A każdą stronę tej książki pochłania się z niesamowitą prędkością. A w pewnym momencie okazuje się, że to już koniec. Tę część również przeczytałam jednego dnia. Jest to książka młodzieżowa, przy której miło możemy spędzić czas. Dlaczego? Bo nie jest jakoś szczególnie wymagająca. Możemy się dzięki niej oderwać od nieprzyjemnych myśli czy od innych męczących lektur.


MOJA OCENA: 8,5/10


Komu polecam?:


- lubiącym opowieści o wampirach,

- miłośnikom bohaterów silnych

- tym, którzy lubią, gdy główna bohaterka zdaje sobie sprawę ze swojej urody,

- poszukującym lekkiej lektury na jeden wieczór.


A wy czytaliście Akademię Wampirów? Jak się wam podobały? Opowiedzcie o tym w komentarzach. A jeśli recenzowaliście tę książkę, to możecie zostawiać linki, chętnie do nich zajrzę :)

Życzę wam zaczytanego i udanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

"Nigdy nie wiadomo, kogo masz za plecami" - Richelle Mead "Akademia Wampirów" | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie ;)


Dziś mam zaszczyt porozmawiać z wami o książkach. Bo jakże by inaczej. Ale wybrałam sobie jedną, która niesamowicie mnie wciągnęła do swojego świata i nie chce wypuścić. I ciągle prosi - czytaj dalej, bierz się za następne części. I jeszcze trochę, a ulegnę. I to książka o wampirach. Nie, nie będziemy mówić o Zmierzchu - nigdy go nie czytałam i nie wiem, czy kiedykolwiek to uczynię. Dziś porozmawiamy o świecie wykreowanym przez panią Richelle Mead, a konkretniej o Akademii Wampirów.

Mamy do czynienia z trzema rasami wampirów: moroje, damiry i strzygi. Już wam wyjaśniam, o co chodzi. Moroje są wampirami czystej krwi, Dampiry są w połowie ludźmi i nie muszą żywić się krwią, aby normalnie funkcjonować (w przeciwieństwie do morojów). Są jeszcze Strzygi - są to nieśmiertelne wampiry, bardzo silne i niebezpieczne dla dwóch poprzednich ras, jakie wam wymieniłam. Strzygi mogą wybrać taki los lub zostać do tego zmuszone.

Dampiry są strażnikami morojów i aby móc ochronić podopiecznego moroja, dampiry uczą się i trenują w Akademii Świętego Władymira. A moroje uczą się tam, jak panować nad swoimi nadnaturalnymi darami. Właśnie stamtąd uciekły dwie najlepsze przyjaciółki - Lissa i Rose. Lissa (pełne imię to Wasylisa - od razu mam skojarzenie z kurą z pewnego polskiego filmu) jest księżniczką i morojem, a Rose jest dampirem i chroni swoją przyjaciółkę. Jednak zostają one złapane i zabrane ponownie do Akademii. A jak to wiadomo, w szkole z internatem mogą dziać się różne rzeczy. Dziewczyny zostają rozdzielone. Rose ma ponadto zakaz uczestnictwa w imprezach szkolnych. Jednak  przyjaciółki łączy telepatyczna więź. Czy Lissie grozi niebezpieczeństwo? Jakie ploteczki krążą w internacie? Jak działa więź? Przeczytajcie, a się dowiecie.

Powieści o wampirach jest już na prawdę dużo na rynku. Jednak czytając Akademię... nie czujemy zrezygnowania czy złości, że oto mamy kolejną powieść o wampirach z wątkiem romantycznym. Jednak to, co czyni ją niezwykłą, to bohaterowie.

Występuje tu narracja pierwszoosobowa i wszystkie zdarzenia są opisywane z perspektywy Rose Hathaway, głównej bohaterki. Wraz z nią przeżywamy rozterki, przez więź widzimy i czujemy jakie emocje targają Lissą. Śledzimy też szkolne ploteczki i szybkość ich rozchodzenia się w szkole z internatem.

Rose jest dampirem i szkoli się na opiekuna. Jest postacią bardzo barwną. Nie jest słabą biedną dziewczyną, lecz dziewczyną z charakterem. Jest nieco zbuntowana lecz jest też wierną i oddaną przyjaciółką Lissy, w której obronie zawsze jest w stanie stanąć. Lubi być w centrum wydarzeń i lubi spotykać się z chłopakami. Ciężko trenuje, przed i po zajęciach nadrabia zaległości wraz z jednym z Opiekunów, Dymitrem. Rose dąży do celu, jakim jest bycie strażniczką Lissy. Te wszystkie cechy sprawiają, że Rose jest moją ulubioną bohaterką.

Lissa Dragomir natomiast jest przeciwieństwem swojej przyjaciółki. Jest dziewczyną cichą i spokojną. Jest następczynią tronu i czuje z tego powodu niemałą presję. Nie wychyla się i znosi obelgi skierowane pod jej adresem. A gdy trzeba broni swojej przyjaciółki przed innymi. Ma też moc, o której się nie mówi i potrafi z niej korzystać, by osiągnąć swój cel. Lecz nie zdradzę wam co to są za umiejętności. Sięgnijcie po książkę, bo na prawdę warto.

Dymitr jest Opiekunem i Strażnikiem Lissy odkąd przyjaciółki zostały z powrotem zabrane do Akademii. Jest opanowany i cierpliwy. Pomaga Rose w nadrobieniu zaległości, gdyż ta po ucieczce przestała trenować. Podoba mu się Rose, a jej podoba się jej mentor (o ile można tak rzec). Jednak wszelkie uczucia między nimi są zakazane. Dlaczego? Bo wtedy zamiast moroja chroniliby siebie wzajemnie.

Książkę czyta się szybko. Ciągle chcesz więcej i więcej, a potem się orientujesz że to już koniec. Jest to książka lekka. Pochłonęłam ją w dwa dni, chociaż gdyby dobrze poszło, to mogłabym tylko jednego dnia. Lecz niestety czytam powoli. Czytałam też inną książkę tej autorki, lecz nie szło mi tak szybko jak z tą.

Niewątpliwym atutem tej powieści są bohaterowie - bardzo wyraziści, a najbardziej lubię 'zadziorną' Rose i przyjaźń między dziewczynami. I wiem, że na pewno będę kontynuowała tę serię, już się nie mogę doczekać lektury kolejnych części.

MOJA OCENA: 8/10


Komu polecam?

- osobom lubiącym wampiryczne tematy,

- osobom lubiącym czytać książki, których akcja rozgrywa się w szkole z internatem,

- szukającym lekkiej lektury,

- czytelnikom lubiącym wątek zakazanej miłości między nauczycielem a uczennicą,

- lubiącym zbuntowanych głównych bohaterów.


Napiszcie w komentarzach czy czytaliście Akademię Wampirów i jakie były wasze wrażenia. Jeśli recenzowaliście tę książkę, możecie tu pozostawić swoje linki. Powiedzcie też, kto jest waszą ulubioną postacią? A może czytaliście też inne książki tej autorki? Jak wam się podobały? Czekam na wasze wypowiedzi w komentarzach.

Życzę wam Zaczytanej Niedzieli :) 


Udostępnij ten wpis

"Raz kozie śmierć. No, może dwa" - John Corey Whaley "Chłopak, który stracił głowę" | recenzja

Witam wszystkich serdecznie ;)


Dziś chcę opowiedzieć wam o książce, która była intrygującą i irytującą zarazem. To znaczy, jeden bohater mnie irytował, choć jednocześnie rozumiałam jego postępowanie w pewnym stopniu. Wiem, że to brzmi co najmniej dziwnie, ale no cóż :) Panie i Panowie, zapraszam na recenzję powieści "Chłopak, który stracił głowę" autorstwa Johna Corey'a Whaley'a.

Travis to szesnastolatek. Bardzo chory nastolatek, gdyż stwierdzono u niego białaczkę limfoblastyczną. I zdaje się, że nie ma dla niego ratunku. Jednak pewnego dnia przychodzi do niego lekarz i oznajmia mu, że jest jeszcze nadzieja. A jedyne co musi zrobić, to wyrazić chęć do udziału w eksperymencie. Na czym on polega? Kriogenika, czyli przeszczepią jego głowę do ciała innej osoby. Travis Coates stwierdza, że nie ma w sumie nic do stracenia i się zgadza. Jedynym haczykiem jest to, że nie wiadomo, kiedy to może się odbyć. Pewnego dnia dochodzi do operacji. A potem się budzi. Z nowym ciałem i okazuje się, że minęło...5 lat. A jego dziewczyna...Cóż, okazuje się, że ma narzeczonego. Travis musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, bo przed zabiegiem widział się ze wszystkimi - swoimi rodzicami, dziewczyną Cate, przyjacielem Kyle'em. O tym, jak się w tym odnajdzie, jak się potoczą się jego losy, jak inni reagują na jego osobę i czy Cate do niego powróci dowiecie się sami - gdy ją przeczytajcie .

Wszyscy czasem udajemy, prawda? Wierzymy w rzeczy niemożliwe, żeby jakoś przetrwać, kiedy życie staje się nieznośnie ponure. I cóż... To, co zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, zazwyczaj rzeczywiście nie nadchodzi. A jeśli jednak nadejdzie - możecie mi wierzyć - udawanie robi się o wiele trudniejsze.

Możecie mi teraz powiedzieć, że książek o chorobach jest wiele. Ale nie wmówicie mi, że są takie, gdzie choremu przeszczepiają głowę do zdrowego ciała będące dawniej ciałem innego człowieka. Nie powiecie mi, że taka książka już była.

Historia jest opowiadana przez Travisa Coates'a, głównego bohatera powieści. Narracja jest pierwszoosobowa. Akcja dzieje się dość powoli i dotyczy głównie tego jak chłopak radzi sobie w świecie po operacji, gdzie minęło już pięć lat, a wszystko to, co znał do tej pory nie jest już takie samo.

Ludzie nie lubią stawać twarzą w twarz z czymś, czego nie rozumieją.

Travis opowiada nam o różnych zdarzeniach z przeszłości ale też i teraźniejszości. Chłopak snuje mnóstwo przemyśleń o życiu, śmierci i to jest nawet nieco niepokojące, że szesnastolatek czyni takie głębokie refleksje. Jest zabawny i stara się nie wzbudzać większej uwagi. Chce, by wszystko było takie, jak przed pięciu laty, by świat zatrzymał się wraz z nim. I ciągle kocha Cate, swoją dawną dziewczynę i stara się ją odzyskać. Było to dla mnie niesamowicie irytujące, bo nie chciało do niego dotrzeć, że ktoś mógł już sobie ułożyć życie, w którym dla niego jest nieco mniej miejsca. Jednak też rozumiem po części jego motywy. I to jest właśnie dość nieznośne uczucie.

Rodzice Travisa są niezwykle troskliwi i cieszą się z jego wybudzenia, nieustannie się wzruszając. Bo to tak jakby umarł i przyszedł do nich z powrotem. W końcu nie było go przez pięć lat. I choć bardzo się starają, to mają przed głównym bohaterem tajemnicę. Dość zaskakującą. Lub nie. Byłam nieco w szoku, ale szczęka nie opadła mi do podłogi. Nie liczcie, że powiem wam, o co chodzi.

Może dla niektórych ludzi udawanie to jedyna recepta na szczęście.

Przyjaciele chłopca, Kyle i Cate, są już studentami. No i są starsi już od Travisa. Chłopak nie może się pogodzić też z tym, że przez dosyć długi czas jego dawni przyjaciele się nie odezwali do niego. Zmienili się też nieco. Lecz wszyscy musieli oswoić się z nową sytuacją. Ale jednak pomimo swoich problemów chcą dalej przyjaźnić się z osobą, z którą musieli się rozstać na pięć lat. Jednak oni byli elementem, który podobał mi się najbardziej. I trochę był mi ich mało w tej historii.

Można było spotkać się z różnymi podejściami do Travisa i zabiegu, jaki został wykonany. Bardzo długo był obiektem mediów, gdyż był drugą osobą po tej skomplikowanej operacji. Bardzo wiele osób chciało zobaczyć i dotknąć jego blizny. A w szkole wzbudza niemałą sensację. Ale też dostaje listy. Od ludzi, którzy mają go za cud i od takich, którzy uważają, że nie powinno go być. Różne, różniste.

Język powieści jest lekki, rozdziały krótkie, a tytuł rozdziału to jednocześnie ostatnie słowa z poprzedniego. Ciekawe, prawda? I całkiem często możemy tu zetknąć się z refleksjami na temat życia, śmierci i innych spraw. Można wypisać całkiem sporo cytatów. Serio. Zakończenie ma formę otwartą. Można samemu dopowiedzieć sobie jak potoczy się życie Travisa.

Zrozumiałem, że nieważne, jak często się z kimś spotykacie albo rozmawiacie, nie ważne jak dobrze go znacie albo nie znacie, zawsze zajmujecie w jego życiu jakieś miejsce, którego nie da się zastąpić po waszym odejściu.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że wizja takiej operacji jak Travisa nie jest aż tak odległą wizją. Dlaczego? Bo w przyszłym roku ma odbyć się taka operacja pewnego Rosjanina. Sama jestem ciekawa, czy zabieg przebiegnie pomyślnie, bo to pierwsza taka operacja.

MOJA OCENA: 7/10

Komu ją polecam?:


- wielbicielom powieści młodzieżowych,

- osoby, które nie boją się tematów transplantacji, choroby

- jeżeli lubisz, kiedy bohater musi odnaleźć się w nowym świecie

- gdy szukasz bohatera z 'głową na karku',

- jeżeli lubisz, gdy postać wywołuje w tobie skrajne emocje,

- jeżeli szukasz świeżego powiewu w obyczajówkach

Może powieść nie jest szczególnie odkrywcza, ale pokazuje, że czasem aby coś zrozumieć, potrzeba czasu.


A wy czytaliście już tę książkę? Jakie są wasze wrażenia z lektury? Jakie odczucia wzbudzał w was Travis? A może lekturę tej książki macie w planach? Piszcie w komentarzach :) Jeśli ją recenzowaliście, to również możecie tu zostawić linki ;)

A teraz życzę wam Zaczytanego Weekendu Moliki Książkowe :)


Udostępnij ten wpis

Oreo smażone w głębokim tłuszczu, Elliott Smith i Coming Out - Becky Albertalli "Simon oraz inni homo sapiens" | recenzja

Witam serdecznie wszystkie Moliki Książkowe :)


Mimo, że jest lato i wakacje chciałabym was zabrać do szkoły. Wiem, że to okropne przerywać wam wasz wakacyjny wypoczynek i w sierpniu stale przypominać o szkole (taka ja zła). Lecz to tylko wyprawa książkowa, więc nie martwcie się. Uczyć się nie musicie. Chyba, że tolerancji. Ostatnio pochłonęłam (tak, to bardzo dobre określenie) książkę Simon oraz inni homo sapiens autorstwa Becky Albertalli i tym się chciałam wam pochwalić. I podzielić się wrażeniami odnośnie tej książki. Zaintrygowanych zapraszam :)

Więc zacznijmy od tego, o czym ta książka jest. Otóż książka ta opowiada o nastolatku imieniem Simon, który jest gejem. Lecz jego wielki Coming Out jest stale przed nim. Drogą mailową koresponduje z Blue, chłopakiem, który uczy się w jego szkole, lecz nie znają swoich tożsamości. Choć pewnego dnia zdawałoby się, że wszystko jest okay, okazuje się, że jeden z jego znajomych z koła teatralnego zobaczył jego korespondencję i szantażuje go. W zamian za milczenie oczekuje od niego by pomógł mu się zbliżyć do pewnej dziewczyny. Co zrobi Simon? Czy powie innym o swojej orientacji? I czy dowie się kim jest Blue? Tego możecie dowiedzieć się po przeczytaniu tej cudnej książki.

Pomysł na fabułę jest dobry. To jest świetna książka z musicalem w tle. Książka, w której opisywana jest zakochiwanie się w sobie dwóch chłopaków, nie jest już tak bardzo świeżym pomysłem. Jednak humor i odnajdywanie siebie jest jak najbardziej mile przeze mnie czytaną opowieścią.
Wszystko rozgrywa się w sposób spójny i logiczny. I choć może nie dzieje się zbyt wiele, bo w końcu to szkoła, małe dramaty i radości bohatera i jego świat. Nie oznacza to jednak opowieści nudnej.

Historia jest opowiadana z perspektywy Simona, głównego bohatera tej opowieści. Lecz mamy możliwość przeczytania korespondencji Simona i Blue, które z czasem stają się gorętsze. Wiemy, co przeżywa chłopak w danej chwili i jak czuje się w różnych sytuacjach. A to pozwala nam jeszcze bardziej polubić głównego bohatera.

Simon Spier, bo tak dokładnie się nazywa jest uczniem liceum. Jest członkiem koła teatralnego i w chwili, gdy go poznajemy wraz z grupą są w trakcie przygotowań do musicalu. Łatwo nawiązuje przyjaźnie i jest osobą lubianą w szkole. Jest zabawny i jest gejem. Lecz nikt, poza Blue o tym nie wie. Simon jest bohaterem, którego nie da się nie lubić. Przynajmniej w moim odczuciu. Możemy przeżywać razem z nim wszystkie wydarzenia i emocje, jakie towarzyszą mu w trakcie trwania zajęć czy też poza szkołą. Ja chciałabym się z nim zaprzyjaźnić.
Pozostali bohaterowie są wykreowani dobrze, ich zachowania są wiarygodne, jednak część z postaci niesamowicie mnie irytowała. Rozumiem ich postępowanie, ale po części uważam, że czasem ich reakcje były nieco przesadzone. Bohaterowie są różnorodni. Mamy do czynienia z bohaterami czarnoskórymi ale też i o odmiennej orientacji. Lecz autorka pokazuje, że nie wszyscy są tak tolerancyjni na odmienność orientacji seksualnej. Właśnie ten nieprzesłodzony przekaz, w którym nie wszyscy są tak wyrozumiali podoba mi się najbardziej. Jest to tak bardzo realistyczne i za to pragnę podziękować pani Albertalli. Za to, że świat, który stworzyła nie jest aż tak cukierkowy.

Język opowieści jest lekki i przyjemny, co sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Może nie wciąga od pierwszej strony, ale gdy się już wkręcisz, to nie chcesz opuszczać tego świata. Opowieść jest przyjemna i za każdym razem, gdy ją odkładasz ciągle chcesz powtarzać, jakie to wszystko słodkie i urocze. Chociaż nie wszystko takie jest. Uwielbiam humor tej książki. Czytając ją w oczekiwaniu na wizytę u lekarza ciągle miałam na twarzy uśmiech, a ludzie wokół patrzyli na mnie jak na głupią i zapewne zastanawiali się, co może być takiego w tej książce. Simon oraz inni homo sapiens to książka na jeden raz, być może do niej wrócę, dla samego humoru, jaki jest w tej książce i dla polepszenia samopoczucia. Książka w sam raz na lato z lekką fabułą. I spełniła moje oczekiwania, bo po prostu chciałam nieco oderwać się od klimatów fantastyki. Jestem w pełni usatysfakcjonowana.

To bardzo denerwujące, że heteroseksualizm jest orientacją domyślną (tak samo zresztą jak biały kolor skóry), a jedyni ludzie, którzy muszą myśleć o swojej tożsamości to ci, którzy do niej nie należą. Hetero też powinni mieć swój coming out, a im bardziej żenujący i wstydliwy, tym lepiej. Zakłopotanie powinno być elementem koniecznym.

Chciałabym też podkreślić, jak ładna jest okładka. Lubię czerwony kolor, kocham tę okładkę. Jest urocza tak jak ta książka i bohaterowie.

Wcześniej wspomniałam, że książkę pochłonęłam. Tak, mogę tak powiedzieć, bo jej lektura zajęła mi  jakieś dwa dni. Choć równie dobrze mogła zająć tylko jeden. To książka lekka, przyjemna i z niesamowicie uroczą fabułą. Bardzo przyjemnie spędziłam przy niej czas.

To, co mi się podobało to przede wszystkim główny bohater i wątek z Blue, przedstawienie ich relacji, maili i to, jakie to wszystko jest...niewinne. Uwielbiam rodzinę Spierów, choć jest nieco porąbana...to znaczy nietypowa, gdzie wszystko jest wielką sprawą. Uwielbiam niemalże wszystko w tej książce. Część postaci mnie irytowała, lecz da się to znieść.

Komu ją polecę? Przede wszystkim wszystkim tym, którzy szukają lekkiej opowieści na lato, bo to książka w sam raz na tę porę roku, polecam ją również jako pewną odskocznię po przeczytaniu książki z cięższą tematyką. Simon... okaże się również dobrym wyborem dla tych, którzy przy książce chcą się nieco pośmiać. Dobra też będzie dla początkujących czytelników. Nie ma w niej scen erotycznych, więc nie musicie się bać o jakieś opisy. Bo takowych nie ma.

MOJA OCENA: 8/10

Książka pozostanie w moim serduszku z jak najbardziej cudownymi wspomnieniami. Za możliwość jej przeczytania chciałabym podziękować Marcie Oakiss z bloga Secret Books oraz kanału Martha Oakiss, której zakończyło się miejsce w biblioteczce i od której kupiłam tę książkę i jeszcze jedną, ( i znalazłam w jednej z nich taką zakładkę) o której opowiem jeszcze pod koniec sierpnia. A wam dziękuję, że zostaliście do końca.

Powiedzcie, czy wy też czytaliście tę książkę i jak wasze wrażenia? Jeśli ją recenzowaliście to zostawcie link w komentarzu, na pewno wpadnę i poczytam :)

A teraz życzę wam Zaczytanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

Porwanie, Trolle i inne nieszczęścia - "Porwana Pieśniarka" Danielle L Jensen | recenzja

Witam wszystkich bardzo serdecznie :)


Dziś przenosimy się do świata, w którym to, co słyszeliśmy w legendach okazuje się być tylko legendą. Świat skryty pod górą, gdzie zdaje się, że nic i nikt nie ma prawa tam istnieć. Świat, do którego wyprawa jest bardzo niebezpieczną przygodą i możesz stać się pożywieniem dla stworów kryjących się w ciemności. Panie i Panowie, zapraszam na recenzję "Porwanej Pieśniarki" autorstwa Danielle L Jensen.


Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.