Liebster Blog Award #6

Witam wszystkich bardzo cieplutko :)


Kończy się grudzień, a co za tym idzie - kończy się również i 2016 rok. W związku z tym, że Zaczytana Wiedźma nominowała mnie do tego jakże zaszczytnego tagu - Liebster Blog Award. Tym razem odpowiadam na nominację już po raz szósty.I ostatni w tym roku.

Jeszcze krótko przypomnę, czym tak właściwie jest Liebster Blog Award. Otóż jest to tag, do którego wykonania nominuje Cię inny bloger, który uznał twoją pracę nad blogiem jako dobrą, rzetelną :) Odpowiada się na 11 zadanych pytań, a później należy stworzyć własne 11  pytań a do odpowiedzi na nie nominować kolejnych 11 blogerów., przy czym nie można nominować osoby, która nominowała Ciebie :)

Udostępnij ten wpis

Książkoholik się tłumaczy...z listopada i grudnia :) Wyniki konkursu

Witam was bardzo gorąco w ten grudniowy świąteczny wieczór :)


Mam nadzieję, że miewacie się dobrze, że wasze brzuchy nie są obolałe od jedzenia, że uśmiech gości na waszych twarzach z których zniknęły ślady wszelkich trosk i niepokojów. A ja, z racji świąt i nie tylko postanowiłam wam opowiedzieć o książkach - jak zawsze zresztą. Lubię mówić o książkach i nie da się tego ukryć. Jednak przejdźmy do rzeczy!


Pomyślałam, że opowiem wam o książkach, jakie sprawiłam sobie w prezencie - bo któż lepiej ode mnie wie, jakiego książkowego pocieszenia potrzebuję :) Od rodziny nie otrzymałam książek, ale to nie znaczy, że takiego prezentu nie mogę sprawić sobie sama. Nie mówiłam wam, co zakupiłam w listopadzie więc poczynię to teraz.

Udostępnij ten wpis

KONKURS i ROZDANIE #1 :) [ZAKOŃCZONY]

Witajcie Moi Mili :)


Nie było mnie tu całkiem sporo czasu. Studia, zaliczenia, kolokwia pochłonęły mnie ostatnio do tego stopnia, że nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie książek. Niestety, zdarza się, a zwłaszcza tym, którym zachciało się studiowania. Nieważne. Witam was w ostatnim miesiącu tego roku - grudniu. Mikołajki są już za nami, a i Mikołaj już sprawdza listę kto był grzeczny, a kto nie. A wy byliście w tym roku? :)



Udostępnij ten wpis

Smerfowy Tag Książkowy

Witam wszystkich cieplutko :)


Dawno nie było tutaj żadnego książkowego tagu, więc dziś, nie uwierzycie, będzie książkowy tag. Takie zaskoczenie. A że ostatnio myślałam o smerfach (czy wspominałam już, że często hasam myślami nie wiadomo gdzie i nie wiadomo jak daleko? :) ) to mój wybór padł na Smerfowy Tag Książkowy. Zapraszam :)




Udostępnij ten wpis

Miłość od pierwszej książki czyli o...ulubionych autorach

Witam was bardzo cieplutko :)


Za oknami śnieg, lekki mrozek i grające gdzieś w tle piosenki Mariah Carey All I want for Christmas, myśli o świętach gdzieś kołaczące się w głowie...Do świąt zostało jeszcze troszkę czasu, ale ja tu nie o tym. Mamy całkiem miłą pogodę (bo bardzo lubię śnieg i zimę, a w Suwałkach są same niedźwiedzie), więc czemu by nie porozmawiać dzisiaj o całkiem miłych tematach? Porozmawiajmy dziś o ulubionych autorach.

Dokładnie tak. Opowiem wam dziś o kilku autorach, którzy urzekli mnie swoim piórem. Pytanie o ulubionych autorów pojawia się dosyć często przy nominacjach do LBA, a tam nie można się zanadto rozpisywać, bo zwyczajnie zniechęcilibyście się do czytania moich wypocin. Dlatego też postanowiłam poświęcić pisarzom i paniom pisarkom bliskim memu serduszku trochę więcej czasu, więc o nich będzie dzisiejszy post. Oto przed wami lista 10 moich ulubionych autorów książek.

Udostępnij ten wpis

O miłości, biedzie i wielkich nadziejach - Charles Dickens "Wielkie nadzieje" | recenzja

Witam was bardzo cieplutko :)


Dzisiaj przybywam do was z recenzją. Bo dlaczego by nie? Dawno nie było recenzji. Lecz nie ocenię tej książki, jak zazwyczaj. Dlaczego? Bo to klasyka, a ja chyba nie mam w zwyczaju oceniać takich dzieł. A dziś opowiem wam o Wielkich nadziejach autorstwa Charlesa Dickensa.

Jak zapewne wiecie, w miesiącu październiku postanowiłam realizować Wyzwanie Czytelnicze Rory Gilmore. I wybrałam tę powieść zupełnie nie wiedząc o czym jest. Nie mówi się o tej książce zbyt wiele, przynajmniej ja do tej pory nie słyszałam, aby ktoś się na jej temat wypowiadał. Więc pozwólcie, że sama to uczynię. I jeżeli nie będę pierwszą osobą, to mam nadzieję, że będę jedną z pierwszych. A nawet jeśli to nie, to nie wyprowadzajcie mnie z tego (mylnego) przekonania. Czasem dobrze jest się nieco pooszukiwać.

Udostępnij ten wpis

Liebster Blog Award #5

Witam was wszystkich niezmiernie ciepło :D


Dziś po raz kolejny będę szczycić się tym, że ktoś docenił moje starania tutaj, na blogu i postanowił mnie nominować do Liebster Blog Award. Tymi ktosiami są dziewczyny z bloga Biblioteka tajemnic, czyli Sassy Girl i Koala. Dziewczyny od niedawna zaczęły przygodę z blogowaniem i dobrze sobie radzą, a żebyście i wy mogli się o tym przekonać zostawiam wam link do ich bloga [tutaj].



Więc, aby nie przedłużać odpowiem na pytanka. Jeśli jesteście ciekawi - nie krępujcie się i czytajcie dalej ;) Zachęcam wręcz ;)

Udostępnij ten wpis

Czytelnicze podsumowanie października :) + TBR na listopad

Witam was bardzo ciepło :)


Mamy już listopad. Jest to szczególny miesiąc, kojarzący się głównie ze smutkiem i z wydarzeniami historycznymi. Już niedługo w sklepach na miejscach zniczy pojawią się w sprzedaży czekoladowe Mikołaje, kalendarze adwentowe i reklama Coca Coli. No i prześciganie się stacji radiowych w tym, kto pierwszy zagra Last Christmas zespołu Wham!

Chyba zbyt daleko odpłynęłam myślami, więc powracam. Listopad to miesiąc po październiku, a z racji tego, że już listopad nastał, czas podsumować czytelniczy październik. Więc do dzieła.

Przy okazji podsumuję też Czytelnicze Wyzwanie Rory Gilmore, którego postanowiłam się podjąć. Bo w sumie przeczytałam głównie książki związane z tym wyzwaniem.

Udostępnij ten wpis

Książkoholik się tłumaczy...czyli książkowe zakupy października

Witam was wszystkich tak ciepło, jak tylko potrafię :)


Dawno mnie tutaj nie było, a wszystko to przez pewne życiowe zawirowania, drobne osobiste problemy. Mała ilość literatury w tym miesiącu spowodowana brakiem czasu, głównie przez studia, sprawiły, że zniknęłam stąd na ponad tydzień. Mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie. Nie musicie, ale miło by było. A na zachętę pokażę wam, jakie książki przywędrowały do mnie w tym miesiącu.



A więc tak, około miesiąc temu zdecydowałam się na zakup książek. I dopiero w piątek do mnie one dotarły. Tak, czekałam na nie bardzo długo. Ważne jednak, że mam je w końcu u siebie. Cieszcie się więc razem ze mną :) Do tego też muszę wliczyć książkę, którą już przeczytałam i podałam dalej w akcji BOOKTOUR z blogiem JESZCZE TYLKO ROZDZIAŁ, (i zapraszam was na bloga Magdy --> [link])  a mowa tu oczywiście o książce Małgorzaty Kursy Miłość i aspiryna, a jej recenzję znajdziecie klikając tutaj.

Udostępnij ten wpis

O miłości po sąsiedzku - Małgorzata J. Kursa "Miłość i aspiryna" | recenzja

Witam was wszystkich cieplutko :)


Trochę jestem nieobecna na tym blogu, ale cóż poradzić, mam mnóstwo spraw, które ostatnio zaprzątają mi głowę, lecz mam nadzieję, że mi wybaczycie. Tak jak tłumaczyłam wam na moim Facebooku - studia i Book Tour nieco mnie pochłonęły ale mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.


Dziś chcę wam opowiedzieć o książce, którą przeczytałam w ramach Book Touru (nie wiem, czy ta odmiana jest poprawna) z blogiem Jeszcze tylko rozdział, którego wam polecam oraz Wydawnictwem Lucky i ich nowością wydawniczą, gdyż książką tą była Miłość i aspiryna czyli najnowsza powieść Małgorzaty J. Kursy. Czy warto po nią sięgnąć, za chwilę wam opowiem.

A więc zacznijmy od początku czyli od tego o czym ta książka jest. A mianowicie żyje sobie dwóch bohaterów: Marta i Michał. Znają się od dziecka i nawet mieszkają obok siebie, i od lat byli dla siebie przyjaciółmi. Nie pamiętają swojego pierwszego spotkania, ale z relacji ich rodziców wiedzą, że poznali się w piaskownicy, a dwuletnia Marta wysypała wiaderko piasku na głowę dwuletniemu Michałowi. Uczą się w tych samych klasach i zdaje się, że wszystko było sielankowe. Jednak skrycie każde z nich odczuwa coś więcej niż tylko przyjaźń. I oczywiście uważają, że jedno na drugie nie zwraca uwagi. I może by to tak wszystko trwało, gdyby nie to, że po powrocie Michała z Kanady, Marta wpada mu prawie pod koła. Los ponownie ich ze sobą spotkał. Lecz tym razem chłopak nie odpuści i zamierza zdobyć ukochaną dziewczynę. Czy mu się uda? Czy wyjawią sobie uczucia, jakimi darzyli do siebie nawzajem? Czy może jednak nic z tego nie wyniknie? Nie powiem wam o tym. Przeczytacie, a się dowiecie.

Jest to powieść o miłości - jak można wywnioskować z tytułu, lecz jest też opowieścią o ludziach. Taka obyczajówka. Bo poza opisem scen rozgrywających się pomiędzy Martą i Michałem, są też wątki przemocy w rodzinie, jedna z bohaterek pochodzi z Domu Dziecka. A i mamy również do czynienia z wątkiem, w którym to ojciec jednego z bohaterów jest stawiającym wymagania i gdzie nikt nie ma prawa sprzeciwu (skoro ojciec jest prawnikiem, to i jego dzieci muszą studiować prawo).

Opowiem wam nieco o bohaterach tej powieści. Otóż Marta jest dziewczyną bardzo energiczną, ale też i wybuchową (nie lubi, gdy jej się coś narzuca). Jest drobna, ma zaledwie 155 cm wzrostu. Jest bardzo towarzyska, określana nawet jako maskotka, ale też bardzo chętnie pomaga innym. Jak już wspomniałam dość łatwo wpada w gniew. Jest całkiem sympatyczną postacią. Jednak trochę mnie jakby dziwiły jej 'zdolności', konkretniej tu o intuicji. Marta czuje, że dzieje się coś złego ---> sprawdzają to, i... faktycznie dzieje się jakieś zło. Marta wróży z dłoni - bach, i się wszystko sprawdza. Mimo, że polubiłam tę dziewczynę, to jednak zaczęła mnie ona pod koniec irytować. No tak jakoś miałam. Tak cukierkowo. Martusia też jest świetną kucharką i udowadnia to wszystkim przy każdej możliwej okazji. Boi się, że zostanie zraniona i wykorzystana.

A teraz opowiem wam o Michale. No cóż, po za tym, że od lat jest beznadziejnie zakochany w Marcie to jest właścicielem sklepu komputerowego. Po liceum dostał wezwanie do wojska. Później wyjechał do Kanady, by zapomnieć o swojej pierwszej miłości. Jest chłopakiem zdeterminowanym i dążącym do celu. Przez 9 lat Marta była ślepa na jego uczucia, nie dostrzegała ich. Jest to człowiek zorganizowany i raczej opanowany - raczej, bo czasem zdarza mu się nie opanować złości. No zdarza się, nie każdy jest oazą spokoju. I potrafi przemówić dziewczynie do rozumu - nie narzuca jej niczego, proponuje pewne rozwiązania i czeka. Jest cierpliwy i gdy tylko może towarzyszy Marcie, pomaga jej.

Jest jeszcze wielu innych bohaterów - chociażby rodzina Marty, Marka i ich znajomi. Lecz mam nadzieję, że nie obrazicie się na mnie, jeśli ich wam nie przybliżę. Nie są tak istotni.

Mamy tu do czynienia z narracją trzecioosobową. Jednak narrator wie, o czym dane postacie myślą, co czują. Jest to całkiem miły odpoczynek od książek pisanych z punktu widzenia głównego bohatera. Muszę też podkreślić to, że ta książka nie ma rozdziałów. Serio. Na początku byłam nieco zdziwiona i strapiona tym faktem, lecz każdy nowy wątek jest oddzielony od tych poprzednich, więc nie trzeba się bać aż tak, bo nie jest to stale ciągły tekst. Jednak książkę czyta się szybko, może to za sprawą poczucia humoru. Było kilka takich momentów, gdzie śmiałam się w głos.

Jeszcze jedno, co mnie nieco denerwowało podczas czytania - zdrobnienia. Nie ważne, że bohaterowie mają ponad 20 lat, stale są nazywani zdrobniale: Januszek, Ewunia, Martusia etc. Ja rozumiem, ale u mnie nawet w domu nie ma tyle słodyczy na każdym kroku. Wybaczcie, po prostu się czepiam.

Podsumowując, lektura tej książki jest lekka, choć nie spodziewałam się aż 528 stron. Jednak czytało się ją szybko, nie jest to lektura wymagająca, taka w sam raz na jesienne chłodne wieczory pod kocykiem i z herbatką lub kawą (kto co woli).

MOJA OCENA: 6,5 / 10

Nie jest to nic ambitnego, aczkolwiek jest całkiem miłym czasoumilczem :)


A wy czytaliście książkę Małgorzaty Kursy? Jakie są wasze wrażenia? ;) Podzielcie się nimi w komentarzach ;) A teraz pozdrawiam was cieplutko...

...i życzę wam Zaczytanego Tygodnia :D


Udostępnij ten wpis

Co robić, gdy od dziecka prześladują Cię demony i nawet nie wiesz dlaczego - Geoffrey Huntington "Czarodzieje Skrzydła Nocy" | recenzja

Witajcie wszyscy :D


Dziś na blogu kolejna recenzja. Wiem, że może ostatnio nie było ich zbyt wiele, ale w końcu ponownie tutaj zawitały, gdyż po zażegnanym czytelniczym kryzysie udało mi się przeczytać kilka książek. I chcę wam o nich jak najszybciej opowiedzieć, byście wiedzieli, po które sięgnąć musicie, po które możecie, a od których radziłabym wiać z daleka.

Dziś o książce, którą dostałam jakieś pół roku temu na urodzinki, nie powiem które, co by się nie wydało, jak stara jestem (lub jak młoda). Pewnie niebawem i tak się dowiecie, bo nie zawsze potrafię utrzymać jęzorka za zębami. Jak już wcześniej wspomniałam, książka ta przeleżała swoje na stosie pół roku, aż w końcu po nią sięgnęłam. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć o tym Uli i ją w tym właśnie momencie pozdrowić (o ile to czyta, w co wątpię). Teraz mogę jej tę książkę pożyczyć do przeczytania.

Szykowałam się jej czytania w sierpniu z okazji 7 ReadUp, jednak nie udało mi się wtedy po nią sięgnąć. Lecz sięgnęłam po nią w nieco późniejszym terminie. Teraz więc mogę wam nieco o niej opowiedzieć. Panie i Panowie, Lejdis end dżentelmen, przed wami recenzja Czarodziejów Skrzydła Nocy Geoffreya Huntingtona.

Historia opowiada o czternastoletnim chłopcu Devonie March. I jak się możecie domyślić Devon nie jest zwyczajnym chłopcem. Otóż od dziecka nękają go demony, które kryją się w jego szafie. I żadna przeprowadzka nie pomoże, gdyż owe istoty znajdą się w każdym miejscu, gdzie Devon będzie mieszkał. Lecz ojciec wciąż mu powtarza: Jesteś silniejszy od nich wszystkich. Jednak gdy ojciec Devona umiera, przeprowadza się on do Biedy, do Kruczego Dworu, przed którym wszyscy mieszkańcy małego miasteczka go ostrzegają, bo dzieją się w nim różne dziwne rzeczy. W dodatku, ojciec przed śmiercią wyjawia chłopakowi, że jest adoptowany. Chłopak chce poznać prawdę o tym, kim jest i liczy też na to, że osoba, u której ma teraz mieszkać, może coś na ten temat wie. Jednak nikt nie chce mu pomóc. Czy Devon pozna prawdę o swoim pochodzeniu? Jaką tajemnicę skrywa Kruczy Dwór? I jak Devon się zaadaptuje w nowym otoczeniu - wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu Czarodziejów Skrzydła Nocy.

Narracja zastosowana w powieści jest trzecioosobowa, jednak narrator wie, jakie myśli trapią Devona, wie, jak się czuje w danych sytuacjach. Muszę zwrócić też uwagę na to, że powieść napisana jest w czasie teraźniejszym, a nie w przeszłym jak do tego przywykłam. Wszystko dzieje się na naszych oczach np Burza szaleje jak wzgardzony kochanek; Devon boi się podejść bliżej do Czarciej Skały. Na początku nieco mnie to irytowało, ale przyzwyczaiłam się.

Devona poznajemy jako sześcioletniego chłopca w prologu, który boi się skrywających się demonów w szafie. Jednak dzięki ojcu udawało mu się je opanować. A pierwszy rozdział mówi już o czternastoletnim Devonie. Chłopak ten jest sympatyczny i łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi. I jeszcze towarzyszy mu Głos, który inaczej można określić intuicją. Jest też uparty w dążeniu do celu, jakim przede wszystkim jest poznanie swojego pochodzenia oraz tego, dlaczego to on ma tajemnicze moce. Nie zważając na zakazy dociekania tych informacji od swojej nowej opiekunki prawnej, u której Devon mieszka.

Jest też zła postać w postaci ducha złego czarownika Jacksona Muira, który to kryje się pod różnymi postaciami i usiłuje uwolnić wszystkie demony, by wykorzystać je do własnych celów. A Jackson nie przestaje szukać sposobów, by przekonać chłopca, do otworzenia portalu. I aby dać mu do zrozumienia, że go nie pokona.

W książce mamy też do czynienia z drobnym wątkiem miłosnym między Devonem, a córką opiekunki - Cecily. Jest to rówieśniczka Devona i chodzą razem do szkoły (no i mieszkają pod jednym dachem). Mimo, że jest miłą dziewczyną, otwartą i przyjazną, to działała mi też na nerwy. Dlaczego? Bo tak jak jej matka udawała, że niczego dziwnego na Dworze nie dostrzega, żadnych duchów i krzyków, a najłatwiej jest przecież powiedzieć komuś, że ma przywidzenia i paranoje niż przyznać, że widzi to samo.

Czarodzieje Skrzydła Nocy to opowieść nie tylko o tajemnicy, lecz również i o tym, że wiara czyni cuda. Wystarczy uwierzyć i być pewnym siebie, aby pokonać zło kryjące się w ciemności.

MOJA OCENA: 6/10


Komu polecam:


- początkującym czytelnikom

- lubiącym tajemnice i wątek walki ze złem

- miłośnikom poszukiwania prawdy o głównym bohaterze

- szukającym luźnej lektury na jeden wieczór.


Podsumowując, jest to powieść skierowana do młodszego czytelnika, lecz w ramach odskoczni od cięższej lektury powinna się sprawdzić. I nie jest to nic wybitnego, ale czytało się ją całkiem przyjemnie i szybko. Z tyłu napisano, że jest to skrzyżowanie Harrego Pottera z serialem Buffy. Chociaż nie czytałam HP i nie oglądałam tego serialu, to jednak nieco śmiem wątpić w to porównanie. Ale przekonajcie się sami.


A wy czytaliście książkę Geoffreya Huntingtona? Jak się wam podobała? Piszcie o tym w komentarzach. I wybaczcie, że w niedzielę, żaden post się nie ukazał - staram się z całych sił przeczytać książkę z Book tour'a Miłość i aspiryna. Niedługo też się pojawi jej recenzja, by opowiedzieć wam o moich wrażeniach.

Trzymajcie się cieplutko w te jesienne dni i życzę wam zaczytanego tygodnia :)


Udostępnij ten wpis

Gdy z nieba spada popiół... - Brandon Sanderson "Z mgły zrodzony" | recenzja

Witam was wszystkich i każdego z osoba bardzo gorąco :)


Dziś będziemy się rozpływać nad kolejną książką, bo dziś postanowiłam dla was zrecenzować powieść świetnego pisarza (nieważne, że przeczytałam dopiero jego jedną książkę). Oczywiście chodzi o Brandona Sandersona i Z mgły zrodzonego.

Czasy średniowiecza, popiół sypiący się z nieba, uciśniony lud i bezwzględny Ostatni Imperator oraz dokładnie opisany świat magiczny. Brzmi intrygująco? Gdy opowiedziałam pokrótce o tym mojemu koledze stwierdził, że bardzo chętnie ... obejrzałby taki film. Smuteczek. Ale jeśli zechce to na pewno pożyczę mu do poczytania. Tak, będę ją polecała wszędzie, i będziecie tę książkę widzieli nawet w lodówce obok mleka. A tak na serio, to może nie aż tak, ale strzeżcie się, bo będę wam o niej przypominała. Tak samo jak o moim ukochanym Czasie żniw Samanthy Shannon. Lecz to nie jest post związany z rolnictwem (serio, tata po zobaczeniu tytułu Czasu żniw uznał, że interesuje mnie rolnictwo). Do rzeczy!

O czym jest Z mgły zrodzony? Dobre pytanie. Przytoczę wam opis z tyłu okładki :)

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, "Skrawek Nieskończoności", posiadając władzę absolutną, rządził i stosował terror, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.

Brzmi trochę zawile? Nie dziwię się, zwłaszcza, że ten świat został wykreowany na nowo. Skaa, Ostatni Imperator - za chwilkę rozwieję wasze wątpliwości.  Jednak nieco opowiem wam o fabule od siebie. Główną postacią jest Kelsier, osoba określana Zrodzonym z Mgły. Poznajemy też 16-letnią złodziejkę, jedyną dziewczyną w szajce, bardzo nieufną, używającą czasem 'szczęścia', by pomóc szefowi tej grupy (w sumie nie wiem, jak nazwać to stanowisko w inny sposób). I jak możecie się domyślić, pewnego pięknego dnia ich ścieżki się łączą. Nie, nie liczcie na romans między nimi. Okazuje się, że Vin, bo tak właśnie na imię ma młoda złodziejka, też jest Zrodzoną z Mgły. Dołącza do grupy Kelsiera i decydują się na dość szalony plan. A mianowicie - zebranie armii, wszczęcie buntu wśród skaa i zabicie nieśmiertelnego Ostatniego Imperatora, który inaczej jest też określany jako Skrawek Nieskończoności. A to, czy ich plan się powiedzie, jak wszystko się potoczy i jak w grupie odnajdzie się Vin, dowiecie się sięgając po powieść Brandona Sandersona.

Co sprawiło, że sięgnęłam właśnie po Sandersona? No, było kilka czynników. Przede wszystkim nasłuchałam i naoglądałam się ochów i achów od Pawła z kanału P42 i Remi z kanału lilacwix. A od niedawna marzyło mi się przeczytanie książki z rodzaju nieco poważniejszej fantastyki, tak jak to określam. Jednak stwierdziłam, że jeszcze nie chcę sięgać po Tolkiena. A decydujące okazało się: uwaga: brak wątków romansowych. Te ostatnio nieco mi się przejadły i chciałam sięgnąć po coś, gdzie tego nie znajdę. W ramach sprostowania: drobny wątek miłości jest, lecz nie jest on tak bardzo uwydatniony, nie jest wątkiem głównym. Lecz nie narzekam. Więc pewnego dnia, nie mogłam już wytrzymać i stało się. Obszukałam internetowe dyskonty i nie mogłam znaleźć pierwszej części i zdesperowana zamówiłam na stronie Empiku. Jaki wielki był mój smutek, gdy kilka dni później odkryłam, że na stronie internetowej Świata Książki jest -40% na książki Sandersona i że przepłaciłam...Jednak suma wyszłaby mi podobna po doliczeniu kosztu wysyłki, więc za długo się nie martwiłam i oczekiwałam, aż książka przywędruje do salonu (bo jednak zamawiając przez stronę internetową jest taniej).

Autor stworzył całkiem nowy świat, system magiczny. W książce jest mapa Ostatniego Imperium, gdzie rozgrywa się akcja powieści. Allomanci, skaa, Ostatni Imperator i jego podwładni. Wszystko jest dokładnie opisane, akcja nie pędzi na łeb na szyję, przynajmniej przez większą część książki, a wszystko po to, abyśmy poznali zasady rządzące tym światem i się nie pogubili w tym wszystkim. Ale za to, gdy już się rozpędzi to pędzi aż do końca. Jednak ta powieść jest nieco schematyczna. Jednak idzie to znieść :)

Jak już wcześniej wspomniałam, jest kilka grup, jakie możemy poznać w książce i to jest właśnie ten moment, aby wam nieco o nich opowiedzieć.
Więc zacznijmy od tej grupy najwyżej. Ostatni Imperator jest władcą całego Imperium, w którym stosuje terror, wszystko po to, by skaa nie wszczynali buntu. Władca, który każe patrzeć swoim poddanym na zabijanie niewinnych ludzi z ich klasy społecznej, gdzie każdy akt nieposłuszeństwa karany jest śmiercią. Są też ludzie, którzy mu służą. Stalowi Inkwizytorzy, Obligatorzy, Garnizon. Jednak opowiadanie o tych wszystkich 'przydupasach' może trwać bardzo długo, i tak czuję, że ta recenzja będzie przydługawa.

Są też Allomanci. Są osoby, które posiadają moc spalania jednego metalu, określani są jako Mgliści. Jeśli ktoś ma umiejętność spalania wszystkich metali, to osoba taka jest określana Zrodzonym z Mgły. Jest osiem podstawowych metali, których 'spalenie' dodaje Allomancie dodatkowych mocy np wzmacnianie ciała, wyostrzone zmysły. Allomancją powinni być obdarzeni tylko arystokraci, ale jak wiadomo, różnie to wychodzi.

I skaa znany jako lud robotników. Są biedni, narażeni na wszelkie choroby. Traktowani jak narzędzia, a gdy kobieta skaa spodoba się jakiemuś arystokracie i weźmie ją do łóżka to po tym musi ją zabić. Wszystko po to, aby nie splamić krwi. Czy jakoś tak. Skaa są najliczniejszą grupą, jednak mimo tego, że jest ich wielu, boją się zbuntować, bo to może sprowadzić na nich śmierć.

Narracja zastosowana w Z mgły zrodzonym jest trzecioosobowa. I bardzo dobrze, w końcu mogę nieco odpocząć od pierwszoosobej narracji, a takich książek ostatnio naczytałam się całkiem dużo. Narrator opowiada nam co się dzieje, lecz zna też uczucia i myśli postaci. Przeskakuje między bohaterami, byśmy wiedzieli jak najwięcej.

Bohaterowie tej powieści są tak wielowymiarowi, tak bardzo realni, są idealnie wykreowani przez Sandersona. Można się nad nimi rozpływać i wielbić.Każdy z bohaterów jest inny, a jednocześnie wyjątkowy i charakterystyczny. Bo w grupie poza Kelsierem i Vin jest jeszcze kilku innych mężczyzn (Mglistych). Przyjaźń ukazana w tej książce jest niezwykła, silna, w której imię warto narazić się na największe niebezpieczeństwo, tylko po to, aby wyciągnąć z tarapatów osoby najbliższe.

Zdjęcie nieco niewyraźne, bo  Actimel się skończył...
Lecz pozwólcie, że szerzej opowiem tylko o dwóch postaciach, a konkretniej o Vin i Kelsierze. Z tytułu tego, że damy mają pierwszeństwo, więc zacznę od przybliżenia wam sylwetki tej dziewczyny. Vin jest szesnastoletnią złodziejką w szajce. Ma włosy ścięte na krótko, ubiera się jak chłopak. Bo w szajce jest przede wszystkim złodziejką. Nie ufa nikomu, jest wycofana, brat jej powtarzał, że nie może nikomu ufać, bo każdy ją zdradzi i zostawi. Brat ją poniżał, ale też wychował, gdyż uratował ją od chorej psychicznie matki. Jest też dziewczyną upartą i bystrą. Będąc w szajce używa 'szczęścia', aby misje odnosiły sukces lub by uspokoić szefa szajki (o ile można tak powiedzieć). Nie wie, że korzysta ze swoich zdolności allomantycznych, lecz o tym dowiaduje się o tym, gdy spotyka Kelsiera.

Kim jest Kelsier? Jest to około trzydziestoletni mężczyzna, Zrodzony z Mgły, który pomaga Vin poznać i pokazuje jej, jak używać allomancji. To człowiek zawsze uśmiechnięty, a nawet określany jako szalony. Jest silny, a świadczą o tym jego blizny na rękach. I w przeszłości zdradziła go jego ukochana. Lecz z uśmiechem idzie przez życie siejąc zamęt w miejscach, gdzie się pojawia.

Jednak Z mgły zrodzony nie jest tylko opowieścią o całkiem nowym magicznym świecie, o obalaniu okrutnego i nieśmiertelnego Ostatniego Imperatora, o biednych ludziach skaa. Jest to przede wszystkim powieść o sile przyjaźni, o tym, co jesteśmy w stanie zrobić, by uratować najbliższych przyjaciół. Vin uczy się zaufania i uczy się przyjaźni.

Nie brakuje tu też plot twistów, by nie było zbyt cukierkowo. I czasem mnie drażniły nie najlepsze wybory bohaterów, ale cóż poradzisz, jak się krzyczy na nich i na książkę, to i tak nie posłuchają ;) Nie, nie krzyczałam, ale zdarzało mi się mówić "nie rób tego".

Czytanie tej powieści było dla mnie przyjemnością. Serio. Mimo, że może litery nie należały do największych, a rozdziały były różnej długości, to książkę czytało się zaskakująco lekko. Sanderson tak operuje słowami, że chce się ciągle więcej i więcej. I nie ma się dość. Specjalnie odwlekałam moment zakończenia tej powieści. Nie ważne, że jest więcej książek z tego uniwersum. Tylko, że nie wiem, kiedy będę miała okazję sięgnąć po drugi tom. Lecz mam już zamówioną Studnię wstąpienia, a także dwie inne książki, ale o tym się dowiecie pod koniec miesiąca, chyba, że zrobię unboxing, ale jeszcze zobaczymy.

Chciałam jeszcze powiedzieć, że książka jest lekko schematyczna. Dlaczego? Już tłumaczę. Spotykamy dziewczynę, która ma wyjątkowe zdolności i o tym nie wie. Posiada zdolności, których mieć nie powinna. I poznaje kogoś, dzięki komu jej życie się odmienia. Lecz nie ma tak dużej schematyczności, więc nie mam tego autorowi za złe.

Muszę jeszcze wspomnieć, choć to mało istotne, jednak nie wytrzymam, jeśli nie powiem - ta powieść jest cudownie wydana. Jest mapa, jest słowniczek, gdzie wyjaśnione jest, co daje spalanie poszczególnych metali oraz określenia Mglistych, którzy się nimi posługują. Do tego jest wstążka, czerwony pasek, dzięki któremu nie musimy używać dodatkowej zakładki. I twarda oprawa, która sprawia, że książkę można wygodnie czytać i bez obaw, że złamie się grzbiet. Warto podkreślić fakt, że książka jest szyta.

MOJA OCENA: 9/10 - bo jest to pierwsza część cyklu, jestem ciekawa, jak dalej się to rozwinie. Ale i tak powieść jest świetna.

Komu polecam?:


- tym, którzy chcą zacząć swoją przygodę z twórczością Sandersona,

- fanom unikalnych systemów magicznych,

- szukających nieco poważniejszej fantastyki,

- lubiącym książki z wątkiem miłosnym, który nie jest na pierwszym planie,

- miłośnikom książek z wyrazistymi i wielowymiarowymi bohaterami,

- wszystkim zaintrygowanych sypiącym się z nieba popiołem.



Czytaliście Z mgły zrodzonego? Jak wy oceniacie tę książkę? Jak się wam podobała, jakie były wasze odczucia? A może czytaliście inne książki Sandersona? Opowiedzcie o tym w komentarzach. A na dziś to już wszystko. Wiem, ta recenzja jest ogromniaście długaśna, ale cóż poradzić, mam nadzieję, że się nie wynudziliście zanadto.

A teraz życzę udanego i/lub zaczytanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

Czego możecie nie wiedzieć o autorce tego bloga? :) | Poznajmy się lepiej

Witam dziś bardzo cieplutko:)


Dziś jest kolejny dzień, a ja postanowiłam wam nieco o sobie powiedzieć. Będę prawie jak Johny Bravo :D Nie zważając na wasze protesty, powiem wam kilka rzeczy o mojej (nie)skromnej osobie ;)

1. Mieszkam na wsi między polskim Biegunem Zimna, a Najmilszym Miastem w Polsce :D


Nie, oczywiście, że nie powiem wam dokładnie, gdzie mieszkam, ale to są dwa najbliższe miasta. I nie narzekam - tu zawsze jest chłodniej :)

2. Studiuję kierunek nie związany z książkami. 


 Finanse i Rachunkowość i jestem już na drugim roku. Jakoś poradziłam sobie w pierwszym roku, mam nadzieję, że w tym również obędzie się bez poprawek.

3. Nie boję się metamorfoz, jeśli chodzi o ścinanie włosów.

 I tak się jakoś złożyło, że w styczniu ścięłam swoje dosyć długie włosy na krótko. Z kolorem nie eksperymentuję, bo podoba mi się odcień naturalny mojej czuprynki :D Planuję już kolejne cięcie. Za to mój chłopak się ich obawia. Ciągle powtarza mi: gdzie są twoje piękne długie włosy?. A ja na to: w szufladzie. Mój ścięty warkocz waży chyba 2 kilogramy :p Tak, mam go w szufladzie.



4. Mam raczej opinię śmieszki niż smutnej dziewczyny ;)


Może to za sprawą tego, że lubię się śmiać i dowcipkować z innymi, opowiadać jakieś durne historie, a wszystko po to, aby  pośmiać się z grupką osób, jakie lubię i z którymi rozmawia mi się naprawdę dobrze. W domu jestem już nieco inną osobą.

5. Dosyć łatwo doznaję kontuzji, 


...nie wiem, skąd się pojawiają na moich nogach siniaki, ale jedno jest pewne - skądś się biorą i to często :D Palce miałam wybite po kilka razy, dlatego są takie krzywe, raz wróciłam do domu ze stłuczoną stopą, raz ugryzł mnie pies... Przypadki chodzą po ludziach, ale po mnie bardziej ;)

6. Słucham dość mocnej muzyki, bo lubię słuchać naparzania po bębnach, delikatnie rzecz ujmując.

 Jednak słucham też nieco skoczniejszych nutek, a czasem tych wolniejszych, spokojniejszych - to wszystko zależy od humoru.


7. Zdarza mi się napisać wiersz czasem. 


Jeśli zechcecie od czasu do czasu poczytać moje wypociny, to napiszcie o tym w komentarzu, a pomyślę nad ich publikacją tutaj lub na oddzielnej stronie/ blogu.


8. Pewnie już wiecie, uwielbiam anime (te "chińskie bajeczki" - japońskie jak już). 


A totalnego bzika mam na punkcie Bleach'a. Kocham to anime, szkoda, że tak szybko się skończyło (tak, bardzo szybko...366 odcinków). Mam fioła na punkcie jednego bohatera - Toshiro Hitsugaya.



9. W dzieciństwie marzyłam o kręconych blond włosach.

Marzyłam, by ciężkie pukle spływały na moje ramiona. Traf chciał, że mama w genach mi podarowała ciemne i "aż dołująco" proste włosy. Takie smutne to aż, dla mnie przynajmniej. Lubiłam, gdy siostra robiła mi różne koki i fryzury, a zwłaszcza, gdy kręciła moje włosy na wałki. Wtedy miałam loki. Jakie moje włosy są teraz? Niesforne. Gdy je nakręcę, rozprostowują się po godzinie nie ma znaku. I żaden lakier nie chce pomóc. Papiloty, wałki - nic. Włosy tak samo uparte jak ja.


10. Jestem aż nazbyt emocjonalną osobą.

Przejmuję się naprawdę wieloma rzeczami. A gdy powinnam się przejmować, to było zupełnie odwrotnie - zero stresu. (Przynajmniej tak było, gdy podchodziłam do matury). Często martwię się czymś "po fakcie". Wiadomo, mądry Polak po szkodzie.

11. Marzą mi się podróże - w tym jedna główna do Japonii. 

Dlaczego? Fakt nr 8. To wszystko przez oglądanie anime, czytanie mang jestem ciekawa tego kraju. A także tak piękne zdjęcia jak to.



12. Jestem niesamowitą bałaganiarą. 


Serio. I wiem, nie powinnam się tym chwalić. Lecz nie bądźcie rozczarowani. Tak jest, bo jestem też leniwa. Ale potrafię się zebrać w sobie, aby ogarnąć ten chaos wokół mnie.


I to na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Bo nie wiem, co jeszcze mogłabym wam opowiedzieć. A jak opowiem o wszystkim teraz, to nie będzie o czym wam opowiadać później. W komentarzu opowiedzcie 4 fakty o sobie, śmiało. Po prostu chcę was lepiej poznać. I dajcie znać, jeśli chcielibyście zobaczyć jeden z moich "wierszy". A może jakaś rzecz was zaszokowała lub zdziwiła? Napiszcie ;) Dziękuję, że wstąpiliście tu na chwilę.

Trzymajcie się cieplutko i życzę wam zaczytanego tygodnia :)


Udostępnij ten wpis

Kwartalne Czytelnicze Podsumowanie#1

Witam wszystkich bardzo serdecznie :)


Dziś przychodzę do was z postem podsumowującym moje czytelnicze osiągnięcia. Opowiem wam krótko o tym, ile przeczytałam, co zrecenzowałam, ile książek kupiłam i w ilu książkowych wydarzeniach uczestniczyłam. Oraz jak mi to wyszło przede wszystkim. To pierwsze takie zestawienie w moim wykonaniu i na pewno nie będą się one pojawiały co miesiąc, bo nie ma się czym chwalić czasem.


L i p i e c




Co kupiłam?



1) Król kruków Maggie Stiefvater
2) Akademia Wampirów Richelle Mead (recenzja)
3) W szponach mrozu Richelle Mead (recenzja)
4) Pocałunek cienia Richelle Mead (recenzja)
5) W mocy ducha Richelle Mead
6) Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym) Lee Crutchley
7) Chłopak, który stracił głowę John Corey Whaley (recenzja)
8) Z mgły zrodzony Brandon Sanderson (recenzja)

Co udało się przeczytać?

1) Futu.re Dmitry Glukhovsky (recenzja)
2) Księga cmentarna Neil Gaiman (recenzja)
3) Ekspozycja Remigiusz Mróz (recenzja)
4) Cienie ziemi Beth Revis (recenzja zbiorcza trylogii W otchłani)
5) Dopóki nie zgasną gwiazdy Piotr Patykiewicz (recenzja)
6) Porwana pieśniarka Danielle L Jensen (recenzja)

W jakich wydarzeniach czytelniczych brałam udział? :)


Bookathon Lato

W czasie Bookathonu przeczytałam dwie książki i nie udało mi się sprostać wyzwaniu 1500 stron przeczytanych w tym tygodniu. Co nie zmienia faktu, że bawiłam się dobrze, był to mój pierwszy Bookathon, a że mi nie wyszło to już inna kwestia. Ważne, że próbowałam i że się nie poddawałam. Jeśli nie wiecie, czym jest BookAThon - odsyłam was do tego wpisu.

S i e r p i e ń





Co kupiłam?


1) Simon oraz inni homo sapiens Becky Albertalli (recenzja)
2) Ostatnie poświęcenie Richelle Mead
3) Atramentowa śmierć Cornelia Funke
4) Atramentowa krew Cornelia Funke
5) Mroczne materie Philip Pullman

Co udało mi się przeczytać?


7) Trzynaście Powodów Jay Asher (recenzja)
8) Simon oraz inni homo sapiens Becky Albertalli (recenzja)
9) Akademia Wapirów Richelle Mead (recenzja)
10) Chłopak, który stracił głowę John Corey Whaley (recenzja)
11) Przynieście mi głowę wiedźmy Kim Harrison (recenzja)

W jakich czytelniczych wydarzeniach brałam udział?


Noc książkoholików


Noc Książkoholików to noc, podczas której czyta się książki. I trzeba wytrzymać do 6 rano. I znów poległam. Siedziałam chyba do 2. A później sen wygrał.

7 ReadUp (plany, podsumowanie)

Jeśli chodzi o 7 Read Up, to nie wyszło najgorzej, dwie książki przeczytane i trzecia w połowie, niewiele zabrakło do osiągnięcia 7 cm, bo wzięłam udział w wersji trudniejszej. Lecz jestem zadowolona. 

W r z e s i e ń


Co kupiłam?


1) Drżenie Maggie Stiefvater
2) Niepokój Maggie Stiefvater
3) Atramentowe serce Cornelia Funke
4) Wyścig śmierci Maggie Stiefvater
5) Kasacja Remigiusz Mróz
6) Prawdodziejka Susan Dennard [ w EpikBoxie]

Co przeczytałam?


1) Akademia Wampirów. W szponach mrozu Richelle Mead
2) Z mgły zrodzony Brandon Sanderson
3) Bóg, honor, trucizna z książki Gambit hetmański Robert Foryś


Ogólnie  


tyle książek pojawiło się na mojej szafce w ciągu trzech miesięcy [ i jak zwykle zapomniałam o Prawdodziejce, no cóż...]



A tylko tyle udało mi się przeczytać w ciągu tych trzech miesięcy

Ja i blog osiągnięcia


Oto taka mała dawka statystyk, które to dzięki wam napędzały mnie do dalszej pracy i do wkładania większej ilości serca w ten blog :)

1000 wyświetleń pierwszy - 11.08
1500 wyświetleń 28.08
2000 wyświetleń 16.09.
2500 wyświetleń 24.09

W sierpniu odwiedziliście mnie łącznie około 800 razy, a we wrześniu ponad 900. Bardzo się cieszę, że poświęciliście chwilkę, że wpadliście i poczytaliście. Jak już wcześniej wspomniałam, jest to niesamowicie motywujące, to mnie napędza, aby pisać dalej, by się nie poddawać i by wymieniać się z wami opiniami w komentarzach. Dziękuję wam bardzo :)

Założyłam też fanpage'a, jeżeli macie chęć tam zajrzeć - śmiało, nie krępujcie się. I jeśli chcecie ze mną porozmawiać, to jest taka możliwość przez stronę :) Takie podsumowania będą się pojawiały co trzy miesiące, nie czytam zbyt wiele i wolę wam pokazać większą ilość książek raz na jakiś czas, niż dwie, trzy raz na miesiąc. Jeśli się wam podobało, dajcie znać o tym w komentarzu (np. jeśli wolicie takie podsumowania częściej).

I to już wszystko na dziś. Dziękuję wam za obecność. Pochwalcie się swoimi zdobyczami książkowymi i książkami, jakie udało się wam przeczytać w ciągu ostatnich trzech miesięcy. A jeśli zrobiliście podsumowania na swoich blogach - zostawiajcie linki i spodziewajcie się moich odwiedzin :)

Pozdrawiam was wszystkich bardzo ciepło, a zwłaszcza studentów, którzy od jutra znów muszą się mierzyć z uczelnią, studiami i głodem (tak jak i ja) :)

Zaczytanej niedzieli życzę wszystkim, bez wyjątku :)


Udostępnij ten wpis

Książkoholik się tłumaczy... | książkowe zakupy września + Otwieramy EpikBoxa :)

Witam cieplutko :)


Dziś mamy ostatni dzień września. I wraz z końcem tego miesiąca znów przyjdzie mi od poniedziałku pomykać na uczelnię i pobierać nauki. Na samą myśl mina mi nieco rzednie, ale jak powszechnie wiadomo, nic tak nie poprawia humoru jak książki. A zwłaszcza te nowsze nabytki dumnie prezentujące się na półce. Chociaż w moim przypadku to raczej 'na stosie'. I choć stosy kojarzą mi się z bardziej z czarownicami niż z książkami (a zwłaszcza te płonące), to chwilowo jestem pozbawiona półek po przeprowadzce, ale nie narzekam :D Koniec gadania, przejdźmy do oglądania książek :)

Chciałabym też otworzyć z wami EpikBoxa. I myślę, że to od niego zaczniemy. Czekałam na niego dość długo i pozwólcie proszę :) To moje pierwsze pudełko niespodzianka i mam nadzieję, że nie ostatnie. Zaczynajmy :)

Otwieramy EpikBoxa :D

Zacznijmy od tego, że pudełko odebrałam w środę, więc może nie poczujecie tych emocji teraz, ale uwierzcie, że były. Chociaż nieco sobie zaspojlerowałam jego zawartość, ale no cóż, teraz mam to u mnie, w domku i otwieram. Po seansie w kinie (Sekretne życie zwierzaków domowych - ogólnie taka średnia bajka) poszłam szybciutko do Paczkomatu, aby odebrać przesyłkę. I po odebraniu spotkała mnie nie do końca miła niespodzianka. Dlaczego? Bo pudełko nieco uszkodzono podczas transportu. Przez dziurę można było nieco zajrzeć do środka i ujrzeć zawartość. Jednak dojechałam do domku i otworzyłam paczuchę.

Po otwarciu możemy zobaczyć bardzo ładną kartkę głoszącą Czytanie jest przygodą. Trudno się z tym nie zgodzić. A na odwrocie widzimy krótką notkę o tym EpikBoxie, którego motywem przewodnim jest przygoda.
A po wyjęciu kartki, niebieski papier. To bardzo ładny papier. Co kryło się pod nim? Wydaje się całkiem sporo rzeczy. Więc opowiem po kolei. I te czarne materiałowe coś z napisem Reading solves everything to piórnik. I powiem szczerze, że na pewno będzie jedną z najczęściej używanych przeze mnie rzeczy i bardzo przydatny. Bo niedawno rozmyślałam nad zakupem jakiegoś piórniczka, by móc w nim pomieścić kolorowe długopisy i inne pisaki na uczelnię, i żeby nie było potrzeby szukania w całym plecaku jakiegoś długopisu czy naboju do mojego pióra.

A później widać mapę związaną ze światem wykreowanym w książce, jaka znajduje się w boxie. Mapa ta jest dość duża, nieco większa od rozmiaru A4 lecz nieco krótsza od A3 :) W pudełku znalazłam również wizytówkę konsultanta ds. usług głosodziejskich (z miejscem do wpisania swojego imienia i nazwiska, ściśle związane z książką w pudełku, niestety nie zrobiłam zdjęcia z drugiej strony tej wizytówce), i dwie naklejki, jedna ze słowami od autorki i druga z czerwonym ludkiem. Jest też organizer kabli do słuchawek (którego nie mam pojęcia jak używać :( )


W boxie znalazły się również pocztówki z motywami z innych książek, jakie wydało wydawnictwo tej książki w pudle. I jest tu pocztówka związana ze światem TEJ książki, lecz również Dziewczyny z Dzielnicy Cudów Anety Jadowskiej, I wrzucą nas w ogień Piotra Patykiewicza, czyli kontynuacji Dopóki nie zgasną gwiazdy [którą zrecenzowałam tutaj], a także Clovis La Fay Anny Lange. Zapewne już się domyśliliście co to za wydawnictwo. Po odwróceniu tych pocztówek są małe znaczki, które podpowiadają nam, która karta jakiej powieści dotyczy.


I jeszcze kilka cudownych cudowności. Poniżej widzicie przepiękną zakładkę, jaka była w EpikBoxie. Jaram się nią tak bardzo, ta sowa jest taka piękna, nie mogę się napatrzeć. To jest coś cudownego. Tak bardzo i z miejsca się zakochałam. W tej sowie, w tej cudownej rzeczy. Piórnik pokochałam lecz nieco mniej, a to, jest po prostu przepiękne.

I jeszcze jedno. Karteczki TBR list, na których możemy wypisywać tytuły książek, do przeczytania, a z boku zaznaczać je, gdy się to zrobi. Cudowne. Można na nich zrobić swój miesięczny TBR lub jak kto woli. Jestem pewna, że będę z tego korzystać, tylko że to jest tak urocze i aż mi szkoda będzie używać tych karteczek. Ale pomysł bardzo mi się podoba.

I jeszcze playlista do książki w boxie, a na odwrocie recenzja Meg Sheti z bloga Bookeater Reality. I teraz chwila prawdy. Czas dowiedzieć się, co to za książka. A więc, uwaga uwaga...


Tadaam :) Książką, wokół której było tak wiele tajemnicy to Prawdodziejka Susan Dennard. Nie domyśliłam się, że to o tą książkę może chodzić. A ten tytuł jest nieco dziwny. Ale jeszcze się okaże co ta książka skrywa w środku. Nie wiem, kiedy się o tym przekonam. Mam nadzieję, że niebawem. I muszę przyznać, że wydawnictwo się postarało. Miecz tej niewiasty przechodzi przez literę D i O, i jest wytłoczony. Książkę poleca autorka Szklanego Tronu i Dworu Cierni i Róż Sarah J. Maas.

Przytoczę wam opis z tyłu i ostrzegam, że nie mam zielonego pojęcia, czy z tyłu nie ma spojleru. Więc miejcie się na baczności.

Safiya i Iseult, młode czarodziejki, znów wpadły w tarapaty. Muszą uciekać. Natychmiast.

Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Isault są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.
Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Zbliżają się niespokojne czasy, wojna wisi w powietrzu i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą walczyć z władcami i ich najemnikami. Niektórzy posuną się do ostateczności, by dopaść prawdodziejkę.


Zaintrygowani? Jeśli tak, to piszcie, że chcecie recenzję w przyspieszonym tempie :)

A teraz o książkach jakie kupiłam :)


W tym miesiącu zbyt dużego szaleństwa zakupowego nie było. No, może takie umiarkowane. I mniej więcej w tym samym czasie zakupiłam kilka książek, a potem wszystkie trzy paczki przyszły do mnie tego samego dnia. Z tej okazji zrobiłam ich unboxing - jeśli go nie widzieliście, możecie tu zajrzeć. A teraz opowiem o nich więcej i pokażę je bliżej.

Pierwszą z nich jest Atramentowe serce Cornelii Funke. Polowałam na nią chyba od miesiąca, ale się udało. Udało mi się ją wylicytować na aukcji na Allegro, za 35 zł, więc tragedii nie ma. Na innych stronach widziałam tę książkę za minimum 60 zł. Więc nie zastanawiając się długo, wzięłam udział w tej aukcji i udało mi się. I tym oto sposobem ta piękna książka jest w moim domku i grzecznie oczekuje na swoją kolej. Tym samym udało mi się skompletować całą trylogię, tak jakoś wyszło, że zaczęłam ją zbierać od...tyłka strony. Już w listopadzie będę mogła po nią sięgnąć i okaże się, jaką opowieść w sobie skrywa. Zobaczcie, jak piękna jest w środku. Przed rozpoczęciem rozdziału jest cytat, a na końcu rozdziału są rysunki stworzone przez autorkę (przynajmniej tak głosi opis na skrzydełku książki)

Następnie książka, którą kupiłam na olx. A jest to Wyścig śmierci Maggie Stiefvater, czyli autorki Drżenia i serii Król kruków. Słyszałam o niej dobre opinie i jestem niezmiernie ciekawa, jak pisze ta autorka. Bo Król kruków nadal jest jeszcze przede mną.

Ale jeszcze kupiłam dwie inne książki tej autorki, Drżenie i Niepokój. Mam je na swojej liście do przeczytania od kilku ładnych lat i w końcu nadarzyła się okazja, aby je zakupić. Brakuje mi jeszcze ostatniej części tej trylogii, lecz myślę, że z czasem i je sobie zakupię. I to w tej przepięknej wersji okładkowej. Ta nowa mi się niezbyt podoba, a jeszcze do tej trylogii została wydana część 3,5 lecz już w nowej wersji okładkowej. Jeśli mi się ta historia spodoba, to jest możliwość, że przeczytam ją w wersji elektronicznej. Ale wszystko to się jeszcze okaże po przeczytaniu tych książek. Nie ma co planować na zapas.

I jeszcze jeden zakup, który udowadnia, że nie należy zostawiać mnie samej w Empiku. Otóż, pewnego pięknego dnia, podczas gdy mój luby poszedł pojeździć autem po mieście, ja pozostałam na godzinę sama.Więc postanowiłam, że pójdę do Empiku i założę sobie kartę Mój Empik. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Założyłam kartę i poszłam nieco popatrzeć na książki. I rzuciło mi się w oczy to, że Kasacja Remigiusza Mroza jest za 17,99. Biłam się z myślami kilka minut i...właśnie widzicie efekt mojej bitwy. Zdrowy rozsądek poszedł spać. Bo przecież taniej jej nigdzie bym nie kupiła. A przecież niedawno zaczęłam jedną z serii Remigiusza Mroza, a tu już zakupiłam pierwszą część kolejnej. No cóż, kiedyś nadrobię.

A tak prezentuje się mój zakupowy stosik. Może nie ma większego szaleństwa, ale jednak to kolejne książki do przeczytania na moim stosiku ogólnym. Z tą chwilą stwierdzam, że powinnam się leczyć. No bo przecież czy to już nie jest choroba? Hm...A może nie. Już się nie mogę doczekać, aż je wszystkie zaraz przeczytam.

A teraz wy w komentarzach pochwalcie się swoimi zakupami książkowymi. A może czytaliście którąś z książek, które mi się udało upolować? Opowiedzcie o swoich wrażeniach w komentarzu. Opowiedzcie też, czy zamawialiście kiedyś epikboxa, czy macie zamiar i jak oceniacie zawartość tego pudełka, które wam pokazałam? :)
A na dziś to wszystko, z całego serca dziękuję wam za cierpliwość, tym, którzy dotrwali do końca tego posta. Zapraszam też na moją stronę na Facebooku, a także do udziału w Book Tourze organizowanym przez Magdę z bloga Jeszcze tylko rozdział, a link do tego posta, gdzie możecie zgłosić swój udział znajdziecie po prawej stronie bloga.

Zaczytanego i udanego weekendu :)


Udostępnij ten wpis

Czytelnicze plany na październik | Wyzwanie Czytelnicze Rory Gilmore na październik

Witam was wszystkich cieplutko :)


Jakiś czas temu podzieliłam się z wami informacją, że postanowiłam organizować czytelnicze wyzwania. Pierwszy z nich zacznie się w październiku i będzie trwać przez cały miesiąc. A wyzwanie jakie się zacznie to Czytelnicze Wyzwanie Rory Gilmore z serialu Gilmore Gils (o ile się nie mylę, to polski tytuł tego serialu to Kochane kłopoty).

Zaczęła się jesień, październik zbliża się coraz to większymi krokami i dziś z całego serca chcę się z wami podzielić moimi czytelniczymi planami na najbliższy miesiąc. Dla tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi w tym wyzwaniu - wyzwanie to polega na czytaniu książek z listy, którą możecie znaleźć w liście zakładek lub bezpośrednio TUTAJ. Są to książki, które czytali bohaterowie tego serialu lub była o nich wzmianka. I nie narzucam wam tutaj konkretnej ilości książek - przeczytajcie tyle książek, na ile macie ochotę. Chcę tylko, abyście się dobrze bawili, a nie prześcigali. Możecie przeczytać jedną, pięć czy nawet dziesięć książek z tej listy. To zależy tylko od was.

Aby lepiej się z wami porozumiewać w trakcie trwania tego wyzwania, utworzyłam wydarzenie na Facebooku, przeniesie was do niego ten link. Po prawej stronie bloga po kliknięciu w zdjęcie również was przeniesie na stronę tego wydarzenia. Dołączajcie, jeśli chcecie i udzielajcie się w dyskusji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to niedługo postaram się zorganizować kolejne wyzwanie. Tylko powiedzcie, czy będziecie chcieli.

Nie przedłużając, patrzcie, co będę czytać. Chyba, że nie chcecie, to wtedy nie patrzcie.

Dwie pierwsze książki, jakie wam pokażę, to książki z mojej domowej biblioteczki, a trzy pozostałe (bo mam zamiar przeczytać pięć książek) wypożyczyłam z biblioteki. No dobrze, mój chłopak założył kartę i wypożyczył, bo ja jak na złość zapomniałam wziąć dowodu. Jednak udało się znaleźć kilka książek, których tytuły nagryzmoliłam sobie na małej karteczce, a znaleźć nie było łatwo (a jakoś zawsze mam opory poprosić o pomoc).


Książka, którą tego lata zakupiłam w biedronce, bo nie mogłam się powstrzymać, bo taaaka piękna. A książki z tej serii Angielski ogród w twardych oprawach są jeszcze piękniejsze. I do tej pory nie miałam okazji przeczytać tej książki. Jakieś dwa lata temu czytałam Wichrowe wzgórza Emily Bronte i pamiętam, że mi się bardzo spodobała tamta powieść. Mam nadzieję, że ta będzie równie cudowna.


A teraz książka, którą przeczytałam w połowie na koniec trzeciej klasy technikum. Nie zdążyłam przeczytać więcej niestety, bo już trzeba było zwrócić książki do biblioteki. Spodobała mi się, mimo, że czytałam trochę na siłę. I wiem, widzę że mam książkę z opracowaniem. Tym razem jest to moja własność. Tak wyszło. Ważne, że mam. Zamierzam ją przeczytać ponownie, bo wiele osób ją chwali. I nie lubię pozostawiać historii niedokończonych. Skoro nadarzyła się okazja, to przecież nie można jej zmarnować.

A teraz przyszedł czas, aby wam zaprezentować moje zdobycze biblioteczne. I to je będę czytała w pierwszej kolejności, bo na ich zwrócenie mam określony termin, a chłopak stwierdził, że nie będzie płacił kary za mnie, za te trzy książki. Biedak co rusz mi powtarzał, żebym nie brała za dużych książek i że "może już dość". Nie wierzy w moje zdolności, ale jeszcze się przekona. Werbelki :)

No to jest bardzo cieniutka książeczka i nawet nie mam pojęcia o czym dokładnie jest. Lecz niedługo się o tym przekonam. Wielki Gatsby ma dokładnie 186 stron i myślę, że uda mi się ją przeczytać jednego dnia, w weekend. Na półce w bibliotece widziałam też inne książki Francisa Scotta Fitzgeralda, ale jeśli spodoba mi się ta książka to sięgnę po inne, które tam leżały.

A tutaj zbiór dwóch dramatów Williama Shakespeara, a dokładniej Hamlet oraz Romeo i Julia. Co prawda, szukałam innych jego dzieł, ale nie wiedziałam jakie konkretnie były na liście, więc wzięłam te dwie. Romea i Julię czytałam w drugiej klasie gimnazjum, ale zawsze warto sobie część rzeczy odświeżyć, a spotkania z Hamletem już się nie mogę doczekać.

I jeszcze jedna książka, nieco większa niż jej poprzedniczki, bo to taka 'cegiełka' lecz niesamowicie się cieszę, że udało mi się ją odnaleźć. Bardzo się ucieszyłam, chociaż była całkiem spora ilość Opowieści wigilijnej. A tuż obok tego tuzina Opowieści leżały sobie całkiem spokojnie Wielkie nadzieje. I też się nie mogę doczekać, aż się za nią zabiorę. Chciałabym nieco lepiej zapoznać się z twórczością tego pana i mam nadzieję, że będzie mi się podobała ta książka. Już zacieram rączki :)

I to tyle jeśli chodzi o moje czytelnicze plany związane z tym wyzwaniem. Cały ten stosik prezentuje się następująco. Liczy sobie około 2000 stron. I mam szczerą wielką nadzieję, że uda mi się przeczytać je wszystkie. Zwłaszcza, że wraz z początkiem października rozpoczynam kolejny semestr studiów. Znów zacznie się wstawanie wcześnie z rana, skończy się wylegiwanie do południa i moja swoboda będzie nieco ograniczona. Lecz mam nadzieję, że ten czas szybko minie, i że uda się utrzymać regularność tutaj, no i oczywiście, że zdam egzaminy - choć o to powinnam martwić się później.


Bierzecie udział w wyzwaniu? Jeśli tak, to jakie pozycje dla siebie przygotowaliście? A może czytaliście którąś z książek, po które mam zamiar sięgnąć? Opowiedzcie w komentarzu o waszych wrażeniach z ich czytania. A na dziś to już wszystko. Mam nadzieję, że post się wam podobał. A w piątek kolejna dawka książek.

Życzę wam zaczytanego tygodnia :D


Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.