O miłości po sąsiedzku - Małgorzata J. Kursa "Miłość i aspiryna" | recenzja

Witam was wszystkich cieplutko :)


Trochę jestem nieobecna na tym blogu, ale cóż poradzić, mam mnóstwo spraw, które ostatnio zaprzątają mi głowę, lecz mam nadzieję, że mi wybaczycie. Tak jak tłumaczyłam wam na moim Facebooku - studia i Book Tour nieco mnie pochłonęły ale mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.


Dziś chcę wam opowiedzieć o książce, którą przeczytałam w ramach Book Touru (nie wiem, czy ta odmiana jest poprawna) z blogiem Jeszcze tylko rozdział, którego wam polecam oraz Wydawnictwem Lucky i ich nowością wydawniczą, gdyż książką tą była Miłość i aspiryna czyli najnowsza powieść Małgorzaty J. Kursy. Czy warto po nią sięgnąć, za chwilę wam opowiem.

A więc zacznijmy od początku czyli od tego o czym ta książka jest. A mianowicie żyje sobie dwóch bohaterów: Marta i Michał. Znają się od dziecka i nawet mieszkają obok siebie, i od lat byli dla siebie przyjaciółmi. Nie pamiętają swojego pierwszego spotkania, ale z relacji ich rodziców wiedzą, że poznali się w piaskownicy, a dwuletnia Marta wysypała wiaderko piasku na głowę dwuletniemu Michałowi. Uczą się w tych samych klasach i zdaje się, że wszystko było sielankowe. Jednak skrycie każde z nich odczuwa coś więcej niż tylko przyjaźń. I oczywiście uważają, że jedno na drugie nie zwraca uwagi. I może by to tak wszystko trwało, gdyby nie to, że po powrocie Michała z Kanady, Marta wpada mu prawie pod koła. Los ponownie ich ze sobą spotkał. Lecz tym razem chłopak nie odpuści i zamierza zdobyć ukochaną dziewczynę. Czy mu się uda? Czy wyjawią sobie uczucia, jakimi darzyli do siebie nawzajem? Czy może jednak nic z tego nie wyniknie? Nie powiem wam o tym. Przeczytacie, a się dowiecie.

Jest to powieść o miłości - jak można wywnioskować z tytułu, lecz jest też opowieścią o ludziach. Taka obyczajówka. Bo poza opisem scen rozgrywających się pomiędzy Martą i Michałem, są też wątki przemocy w rodzinie, jedna z bohaterek pochodzi z Domu Dziecka. A i mamy również do czynienia z wątkiem, w którym to ojciec jednego z bohaterów jest stawiającym wymagania i gdzie nikt nie ma prawa sprzeciwu (skoro ojciec jest prawnikiem, to i jego dzieci muszą studiować prawo).

Opowiem wam nieco o bohaterach tej powieści. Otóż Marta jest dziewczyną bardzo energiczną, ale też i wybuchową (nie lubi, gdy jej się coś narzuca). Jest drobna, ma zaledwie 155 cm wzrostu. Jest bardzo towarzyska, określana nawet jako maskotka, ale też bardzo chętnie pomaga innym. Jak już wspomniałam dość łatwo wpada w gniew. Jest całkiem sympatyczną postacią. Jednak trochę mnie jakby dziwiły jej 'zdolności', konkretniej tu o intuicji. Marta czuje, że dzieje się coś złego ---> sprawdzają to, i... faktycznie dzieje się jakieś zło. Marta wróży z dłoni - bach, i się wszystko sprawdza. Mimo, że polubiłam tę dziewczynę, to jednak zaczęła mnie ona pod koniec irytować. No tak jakoś miałam. Tak cukierkowo. Martusia też jest świetną kucharką i udowadnia to wszystkim przy każdej możliwej okazji. Boi się, że zostanie zraniona i wykorzystana.

A teraz opowiem wam o Michale. No cóż, po za tym, że od lat jest beznadziejnie zakochany w Marcie to jest właścicielem sklepu komputerowego. Po liceum dostał wezwanie do wojska. Później wyjechał do Kanady, by zapomnieć o swojej pierwszej miłości. Jest chłopakiem zdeterminowanym i dążącym do celu. Przez 9 lat Marta była ślepa na jego uczucia, nie dostrzegała ich. Jest to człowiek zorganizowany i raczej opanowany - raczej, bo czasem zdarza mu się nie opanować złości. No zdarza się, nie każdy jest oazą spokoju. I potrafi przemówić dziewczynie do rozumu - nie narzuca jej niczego, proponuje pewne rozwiązania i czeka. Jest cierpliwy i gdy tylko może towarzyszy Marcie, pomaga jej.

Jest jeszcze wielu innych bohaterów - chociażby rodzina Marty, Marka i ich znajomi. Lecz mam nadzieję, że nie obrazicie się na mnie, jeśli ich wam nie przybliżę. Nie są tak istotni.

Mamy tu do czynienia z narracją trzecioosobową. Jednak narrator wie, o czym dane postacie myślą, co czują. Jest to całkiem miły odpoczynek od książek pisanych z punktu widzenia głównego bohatera. Muszę też podkreślić to, że ta książka nie ma rozdziałów. Serio. Na początku byłam nieco zdziwiona i strapiona tym faktem, lecz każdy nowy wątek jest oddzielony od tych poprzednich, więc nie trzeba się bać aż tak, bo nie jest to stale ciągły tekst. Jednak książkę czyta się szybko, może to za sprawą poczucia humoru. Było kilka takich momentów, gdzie śmiałam się w głos.

Jeszcze jedno, co mnie nieco denerwowało podczas czytania - zdrobnienia. Nie ważne, że bohaterowie mają ponad 20 lat, stale są nazywani zdrobniale: Januszek, Ewunia, Martusia etc. Ja rozumiem, ale u mnie nawet w domu nie ma tyle słodyczy na każdym kroku. Wybaczcie, po prostu się czepiam.

Podsumowując, lektura tej książki jest lekka, choć nie spodziewałam się aż 528 stron. Jednak czytało się ją szybko, nie jest to lektura wymagająca, taka w sam raz na jesienne chłodne wieczory pod kocykiem i z herbatką lub kawą (kto co woli).

MOJA OCENA: 6,5 / 10

Nie jest to nic ambitnego, aczkolwiek jest całkiem miłym czasoumilczem :)


A wy czytaliście książkę Małgorzaty Kursy? Jakie są wasze wrażenia? ;) Podzielcie się nimi w komentarzach ;) A teraz pozdrawiam was cieplutko...

...i życzę wam Zaczytanego Tygodnia :D


Komentarze

  1. Widzę,że masz podobne odczucia po lekturze jak ja :) cieszę się, że przypadła Ci do gustu ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Z książek Kursy znam tylko "Nieboszczyka wędrownego" i wbrew tytułowi świetnie się ubawiłam :) Polecam!
    A w przypadku "Miłości i aspiryny" to ...hmmm... przeraża mnie tylko liczba stron, ale napisałaś że szybko się czyta, zapisuję zatem ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tę książkę już gdzieś widziałam, ale nie mam pojęcia nawet gdzie xd
    Powieść zupełnie nie dla mnie. Kompletnie i nie mam zamiaru jej czytać, a jak gdzies wygram, to komuś oddam xD
    A propos Twojej nieobecności - znam to :D Ja już na szczęscie nie studiuję, więc mam więcej czasu:D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeżeli czytasz tego posta, i jeżeli spodobał ci się on - będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza [zgodnie z zasadami netykiety]. To niesamowicie motywuje ;)
I dziękuję, że dotarłeś (-aś) aż tutaj :)