Jak zaczęła się moja przygoda z czytaniem? | Poznajmy się lepiej #1

Witam wszystkich serdecznie :D Cieszę się niezmiernie z waszej obecności na tej stronie ;)


Dziś chciałam wam nieco przybliżyć moją sylwetkę i opowiedzieć wam o mojej przygodzie z czytaniem - jak się zaczęła, jak przebiegała i jak to wygląda teraz. Jak może to wyglądać z perspektywy innych osób. Cóż, zapraszam :)

Więc jeszcze raz. Jestem dziewczyną. Może nawet kobietą. I nie potrafię mówić o sobie. Lecz zdarza się, że się rozgaduję rozpływając się w cudowności mojej osoby. Tak, moja osobowość jest chwilami nazbyt narcystyczna. Przejdźmy do konkretów. Czas odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule posta.

Paulina, jak zaczęła się twoja przygoda z czytaniem?


Już odpowiadam. Od dzieciństwa przez okres bycia zbuntowaną nastolatką do momentu, w którym się obecnie znajduję.


Jako mała dziewczynka byłam na "nie" jeżeli rozchodziło się o książki. Chociaż może niezupełnie. Gdy po wakacjach miałam iść pierwszy rok do szkoły, do tego, czego tak bardzo wówczas pragnęłam i oczekiwałam nieświadoma czekających mnie tam zmartwień..., [Ja i moje życie, lepiej tego nie komentować], każdej osobie z rodziny czy też z kręgu znajomych mojego rodzeństwa pokazywałam moje podręczniki. "Hej, chcesz zobaczyć moje książki?" i w tym momencie żałuję, że nie mogę wam tego zainscenizować... Może kiedyś ;) Każdy musiał ze mną obejrzeć wszystkie moje pierwsze podręczniki, strona po stronie dopóki nie pokazałam im wszystkiego. W ten sposób książki zawsze mnie ciekawiły i każde nowe podręczniki musiałam chociaż raz przejrzeć przed rokiem szkolnym. 
W klasach 1 - 3 bardzo dobrze i łatwością przyswajałam nowe literki, czytałam płynnie do tego stopnia, że dosyć często udawało mi się wygrywać konkursy czytania organizowane w mojej klasie. I przez panie byłam często proszona, abym poczytała młodszym dzieciom w innych klasach. To, jak mi szło uspokajanie dzieci, to osobna historia.

Gdy chodziłam do podstawówki byłam zdecydowaną przeciwniczką czytania. Nie lubiłam czytać, nie czytałam i za bardzo nie miałam nawet zamiaru tego czynić. Ale nie oznacza to, że czasem nie próbowałam. Swego czasu, czytała mi mama, pomagała mi przygotować się na zajęcia języka polskiego, a moja pani była dosyć wymagającą nauczycielką. Doskonale pamiętam, jak mama wieczorem czytywała mi "Małą księżniczkę" i sama się wzruszała. A w klasie szóstej sama przeczytałam książkę "Przygody Tomka Sawyera" i "Ten obcy" i pamiętam, że bardzo mi się podobały te lektury. Powoli się rozkręcałam, ale tak książek z własnej woli nie czytałam. Samo czytanie chociaż rozdziału przed snem było rytuałem, lecz też może ta konkurencja jaką prowadziłam z kolegą z ławki "kto przeczytał więcej".

W gimnazjum w sumie nie było lepiej. Tylko lektury. Ale zawsze to coś. Gdy byłam w trzeciej klasie zapanował wielki "boom" na... "Zmierzch". Koleżanka miała na jego punkcie istną obsesję: na dłoniach wypisywała sobie imiona bohaterów, miała wszystkie części tej sagi i nawet kupiła je sobie w oryginale. Zastanawiałam się, w czym tkwi jej fenomen, sama chciałam przeczytać, ale w bibliotece po takim "dzikim szale" nie było egzemplarza dla mnie. I to w sumie do końca odebrało mi apetyt na "Zmierzch". Tak jak szybko zrobiło się głośno, tak samo szybko szum ucichł. Pewnego pięknego dnia nastały ferie zimowe, a ja chyba zachorowałam i spędziłam całkiem sporo czasu w łóżku przeczytałam lekturę jaką mieliśmy omawiać po feriach - "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego - 4 razy. Bardzo mi się spodobała ta książka, jednak nadal nie mam własnego egzemplarza.

Technikum. I to dopiero tutaj nastąpił niemały przełom. W wakacje przed pójściem do szkoły średniej przeczytałam książkę - pierwszy raz tak zupełnie przez nikogo nie przymuszona. Pierwszy kryminał. Pierwsza część trylogii "Millenium" Stiega Larssona. A potem czytałam coraz więcej i więcej - zachłannie przyswajałam każde słowo, każdą książkę, bo co innego mogłam porabiać.


Podsumowując, czytam już od 5 lat. Zaledwie, wciąż jestem początkującą w tych książkowych sprawach. Lecz muszę przyznać jedno - to najlepsze, co mogłam uczynić dla siebie, dla mojego mózgu, dla mojej wyobraźni, a najgorsze - dla portfela.

W moim domu nie było takich książek, żadnych poza szkolnymi podręcznikami moimi czy mojego rodzeństwa. Nikt w domu nie czytał książek, przynajmniej nie widziałam, aby coś takiego miało miejsce. Teraz zachęcam młodą istotkę do czytania, która rośnie pod moim dachem - dziewięcioletnia córka mojego brata. Ona zaczęła szybciej niż ja. I będzie mogła przeczytać więcej niż ja. #zazdrość


Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza :) Opowiedzcie mi, jak zaczęła się wasza przygoda z czytaniem, jak to przebiegało i jak wygląda to teraz. 
Zaczytanego tygodnia ;)

Komentarze

  1. U mnie największy przełom w czytaniu nastąpił w gimnazjum dzięki sadze "Zmierzch".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ważne, że w końcu się zaczęło czytać :)

      Usuń
  2. Wybacz, ale kot wygrał cały post! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koty takie niepozorne, a nigdy się nie dowiesz, co czytają i jak przejmą władzę nad światem :D
      przynajmniej jeden plus z tego posta xD

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeżeli czytasz tego posta, i jeżeli spodobał ci się on - będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza [zgodnie z zasadami netykiety]. To niesamowicie motywuje ;)
I dziękuję, że dotarłeś (-aś) aż tutaj :)